Jak robić rewolucję w refundacji, to tylko w majówkę

czupryniak_poprawiony
Czy MZ wspiera chorych czy krajowych producentów leków? Niezmiennie tych drugich...
Prof. Leszek Czupryniak 2013-05-04 11:56

Zupełnie bez większych komentarzy weszła w życie 1 maja br. kolejna mutacja listy refundacyjnej. Wszyscy już przyzwyczailiśmy się do tego trybu zmian, nie budzi on już większego zainteresowania mediów ani ogółu społeczeństwa, o ile oczywiście wprowadzane zmiany nie są drastyczne. Tym bardziej dziwi milczenie obecnie, gdyż pod pewnym względem lista ta ma charakter całkowicie rewolucyjny.

Używam tak mocnego słowa z pełną świadomością. Najnowsze obwieszczenie refundacyjne rozszerza bowiem refundację metforminy, podstawowego doustnego leku przeciwcukrzycowego, na osoby z „nieprawidłowa tolerancją glukozy (stanem przedcukrzycowym) oraz zespołami insulinooporności w przypadkach innych niż w przebiegu cukrzycy”. Z punktu widzenia dotychczasowej polityki MZ wobec leków przeciwcukrzycowych jest to decyzja wprawiająca w osłupienie. Ale dlaczego? - zapytasz drogi Czytelniku. Przecież to dobrze, że władza chce zapobiegać narastającej epidemii cukrzycy, choćby poprzez wsparcie refundacyjne. Postaram się przyczyny mojego osłupienia zwięźle wyjaśnić.

Już kilkanaście lat temu udowodniono, że stosowanie metforminy u osób z nietolerancją glukozy zmniejsza ryzyko rozwoju cukrzycy (w ciągu 3 lat o ok. 30%), rozważenie podawania metforminy w tym celu i w tej grupie osób zaleca od 2012 r. Polskie Towarzystwo Diabetologiczne. Merytorycznie trudno zatem mieć do decyzji MZ zastrzeżenia.

Niemniej refundacja metforminy w prewencji nie jest w zasadzie nigdzie – bodajże poza Finlandią – stosowana. Jest to lek o ponad 50-letniej historii, bardzo tani i dla ogromnej większości osób, które mogłyby go przyjmować cena nie jest żadną przeszkodą, gdyż opakowanie 30 tabl. metforminy kosztuje bez refundacji w zależności od dawki ok. 4-6 zł. O refundację metforminy w stanie przecukrzycowym nie zabiegali ani pacjenci, ani lekarze, ani środowiska naukowe; uważamy bowiem, że są bardziej pilne potrzeby w zakresie poprawy dostępu chorych do nowych leków przeciwcukrzycowych (leki inkretynowe, gliflozyny) – ale tu MZ konsekwentnie odmawia jakiejkolwiek współpracy np. z Polskim Towarzystwem Diabetologicznym. Ponadto, najskuteczniej zapobiega się cukrzycy zmieniając styl życia – można w ten sposób uzyskać prawie 60% redukcji ryzyka zachorowania na tę cukrzycę w ciągu 3 lat. Przepisanie osobie z nietolerancją glukozy tabletki na „niemanie cukrzycy” powoduje, że zaprzestaje ona dążyć do jakichkolwiek zmian w swoim trybie życia (redukcja kaloryczności posiłków, zwiększenie aktywności fizycznej), gdyż przyjmowanie leku traktuje jako wystarczającą formę profilaktyki przeciwcukrzycowej, i to też jest potwierdzone badaniami naukowymi. I wreszcie – metformina nie jest zarejestrowana do stosowania w stanie przedcukrzycowym i cały czas w uszach słyszę liczne wypowiedzi członków władz MZ i NFZ (m. in. wiceprezesa NFZ M. Pakulskiego) z ostatniego roku, że refundacja we wskazaniach pozarejestracyjnych nie może mieć miejsca, bo to i niebezpieczne, i nie po to lek zarejestrowano w tym, a nie innym wskazaniu, by go teraz jacyś lekarze przepisywali jak im się żywnie podoba i jeszcze bezczelnie domagali się refundacji…  

Okazuje się jednak, że w pewnym momencie wszystkie powyższe argumenty mogą stracić swoją moc. Nagle metformina jest refundowana we wskazaniach off-label, sama będąc jednym z najtańszych leków w Polsce. Może trochę światła na kulisy tej decyzji rzucą następujące fakty: osób z nietolerancją glukozy w Polsce jest co najmniej tyle, ilu chorych na cukrzycę czyli ponad 2,5 mln, a w 2012 roku na refundację metforminy NFZ wydał ponad 69,7 mln zł. Dopisanie do listy refundacyjnej dwukrotnie zwiększa liczbę osób, które mogą sięgnąć po lek, a do wzięcia jest co najmniej 70 mln zł…  Nie mogę odpędzić od siebie wrażenia, że gdzieś blisko tych liczb należy szukać przyczyny tak radykalnej decyzji MZ w zakresie refundacji metforminy, lek ten bowiem jest produkowany przez fabryki należące do najbardziej wpływowych osób w naszym kraju. Wiem, wiem, powiesz Czytelniku, że się czepiam, a przecież co to szkodzi, w końcu to bardzo dobrze, że nasz wspaniałomyślny rząd mimo kryzysu finansowego chce wydawać pieniądze na zapobieganie cukrzycy. Z jednej strony racja, ale tak naprawdę chodzi o priorytety – czy MZ nie powinno raczej wspierać leczenia osób już chorych na cukrzycę, a tym samym bardziej bezradnych od osób zdrowych niż fundować dopłaty do leku, który i tak osoby ze stanem przedcukrzycowym, najczęściej młode i otyłe, zwykle aktywne zawodowo mogą swobodnie nabyć za parę złotych miesięcznie? Gdzie tu słynna, odmieniana przez MZ przez wszystkie przypadki racjonalizacja wydatków na refundację? Tak, zaiste powinno paść w tym miejscu pytanie o priorytety MZ – czy jest nim pomoc w dostępie do terapii osobom chorym na nieuleczalną i postępującą chorobę, jaką jest cukrzyca, czy też troska o wartość akcji giełdowych krajowych producentów leków? Niestety, od lat decyzje podejmowane w zakresie diabetologii pokazują, że to drugie jest faktycznym – a może nawet jedynym – priorytetem władz… I jest to rzecz skandaliczna, ale dużo łatwiej jest ją ukryć, gdy cały kraj pogrążony jest w nirwanie najdłuższego weekendu świata…

PDF

Zobacz także

comments powered by Disqus