Chore na hormonozależnego raka piersi rokują najlepiej

Wysocki
O dostępie do skutecznego leczenia hormonozależnego raka piersi z prof. Piotrem Wysockim, onkologiem z Wielkopolskiego Centrum Onkologii, rozmawia Iwona Schymalla.
Iwona Schymalla 2014-07-09 07:00

O mechanizmach rozwoju raka piersi, doborze odpowiednich terapii, a także o dostępie do skutecznego leczenia hormonozależnego raka piersi z prof. Piotrem Wysockim, onkologiem z Wielkopolskiego Centrum Onkologii, rozmawia Iwona Schymalla, redaktor naczelna Medexpress.pl.

Iwona Schymalla: Jaki jest mechanizm rozwoju raka piersi u pacjentek z zaawansowaną chorobą nowotworową?

Prof. Piotr Wysocki: Mechanizm jest generalnie taki sam, jak w przypadku powstawania w ogóle raka piersi. W przypadku zaawansowanego raka piersi pojawiają się dodatkowe mechanizmy, które umożliwiają nowotworowi powiększanie się powyżej określonych rozmiarów. Pierwotne ognisko ma wielkość około jednego do trzech milimetrów, a skupiska w kształcie piłeczki  jego komórek powiększają się, odżywiając się wszystkim, co je otacza. Moment uruchomienia procesu tworzenia nowych naczyń, czyli angiogenezy, umożliwia chorobie nowotworowej gwałtowny rozwój. W grę wchodzi wiele czynników. Podstawowym jest hormonozależność wywołująca zazwyczaj raka piersi u większości chorych, i jest tym, w jaki sposób organizm wpływa na nowotwór. Hormonozależny rak piersi to taki, w którym stymulacja  receptorów żeńskich hormonów płciowych przez estrogeny i progesteron stanowi bardzo silny czynnik pobudzający komórki do podziału i wzrostu.

Jak dobiera się terapię dla tej grupy pacjentek?

Generalnie dla chorych na raka piersi mamy dosyć dobrą możliwość personalizacji leczenia. Mamy największe doświadczenia w tym, w jaki sposób leczyć systemowo takie chore. Wiemy, że obecność receptorów hormonalnych: estrogenowego i progesteronowego, jak również obecność receptora naskórkowego czynnika wzrostu typu 2, czyli HER2, definiują nam punkty uchwytu dla ukierunkowanych terapii (hormonoterapii lub antyHER2). Diagnozując chore na raka piersi, oceniamy te poszczególne parametry oraz poszukujemy punktów uchwytu i w zależności, czy są i jakie są, dobieramy odpowiednio leczenie systemowe.

Jaka jest przeżywalność pacjentek z zaawansowanym hormonozależnym rakiem piersi? Jaka to jest grupa wśród tych pacjentek, które mają zaawansowanego raka piersi?

Musimy pamiętać, że chore na hormonozależnego raka piersi to są generalnie najlepiej rokujące chore. Hormonozależność powoduje, że u tych chorych komórki rosną trochę wolniej, niż w przypadku hormononiezależnego raka piersi. Jednocześnie daje duże możliwości stosowania terapii systemowych nie tylko chemioterapii, którą stosujemy niezależnie od typu raka, ale pozwala na równe strategie leczenia hormonalnego. Przekłada się to na to, że chore te żyją tak naprawdę najdłużej. Im dłużej możemy je leczyć, im więcej tej opcji terapeutycznych mamy, tym dłuższe jest spodziewane przeżycie. Tym samym chore z hormonozależnym rakiem piersi w populacji chorych na raka piersi stanowią coraz większą grupę.

Obecnie dużo słyszymy i czytamy o leczeniu ewerolimusem. Jaki jest mechanizm działania tego leku?

Zastosowanie ewerolimusu, leku pierwszego zastosowanego u chorych na hormonozależnego raka, który nie jest lekiem hormonalnym i nie zachodzi w reakcję z receptorami hormonalnymi ani z produkcją żeńskich hormonów płciowych, stanowi nową koncepcję w leczeniu raka piersi. Wynika z tego, że zdefiniowano mechanizmy molekularne, które powodują, że hormonozależny rak piersi przestaje być wrażliwy na leczenie hormonalne. Zdefiniowanie, w jaki sposób proces uniezależnienia się od receptorów hormonalnych zachodzi w komórkach raka piersi oraz roli poszczególnych białek w tym procesie, pozwoliło wykazać białka, które potencjalnie są już białkami, w które możemy uderzyć. Jednym z nich jest kinaza mTOR. Okazało się, że jej zdecydowana aktywność u chorych na hormonozależnego raka piersi powoduje uniezależnienie się komórek od sygnału receptorów hormonalnych. Innymi słowy, niezależnie od tego, co robimy terapeutycznie z receptorami hormonalnymi, aktywność kinazy mTOR powoduje, że terapie hormonalne są nieskuteczne. Gdy wiadomo już było, jaki jest punkt uchwytu, to zaczęto analizować możliwości blokowania tej kinazy. Między innymi ewerolimus jest lekiem blokującym kinazę. Okazało się, że w komórkach hormonozależnego raka piersi, które są już niewrażliwe na leczenie hormonalne, dodatkowe zablokowanie kinazy mTOR przywraca im hormonozależność i wrażliwość na hormonoterapię. Tym samym ewerolimus skojarzony z hormonoterapią po raz pierwszy umożliwił uzyskanie wyraźnych efektów terapeutycznych u chorych, u których już zgodnie ze standardami przyjętymi wcześniej mieliśmy do czynienia z hormonoodpornym rakiem piersi.

Jak ocenia Pan Profesor dostęp do leczenia pacjentek z hormonozależnym rakiem piersi na tle innych krajów europejskich?

Po niepowodzeniu wcześniejszych linii leczenia hormonalnego Ewerolimus został lekiem zarejestrowanym do leczenia chorych na hormonozależnego raka piersi. Jest obecnie stosowany w wielu krajach w Europie. W Polsce trwają w tej chwili intensywne negocjacje pomiędzy Ministerstwem Zdrowia a producentem tego leku, by pojawił się on w Polsce i był możliwy do zastosowania w ramach optymalnych programu lekowego dla naszych chorych. Lek wyraźnie poprawia rokowania, a przeżycie chorych jest dłuższe niż u tych, u których nie stosuje się skojarzonej terapii, hormonoterapii z blokadą mechanizmu hormonoodporności. W badaniu klinicznym, w którym to oceniano, wykazano bardzo wyraźną korzyść w zakresie opóźnienia momentu progresji choroby nowotworowej. Mimo że chore nawet w ramieniu kontrolnym tego badania otrzymywały wiele różnych leków po zakończeniu udziału w badaniu, różnica w przeżyciu cały czas jest widoczna. Może nie ma ona znamienności statystycznej, ale musimy pamiętać, że chore te po zakończeniu udziału w badaniu leczone były szeregiem różnych leków cytotoksycznych i schematów chemioterapii. Mimo to widoczne są wyraźne różnice w ich przeżyciu.

 

PDF

Zobacz także

comments powered by Disqus