Prof. Fijuth: Pakiet onkologiczny to tyko wycinek tego, o co walczymy

Fot. Katarzyna Rainka
Jak pakiet onkologiczny ocenia przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego prof. Jacek Fijuth?
Alicja Dusza 2016-08-17 13:29

 Pakiet onkologiczny to postęp, czy stracona szansa?

Pakiet onkologiczny to tyko wycinek tego, o co walczymy. Bez wątpienia jakąś rolę spełnił. My traktujemy jako wyzwanie walkę z rakiem w Polsce. Pakiet to mały wycinek od podejrzenia, przez diagnostykę, do rozpoczęcia leczenia. Ale jest on bardzo ważny, bo łącznie z nim zniesiono limitowanie procedur onkologicznych, to było dramatem w Europie niedopuszczalnym. Chorzy onkologiczni otrzymujący kartę DiLO bez wątpienia mają w zdecydowanej większości spełnione założenie dotyczące czasu leczenia na poszczególnych etapach. Na co wskazuje chociażby raport Ministerstwa Zdrowia czy Onkobarometru Fundacji Watch Health Care. Ale szacujemy również, że nawet 1/3 chorych w ogóle nie wchodzi na tę ścieżkę pakietową. Dzieje się tak z różnych powodów, często chociażby dlatego, że w ogóle nie dostają zielonej karty od lekarza POZ. A przez to wydłuża się czas oczekiwania na poszczególne procedury. To jest ta ujemna strona pakietu. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Nie możemy dzielić chorych na tych pakietowych i niepakietowych. Bo pakiet powinien być normą dla wszystkich chorych. Nie powinno być wyjątków i sytuacji, że pacjent nie wchodzi na ścieżkę pakietową. Jak wzięliśmy pod uwagę liczbę rozpoznań w ciągu roku oraz liczbę przypadków kończących się konsylium, to mniej więcej wychodzi proporcja, że w stosunku do szacunkowych 160 tysięcy nowych rozpoznań, ok. 118 tysięcy jest zakończona konsylium. Więc cała reszta nie przechodzi ścieżką pakietową.

A czy to nie jest też tak, że konsylia są trochę fikcyjne?

To osobne zagadnienie. Jestem zwolennikiem konsyliów, ponieważ w onkologii konsylia, współpraca specjalistyczna jest niezwykle ważna. Zwłaszcza w sytuacji kiedy pewne rzeczy są niedopowiedziane, istnieje pewna dowolność wyników, publikowane rekomendacje nie są respektowane. Wydaje mi się, że w zasadniczej części konsylia wiele spraw uporządkowały. Z jednej strony chory ma pewność, że skoro zebrało się konsylium, to ma zaproponowane optymalne leczenie. Taka świadomość dla pacjenta jest bardzo ważna. Po to między innymi karta DILO została stworzona. Natomiast są oczywiście wynaturzenia tej idei np. konsylia tzw. pieczątkowe, gdzie karty są jedynie stemplowane. Czy konsultacje odbywają się przez telefon, zwłaszcza radiologów, którzy niekoniecznie muszą brać udział w konsylium. Radiolog w nawale pracy nie ma czasu by drobiazgowo analizować dokumentację radiologiczną. Często mamy tylko opisy i tu obecność radiologa, to tylko fikcja. Również wynaturzeniem tej idei jest to, że szereg małych zakładów opieki zdrowotnej podpisało kontrakt na pakiet, realizację wszystkich badań pakietowych, bo potem chory trafia do ośrodka specjalistycznego i musi od nowa mieć przeprowadzone badania diagnostyczne. A przecież NFZ podwójnie za to nie zapłaci. To oczywiście karykatura tego, co legło u podstaw tych założeń pakietowych, w wielu przypadkach słusznych.

Poza tym w sytuacjach oczywistych konsylium ogóle nie jest potrzebne. Bardzo dużo tracimy przez to, że nie ma w Polsce przyjętych rekomendacji, o co wielokrotnie zwracaliśmy się do Ministerstwa, by w formie obwieszczenia czy innego aktu, tym rekomendacjom nadać obowiązujący charakter. Nie można obecnie nakazać by lekarz na postawie książeczki i schematu realizował diagnostykę czy leczenie, ale pewne ramy powinny być nakreślone. Niestety, tego wciąż nie ma. Są sytuacje, w których z jednej strony źle prowadzona jest diagnostyka, z drugiej jest zwoływane konsylium w sprawach stuprocentowo oczywistych. Kolejną sprawą jest to, że pakiet nie obejmuje chorych, którzy już rozpoczęli leczenie. I u tych chorych np. czas oczekiwania na pooperacyjną radioterapię nagle się wydłużył. Pakiet pominął również leczenie paliatywne. Paliatywnej radioterapii podlega około dwudziestu kilku tysięcy chorych w Polsce. Leczenie hospicyjne w pakiecie w ogóle nie zostało poruszone. 

Co z karta DiLO? Krytykował ją Pan, że jest za długa, niepotrzebna, że to tylko dodatkowa biurokracja. Czy nadal stoi Pan na tym stanowisku?

Idea utworzenia zielonej karty była zupełnie inna. Środowiska pacjencie, zwłaszcza Koalicja Pacjentów Onkologicznych, bardzo nalegały na to, żeby chorzy otrzymywali takie dokumenty. Karta miała być wekslem dla pacjenta. Ale to zostało wypaczone i karta stała się dokumentem wyłącznie dla NFZ, płatnika, bardzo restrykcyjnym dokumentem. Stała się restrykcyjnym narzędziem statystycznym. Część chorych w ogóle do tej karty nie zagląda i nawet nie wie, że ją ma. Więc karta w obecnej postaci nie ma dla mnie racji bytu. Natomiast zdaję sobie sprawę, że pewne procedury powinny być zarejestrowane, bo jest to podstawą do tego by płatnik mógł zapłacić.

PDF

Zobacz także

  • Antykoncepcja po polsku

    Co piąta użytkowniczka tabletek antykoncepcyjnych nie potrafi stwierdzić, czy zabezpieczają one przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. Co jeszcze wynika z badania przeprowadzonego wśród niemal 18 tys. Polek?
comments powered by Disqus