Quo Vadis - czyli dokąd zmierzasz polskie pielęgniarstwo?

Pielęgniarstwo w Polsce nie ma się dobrze i niestety jak widać, niemrawe działania rządu i MZ, długo jeszcze nie przyniosą pomyślnych wiatrów.
Dr n. med. Iwona Zaczyk 2015-09-18 12:06

Pielęgniarstwo w Polsce nie ma się dobrze i niestety jak widać, niemrawe działania rządu i MZ, długo jeszcze nie przyniosą pomyślnych wiatrów.

Pielęgniarki od lat domagają się godziwych wynagrodzeń, poprawy warunków pracy (sprzęt ułatwiający pracę), konieczności ustalenia minimalnych norm liczby pielęgniarek na dyżurach (to przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom, a nie wygoda pielęgniarek!), czy poszukania skutecznych metod przeciwdziałania już widocznym w Polsce skutkom drenażu pielęgniarek.

Istnieje wiele powodów, że wciąż widzimy duży dym, ale nic się nie piecze.
A zatem po kolei…

Pielęgniarstwo opiera się na funkcji opiekuńczej sprawowanej przez pielęgniarki wobec chorego wymagającego opieki i pielęgnacji. Jednak od samego początku, pielęgniarstwo opierało się na naukowych dowodach, profesjonalnym przygotowaniu do pełnionych obowiązków (więcej: historia pielęgniarstwa).
Od pielęgniarek wymaga się dużo. Medycyna i pielęgniarstwo rozwijają się dynamicznie i pracując w tych zawodach, nieustanne kształcenie jest wymogiem, gdy chce się być profesjonalistą i specjalistą. Zawód pielęgniarki od wielu lat uznawany jest jako zawód publicznego zaufania. Czy jednak nie jest to tylko poza?
Skąd takie pytanie? Otóż w badaniach mówimy, że ufamy pielęgniarkom, i że pełnią one zawód wymagający odpowiedzialności i profesjonalizmu. Ale w „realnym świecie” zwracamy się do nich „siostro”, postrzegamy jako opiekunki wypełniające swoją misję i powołanie do czego w naturalny sposób zostały predystynowane przez naturę jako kobiety. Czy zatem wypada pielęgniarkom domagać się podwyżek? Czy godzi się wyjść na ulice, by walczyć o to, co jest ich prawem, a nie przywilejem, uzależnionym od „widzi-misie” MZ i kolejnych ekip rządzących? Czy należy zwracać się do nich Pani/Pan/magister lub Doktor, jeśli zdobyły taki tytuł zawodowy lub stopień naukowy? Czy należy widzieć w nich samodzielnych, profesjonalnych pracowników medycznych? I czy w ogóle nie jest bynajmniej wypaczeniem branie ich zdania pod uwagę i słuchania ich opinii?
Takich pytań można stawiać wiele; niemniej jednak na wszystkie pada odpowiedź negatywna. Potwierdzają to ostatnie wydarzenia.
Problem wynagrodzeń dla pielęgniarek jest kwestią, której nie da się „załatwić” na jednym posiedzeniu rządu, MZ i przedstawicieli środowiska pielęgniarek. Grupa zawodowa pielęgniarek jest jedną z liczniejszych, a także jedną potrzebniejszych grup zawodowych w społeczeństwie. To „oczywiste oczywistości” a jednak kiedy przychodzi stanąć z problemem twarzą w twarz, okazuje się, iż nad problemami pielęgniarek nie warto nawet trudzić się, by poszukać rozwiązań. Łudzą się ci, co myślą, że problemy te dotyczą samych pielęgniarek. Te nierozwiązane kwestie uderzają przede wszystkim w pacjentów, w ich bezpieczeństwo, jakość opieki i dobrobyt, a zamiatane pod dywan będą wracać  jako zbiorowa czkawka.
Skutki każdej choroby należy zwalczać od postawienia właściwej diagnozy, zatem i tak zróbmy i w tym przypadku.
Źródła choroby nie są nowe. Widzenie pielęgniarki jako uzależnionej od lekarza, jako opiekunki, która swoją pracę opiera na posiadaniu naturalnego instynktu do opieki nad chorym, odbiera prawo do wynagrodzenia bo czyż za pracę opiekuńczą należą się jakiekolwiek gratyfikacje? Widać tu prostą paralelę do pracy kobiet nieczynnych zawodowo, ale wychowujących dzieci i prowadzących dom. Ten rodzaj pracy zawsze traktowany był po macoszemu, a nigdy jak każdy inny rodzaj pracy. Nie zapominajmy też, że zawód pielęgniarki jest zawodem silnie sfeminizowanym, który nie zajmuje w hierarchii zawodów wysokiej lokaty. W socjologii o takich zawodach mówi się jako o tych o niskim prestiżu i niskim statusie społecznym. Brak realnego uznania, przyznania prestiżu rodzi oczywiste konsekwencje w postaci braku realnego, materialnego wynagrodzenia. Bo przecież to misja, powołanie, praca kobieca nisko usytuowana społecznie. Dobrze- przyznajmy, że jakoś tam doceniamy pielęgniarki, powiedzmy, że dziękujemy, że widzimy ich trud codziennej pracy. Ale już wynagradzać, przyznać równość z lekarzem (a przecież, fakt, iż pielęgniarka wykonuje część zadań na zlecenie lekarza wynika tylko i wyłącznie z pełnienia przez nich zupełnie różnych ról zawodowych, nie jest formą posłuszeństwa czy „gorszego” zawodowego i społecznego poddaństwa!), uznać, że mają prawo zabierać głos, kształcić się dalej (a po cóż to?! - skoro to żadna filozofia po prostu kimś się „zaopiekować”), być samodzielnym profesjonalistą, to już zapewne byłoby popłynięcie pod prąd. To chyba byłaby społeczna anomalia.
Grupa zawodowa pielęgniarek w Polsce jest jedną z liczniejszych.
Zarzuca się im brak solidarności czy niespójność w działaniu. Ale czujny i bystry obserwator widzi, że w publicznym dyskursie o to właśnie chodzi. By społeczeństwo traktowało zadania środowiska pielęgniarek jako „fanaberie”, jako infantylne zachowanie dziecka tupiącego nogą chcąc dostać nową zabawkę. Nie leży w interesie ekip rządzących, MZ i grupy zawodowej lekarzy przyznać otwarcie jakie znaczenie ma praca pielęgniarki, jaki obecnie trud wykonały pielęgniarki podnosząc swoje kwalifikacje, idąc po nowe kwalifikacje i umiejętności na uniwersytety. Czy to fair? – pewno nie, ale na pewno skuteczne.
Spór pomiędzy środowiskiem lekarzy a pielęgniarek zawsze był dla mnie niezrozumiały i mglisty. Wszakże to wspólne cele, te same wartości zawodowe – primum non nocere – wiec w jakim celu ten rumor, ta walka? Lekarze nie muszą się obawiać samodzielności i coraz większej niezależności pielęgniarek. Pielęgniarki nie podnoszą swojego wykształcenia, bo chcą lekarzom dorównać. Zawsze swoim studentom pielęgniarstwa powtarzałam, że zawód lekarza to zawód lekarza, a zawód pielęgniarki to zawód pielęgniarki. Jest moment kiedy zawody te się spotykają, a celem jest udzielenie najlepszej pomocy choremu. Poparcie lekarzy  jest ważne ale nie złagodzi wszystkich niesnasek.
 Mam okazje obserwować jak wygląda to za granicą. I zamiast polskich pielęgniarek emigrujących za godziwą pracą - gdzie docenia się fachowość w zamian oferując nie tylko należytą gratyfikację finansową, lecz uznanie, samodzielność i przyznanie, że praca pielęgniarki to taka sama praca jak lekarza, - wysłałabym tych, co odmawiają tego im we własnym kraju na podpatrzenie jak wygląda prawdziwa medycyna, gdzie wspólnym celem jest pomoc choremu. Nie napawa optymizmem brak dobrej woli czerpania z doświadczeń tych, którzy potrafią w porę dostrzec jaki potencjał drzemie w rozwijaniu pielęgniarstwa i jakie korzyści przynosi to całemu społeczeństwu.
Smutne jest widzieć nawet będąc za granica jak rzetelna, merytoryczna publiczna debata nie ma właściwej gleby, żeby zakiełkować. Może to nie pielęgniarstwo w Polsce ma problem, może za wszystko odpowiada fakt, że wpierw trzeba posiąść umiejętność prowadzenia prawdziwego dialogu.  Życzyłabym, aby w tym publicznym dyskursie mocny głos zabrały Stowarzyszenia i Organizacje Pacjentów.
Pielęgniarki walczą o to, żeby i Pacjentom było lepiej, bo pielęgniarka obciążona obowiązkami, odpowiedzialnością, brakiem sprzętu do pracy, pracująca bez należytej obsady to mniejsza jakość świadczonej opieki a zarazem mniejsze bezpieczeństwo pacjentów. Ale taki stan rzeczy to nie wina pielęgniarek. Gdzie są decydenci kształtujący polski system opieki zdrowotnej? Gdzie?
Gdyby pielęgniarkom było wszystko jedno nie podniosłyby głosu, jak sytuacja pacjenta wygląda za drzwiami szpitalnego oddziału. Pozostałych zainteresowanych trudno dostrzec.
Jaka zatem jest recepta na uzdrowienie chorego?
Poszukiwania leku nadal trwają…

Dr  n. med. Iwona Zaczyk

PDF

Zobacz także

comments powered by Disqus