Ablacja poniżej zera

Fot. Thinkstock/Getty Images
Klasyczna ablacja stosowna w leczeniu arytmii polega na zniszczeniu ściśle określonego fragmentu serca za pomocą energii cieplnej. Najnowsza odmiana metody do tego samego celu wykorzystuje niskie temperatury.
Tomasz Kobosz 2017-10-26 13:51

Ablacja polega na celowym uszkodzeniu niewielkiego obszaru serca w miejscu, które wywołuje arytmię. Pierwszy zabieg został wykonany w 1982 r. prądem stałym o dużej energii. Przełomem w rozwoju metody stało się zastosowanie prądu zmiennego, energii o długości fal radiowych RF do wytwarzaniu ciepła rzędu 45–55 stopni.

Zastosowanie niskiego napięcia i wysokiej częstotliwości wpłynęło na większą przewidywalność tworzącej się blizny, co znacznie poprawiło bezpieczeństwo wykonywania zabiegu ablacyjnego.

Podobny efekt, czyli precyzyjne wytworzenie blizny, można uzyskać stosując niskie temperatury. Proces ten nazywa się krioablacją.

– Krioablacja daje bardzo homogenną bliznę, czyli spełnia wiele oczekiwań, co do tego jak ta blizna w sercu powinna wyglądać. Ponadto, w ablacji migotania przedsionków, zabieg ten jest stosunkowo krótszy w porównaniu do ablacji RF, a jego skuteczność jest podobna – wyjaśnia dr hab. med. Krzysztof Błaszyk, prof. UM w Poznaniu.

Krioablacja stosowana jest obecnie coraz częściej, ponieważ dobrze sprawdza się np. przy migotaniu przedsionków, choć – rzecz jasna – nie u wszystkich pacjentów z tym schorzeniem. Każdy chory jest kwalifikowany indywidualnie, przy uwzględnieniu wielu różnych czynników, na przykład czas trwania arytmii.

– Profilaktyka i inne działania prozdrowotne sprawiają, że długość życia wydłuża się. Tym samym powodujemy, że zwiększa się liczba osób z migotaniem przedsionków. W chwili obecnej mamy w Polsce koło 500 tys. pacjentów z migotaniem przedsionków, a w 2025 roku szacuję się, że ich liczba wzrośnie około 2,5 razy – informuje dr Błaszyk.

Źródło: mat. prasowe

PDF

Zobacz także