Blogosfera Medexpressu

Dr n. med. Marek Derkacz, MBA Amantadyna vs Remdesivir – Jak Dawid z Goliatem.


Dr n. med. Marek Derkacz 2021-04-03 07:27
Już niebawem przekonamy się, który z leków wykazuje większą skuteczność w leczeniu COVID-19.

REMDESIVIR - KOLOS NA GLINIANYCH NOGACH

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) jeszcze w listopadzie 2020 roku wydała warunkowe zalecenie przeciwko stosowaniu remdesiviru u pacjentów hospitalizowanych z powodu COVID-19, niezależnie od ciężkości choroby. Stało się tak, ponieważ nie było rzetelnych dowodów na to, że remdesivir poprawia przeżycie, skraca czas hospitalizacji, czy zmniejsza ryzyko zgonu chorych na COVID-19. Dowody naukowe zebrane w wyniku największego międzynarodowego badania, jakie przeprowadzono pod patronatem WHO bynajmniej w żadnym stopniu nie potwierdziły wyników badań przeprowadzonych przez amerykańską firmę produkującą ten jakże obiecujący lek.

Co więcej, zebrane przez międzynarodowych ekspertów dowody wskazały na brak istotnego wpływu stosowania remdesiviru na śmiertelność chorych, potrzebę wentylacji mechanicznej, czy czas niezbędny do poprawy stanu klinicznego oraz inne istotne dla zdrowia pacjentów parametry.

„Pech”, a może jednak zaplanowane opóźnienie publikacji sprawiło, że wynik największego badania dotyczącego skuteczności remdesiviru ukazał się tuż zaraz po podpisaniu kontraktu z amerykańską firmą przez przedstawicieli Unii Europejskiej. Wówczas to kraje członkowskie, w tym Polska zobowiązały się do wydania milionów Euro na zakup bardzo drogiego preparatu.

Dopiero po akcie jak się potem okazało bezsensownego zakupu, z którego nie można się było wycofać, europejscy eksperci zajmujący się problematyką COVID-19 uznali terapię remdesivirem za praktycznie nieskuteczną i niepotrzebnie obciążającą i tak cierpiące na brak finansów systemy ochrony zdrowia państw europejskich. Ale mleko już się rozlało...

W przypadku polskiego podatnika, koszt terapii jednego chorego niezalecanym przez WHO remdesivirem wynosi około 10 tysięcy złotych. Oznacza to, że w skali kraju „wyrzucono w błoto” miliony złotych, zapłaconych w rzeczywistości z naszych podatków za bezwartościowy lek. Jednakże w dniu podpisywania umowy nikt nie wiedział, że lek nie spełni wiązanych z nim nadziei, a politycy przecież zdawali się działać w dobrej wierze.

AMANTADYNA – STARY LEK PRZECIWWIRUSOWY POMOŻE POKONAĆ PANDEMIĘ?

Niewykluczone, że w leczeniu chorych w porównaniu do niezalecanego przez WHO już od listopada 2020 roku remdesiviru, dużo skuteczniejsza okaże się działająca przeciwwirusowo i stosowana niegdyś w terapii grypy, doskonale przebadana i niezwykle tania, bo kosztująca w Polsce około 20 zł w postaci doustnych kapsułek amantadyna.

Lek jest obecnie oficjalnie zarejestrowany w leczeniu grypy typu A oraz choroby Parkinsona. Amantadyną z powodzeniem jeszcze w 1969 roku leczono mutację grypy z Hongkongu, która zdążyła wcześniej zabić 25 tysięcy osób.

W ostatnim latach lek ten stał się znacznie mniej popularny, odchodząc do lamusa, głównie z powodu oporności, jaką rozwinęły wobec niego niektóre szczepy wirusa grypy. Przyczyną tego było najprawdopodobniej stosowanie amantadyny nie tylko w leczeniu, ale jak podaje Kompendium Farmakologii pod redakcją profesora Waldemara Jańca (Wydawnictwo Lekarskie PZWL, wydanie IV uaktualnione i rozszerzone, 2016 r.) – „…przede wszystkim zapobiegawczo u osób w podeszłym wieku podczas epidemii grypy, konkurencyjnie do szczepień.”

Warto podkreślić, że amantadyna z niewyjaśnionego do końca powodu jest w niektórych kręgach wręcz demonizowana. Choć jest to lek zażywany obecnie codziennie przez wielu starszych ludzi z chorobą Parkinsona, a jak pamięta większość naszych koleżanek i kolegów lekarzy, dopuszczona była również w odpowiednich dawkach do leczenia małych dzieci.

„PROBLEM” AMANTADYNY

„Problemem” amantadyny jest paradoksalnie jej bardzo niska cena oraz prawa patentowe, które dawno już wygasły. Między innymi, dlatego do tej pory ten stary i dobrze poznany lek przeciwwirusowy nie stanowił specjalnego zainteresowania dla koncernów farmaceutycznych.

Niestety, w świetle pojawiających się dowodów naukowych, które wskazują na jej potencjalną skuteczność, co potwierdza również publicznie coraz większa liczba lekarzy praktyków, amantadyna stała się wraz z promującymi ją osobami „przysłowiową solą w oku” dla branży farmaceutycznych potentatów oraz ich lobbystów i osób współpracujących.

Określana coraz częściej w mediach, jako „potencjalna skuteczna alternatywa” w stosunku do horrendalnie drogich leków o wątpliwej skuteczności oraz nowych preparatów, planowanych do wprowadzenia w terapii chorych na COVID-19 w najbliższej przyszłości, stała się sama w sobie celem, który należy jak najszybciej zmieść z pola widzenia. Zniszczyć i zdeptać - chwale i na cześć wielkich interesów branży farmaceutycznej!

Politycy oraz osoby odpowiedzialne za gospodarkę lekami, z którymi udało mi się porozmawiać potwierdziły obawy lekarzy, którzy twierdzą, że oficjalne udowodnienie przez jakiś zespół badawczy skuteczności tego leku w terapii COVID-19, będzie dla branży farmaceutycznej równoznaczne z utratą wielomiliardowych zysków ze sprzedaży nowych leków i szczepionek. A do tego farmaceutyczni potentaci z pewnością będą za wszelką cenę starali się nie dopuścić.

NAGONKA NA LEKARZY

Już teraz rozpoczęła się nagonka, mająca na celu zastraszenie lekarzy przed wypisywaniem preparatu, do czego ci w świetle obowiązujących przepisów mają święte prawo, oczywiście z uwzględnieniem reguł dotyczących stosowania preparatów „off-label”, czyli leków „poza wskazaniami rejestracyjnymi”. W Polsce jest to dość częsta, choć wymagająca zgody pacjenta praktyka, gdyż wskazania rejestracyjne w przypadku wielu preparatów często „nie nadążają” za postępem medycyny.

Jako jeden z wielu prostych przykładów można podać stosowanie leków w przypadku leczenia ginekomastii u mężczyzn (kobiety tego problemu nie mają), gdzie preparaty zalecane przez aktualne podręczniki mają w Polsce rejestrację jedynie w leczeniu … kobiet i to z oczywistych względów, w całkowicie innych jednostkach chorobowych.

Z KAŻDYM MIESIĄCEM WZRASTA LICZBA LEKARZY, KTÓRZY SAMI LECZYLI SIĘ AMANTADYNĄ

Przybywa jednak lekarzy, którzy publicznie dają świadectwo, że doktor Bodnar uratował im życie. Również część koleżanek i kolegów po fachu zaczyna oficjalnie przyznawać się, że skuteczność amantadyny w leczeniu COVID-19 potwierdziła na sobie i/lub na członkach swojej rodziny, o czym świadczy nagły wzrost ilości recept przepisywaanych „pro auctore” lub „pro famila”.

Opowiadają także historie o ludziach „ze świecznika”, którzy dzięki ich pomocy szybko poradzili sobie z chorobą, ale niestety, ci w większości przypadków nie mają jeszcze na tyle odwagi, by już teraz wystąpić publicznie i powiedzieć, w jaki sposób wrócili do zdrowia.

PRAWDA OBRONI SIĘ SAMA

Ludzie, którzy od ponad roku „walczą” o prawo chorych na COVID-19 Polaków do amantadyny, mają nadzieję, że prawda obroni się sama, bo skuteczność tego leku w leczeniu pacjentów z COVID-19 potwierdza oficjalnie coraz większa liczba badań publikowanych niemal na całym świecie. W Polsce zaś rośnie liczba lekarzy praktyków, korzystających ze schematów leczenia opracowanych przez doktora Włodzimierza Bodnara. Znany już chyba zdecydowanej większości Polaków specjalista pediatrii i chorób płuc z Przemyśla robi wszystko, by uratować jak największą liczbę chorych, pracując ponad siły i przyjmując codziennie nawet stu pacjentów.

Doktor Bodnar jest doświadczonym lekarzem praktykiem, bardzo cenionym przez swoich pacjentów. Zdarzało się, iż w podejmowanych publicznie dyskusjach jego oponenci wyrażając swoją krytykę sami zapominali o przestrzeganiu ich również obowiązującego Kodeksu Etyki Lekarskiej (KEL). Na szczęście publiczne dyskredytowanie, ignorowanie, czy nawet mało skuteczne próby ośmieszania doktora Bodnara, nie robiły na lekarzu większego wrażenia. Doktor Bodnar wiedząc, że działa w interesie polskich pacjentów nigdy się nie poddawał, a leczeni przez niego pacjenci za jego poświęcenie stali i w coraz większej liczbie nadal stoją za nim murem. Mówiąc, że jest wzorem lekarza, dla którego bezapelacyjnie najważniejsze jest dobro chorego.

Włodzimierz Bodnar, pomimo rzucanych mu cyklicznie pod nogi kłód, nigdy się nie poddawał, bo zawsze wierzył, że walczy o prawdę w słusznej sprawie i w interesie polskich chorych, dla których stał się swoistym strażnikiem ich życia.

W tym samym czasie inni medycy, często z naukowymi tytułami, byli albo mniej odważni lub bardziej spolegliwi i często zdawali się zapominać o tym, co nakazuje im KEL. Warto więc przypomnieć, iż wszyscy lekarze w Polsce mają obowiązek pamiętania, że żadne mechanizmy rynkowe, czy zewnętrzne naciski i administracyjne wymagania nie powinny nigdy stanąć nad zdrowiem i życiem pacjentów.

PRZEZ PACJENTÓW NAZYWANY DOKTOREM JUDYMEM

Walcząc o życie Polaków, w trosce o ich zdrowie, w kierowanym przez siebie ośrodku rozpoczął bezpłatne szkolenia dla lekarzy z całego kraju, którzy są zainteresowani skutecznym leczeniem pacjentów z COVID-19.

Link:

https://przychodnia-przemysl.pl/bezplatnie-szkolimy-lekarzy-z-leczenia-covid-19/

Robi to w swoim wolnym czasie, kosztem rodziny, przyjaciół i swojego zdrowia. Pracując po kilkanaście godzin we wszystkie dni tygodnia. Za własne pieniądze, po to, by polscy lekarze przestali się bać i zaczęli leczyć COVID-19 stworzy ośrodek diagnostyczno-badawczy, do którego zaprasza lekarzy z całej Polski, zapewniając im ze swoich środków nocleg i pełne wyżywienie. Lekarze, którzy korzystają z oferty szkoleniowej doktora, już po kilku dniach pracy przestają bać się choroby COVID-19 widząc, że pacjenci dobrze reagują na leczenie amantadyną, a ich stan dość szybko ulega spektakularnej poprawie.

Niekiedy, w przypadku, gdy pacjent zgłosi się z zaawansowaną chorobą zachodzi potrzeba dodatkowej intensywnej antybiotykoterapii, wówczas leczenie trwa trochę dłużej. Kiedy trzeba, chorzy kierowani są do szpitala. W czasie ostatniego roku doktor Bodnar wyleczył z COVID ponad trzy tysiące pacjentów. Wielu z nich zawdzięcza mu życie, to, że mają drugą szansę i nie są inwalidami.

Przez ostatni rok stosowania przez specjalistę amantadyny według opracowanych przez niego schematów, nikt z jego pacjentów z powodu jej przyjmowania nie umarł, ani nie miał zagrażających życiu powikłań.

Wprost przeciwnie setki jego pacjentów dostało „nowe życie”.

Rozmawiając z wdzięcznymi rodzinami, często można usłyszeć, że „doktor Bodnar to współczesny doktor Judym, a za swoje odkrycie leku na COVID-19 powinien otrzymać Nagrodę Nobla.”

Specjalista słysząc te słowa tylko delikatnie się uśmiecha, sprawiając wrażenie skromnego i zarazem ciepłego oraz kochającego swój zawód człowieka. Tak właśnie jest odbierany przez swoje otoczenie.

Dla wielu mieszkańców nie tylko Przemyśla, ale i innych miast i miasteczek i wsi w całej niemal Polsce stanowi wzór lekarza, który przez całą pandemię był ze swoimi pacjentami, ratując ich przed śmiercią, jednocześnie nie bojąc się jej. Wiedział bowiem, że amantadyna już dwa razy z COVID-19 go skutecznie wyleczyła, w razie czego wyleczy i trzeci raz.

Dla swoich, nieco stojących z boku kolegów po fachu przemyski lekarz wydaje się być nadmiernym idealistą, który nie bacząc na przeszkody walczy wytrwale o zdrowie i życie chorych.

Dla niektórych jest wręcz „zjawiskiem” nieprzystającym do obecnych czasów, w których to pacjent często jest wręcz brutalnie i bezdusznie określany, jako numer łózka na sali, czy nazwa jednostki chorobowej z powodu, której został przyjęty.

Doktor Waldemar Bodnar wraz ze swoimi współpracownikami przywracają ludziom chorym i ich rodzinom wiarę w lekarzy i polską ochronę zdrowia.

PODZIWIANY, CENIONY I W KOŃCU DOCENIONY

Na leczenie do specjalisty chorób płuc przyjeżdżają każdego tygodnia setki pacjentów z COVID-19, nie tylko z okolic Przemyśla, ale również i z innych części Polski.

Wybitne zasługi doktora Bodnara doceniła nie tylko lokalna społeczność, ale także władze Przemyśla.

Za szczególne osiągnięcia w opiece medycznej włodarze nagrodzili go statuetką „Laur Terra Premislenis”, przyznawaną za wybitne zasługi dla Przemyśla i ziemi przemyskiej.

Warto dodać, że to właśnie głównie dzięki jego samozaparciu, sile woli i walki, odrobinie szczęścia i dobrych ludziach, którzy stanęli na jego drodze oraz wyleczeniu kilku znanych osób z tzw. „świecznika”, w końcu, po miesiącach starań zwrócono uwagę na stosowaną przez niego metodę.

Nagłośnienie przypadku wyleczenia ministra Warchoła i jego rodziny amantadyną, sprawiło, że w sprawę osobiście zaangażował się Zbigniew Ziobro, dzięki któremu Minister Zdrowia obiecał zająć się tematem amantadyny. Dzięki nagłośnieniu tematu związanego z działaniem amantadyny na COVID-19 pozytywnie został rozpatrzony, wniosek o przyznanie grantu naukowego na badania dotyczące skuteczności amantadyny w terapii pacjentów z COVID-19. Wniosek o grant naukowy został złożony przez Kierownika Kliniki Neurologii Samodzielnego Publicznego Szpitala Numer 4 w Lublinie, prezesa- elekta Polskiego Towarzystwa Neurologicznego - profesora Konrada Rejdaka. Tym razem, dzięki zaangażowaniu mediów oraz kilku przychylnych polityków, w tym posłów Konfederacji, którzy zaprosili doktora Bodnara do Sejmu, udało się nieco „rozkręcić” temat amantadyny.

Niestety niewykluczone, że poczynione przez polskiego lekarza obserwacje zostaną szybciej niż w Polsce, wdrożone w życie i wykorzystanie w Niemczech. Nasi sąsiedzi z uwagą przyglądają się poczynaniom doktora Bodnara i jednocześnie analizują terapeutyczną moc amantadyny, a jeden z tamtejszych koncernów farmaceutycznych przygotowuje się do uzyskania zgody na produkcję amantadyny w postaci - wziewnej i donosowej w leczeniu pacjentów z COVID-19.

Jednak bez uporu doktora Bodnara, dla którego pacjenci stanowili i stanowią największą wartość i w opinii, którego amantadyna działa nawet na nowe mutacje SARS CoV-2, stalibyśmy zapewne dalej w martwym punkcie, słuchając ciągle tych samych rad ekspertów, którzy będąc w błędzie całkowicie wykluczali możliwość odziaływania amantadyny na wirusa SARS-CoV2, nie widząc przy tym żadnego punktu uchwytu leku dla wirusa.

Jak doskonale wiemy, nie ma ludzi nieomylnych, szczególnie, gdy w grę wchodzi nowy, zaskakujący niemal na każdym polu wirus.

Byłoby dobrze dla nas wszystkich, gdyby polscy naukowcy, rządowi eksperci oraz przedstawiciele izb lekarskich i lekarze praktycy nie obrażali się na siebie wzajemnie, a wspólnie zwarli szyki i zacieśnili współpracę po to, by SARS-Co-V2 w kolejne święta był jedynie złym wspomnieniem, zapisanymi kartkami, które ostatecznie i raz na zawsze zamkną ostatni rozdział książki o koronawirusie zwanym SARS-Co-V2.

PDF

Zobacz także