Duży wywiad Bartosz Fiałek: Mam moralny obowiązek wyjść i krzyczeć, że jest źle

Bartosz Fiałek
- Liczymy na to, że zdrowie w końcu przebije się do debaty publicznej. Że zainteresują się nim najważniejsi interesariusze - pacjenci - mówi Bartosz Fiałek przewodniczący Zarządu Regionu Kujawsko-Pomorskiego OZZL.
Edyta Hetmanowska 2019-05-30 07:09

Jak Pan ocenia przekazany do konsultacji Projekt nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty?

Zespół ministerialny przygotował projekt, który okazał się być założeniami, a nie projektem ustawy. Ministerstwo wyjęło z niego to, co im się najbardziej podobało. Resztę usunięto. Projekt potraktowano wybiórczo.

Co „wypadło” z projektu?

Usunięto większość zapisów finansowych. Jedyny taki zapis dotyczy wzrostu wynagrodzenia po państwowym egzaminie modułowym, który będzie obowiązkowy, a nie dobrowolny. Nie wiadomo czy to będzie 50 czy 2000 złotych. Zakładam, że podwyżka wyniesie około 500 zł. Jeśli tak, nie będzie adekwatna, ponieważ lekarz po państwowym egzaminie modułowym będzie już wykazywany w NFZ jako specjalista, czyli będzie miał większe możliwości jak np. przyjmowania w poradni. To też jest zwiększenie puli specjalistów lekarzami, którzy specjalistami nie są, ale będą mieli większe uprawnienia dzięki PEM i trochę wyższe, ale kompletnie nieadekwatne do odpowiedzialności i wykształcenia, wynagrodzenie. Z ustawy wyjęto wszystko, o co my się upominaliśmy, czyli wynagrodzenia stażystów, rezydentów, lekarzy w trakcie szkolenia, specjalistów, kierowników specjalizacji, którzy również mieli otrzymywać wynagrodzenia za rezydenta. Tego nie będzie. Chcieliśmy, by stażysta miał zagwarantowaną jedną krajowa, lekarz w trakcie szkolenia (niekoniecznie rezydent, ale ten, który się specjalizuje) – dwie średnie krajowe i specjalista – trzy średnie krajowe. Chodziło nam o to, żeby to było zagwarantowane ponadzakładowym układem zbiorowym, umową społeczną wpisaną do ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Niestety nie mamy regulacji płac. Nasze płace są regulowane od strajku do strajku czy od protestu do protestu.

Jak te zmiany uargumentowali przedstawiciele MZ?

Że nie ma pieniędzy. Ten argument ciągnie się już od lat. Kłopotem dla nich i ich narracji jest to, że kiedy przychodzą wyborcze obietnice, to nagle z tych „nie ma pieniędzy” pojawiają się pieniądze na nową piątkę PIS. Patrząc na to, co się dzieje w ochronie zdrowia trzeba uznać, że pieniędzy jest po prostu za mało albo są źle dystrybuowane.

Czy coś MZ dodało do projektu ustawy?

Tak. Jedną ważną rzecz, czyli ujednolicenie procesu nostryfikacji dyplomów dla osób spoza UE, z krajów takich jak Kazachstan, Białoruś, Ukraina. To bardzo dobre rozwiązanie, bo każda uczelnia ma inny poziom i nostryfikację dyplomów. Jak ktoś pojechał np. do Bydgoszczy, łatwo było, zdał. A jak pojechał do Warszawy, nie udało się. Trudno. Pojeździł po Polsce tak długo, aż zdał. Teraz zostanie to ujednolicone i zajmować się tym będzie Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi. Z drugiej strony dodano ułatwienie przy zatrudnianiu lekarzy z tzw. krajów trzecich. Muszą znać język polski, przepracować pod okiem polskiego specjalisty 12 miesięcy i zostać zatrudnieni na odpowiedzialność cywilną i finansową dyrektora. To są jedyne kryteria. Czyli dyrektor ze ściany wschodniej, gdzie nikt nie chce pracować, bo jest mniej pieniędzy, nie ma pracowników, nawet na swoją odpowiedzialność i tak będzie zatrudniać tych lekarzy, bo i tak oni będą odpowiadać.

Jakie jeszcze zmiany wniosło MZ?

Dodano możliwość zmiany rezydentury. To też jest plus, bo wcześniej trzeba było mieć zaświadczenie o braku możliwości kontynuowania danego kierunku czy dziedziny medycyny. Teraz będzie możliwość jednorazowej zmiany bez podawania przyczyny. Na pewno kolejnym plusem będzie to, że dyżury samodzielne będą możliwe dopiero po 12 miesiącach. To duży plus dla młodszych kolegów. Pamiętam, że samodzielnie musiałem dyżurować od 3 miesiąca i nikt nie zastanawiał się czy dam radę, czy nie.

Kiedy nowelizacja ma szansę wejść w życie?

MZ jest przekonane, że to dobry projekt. To nasza szansa. Ale faktycznie projekt wprowadza wiele rzeczy dobrych np. możliwość zmiany rezydentury czy ujednolicenie procesu nostryfikacyjnego. Dlatego myślę, że rządzący będą chcieli wprowadzić projekt przed wyborami i potraktować to jako sukces, a nie coś co podniesie nastroje protestacyjne. Polaryzacja może spowodować, że nastroje mogą być jednak bardziej napięte niż przed wprowadzeniem zmian, bo np. każdy rezydent będzie mógł schodzić po dyżurze i otrzyma wynagrodzenie, a specjalista już nie (lub gdy zejdzie, to nie otrzyma wynagrodzenia). Może powstać więc oddolny ruch. Tak jak protest rezydentów, który był czystym oddolnym ruchem. Nie wierzę w odgórne zmiany zarządzania ochroną zdrowia. Głodówka, opt-outy, sytuacje często spontaniczne, okazały się skuteczne. Nie w zakresie nakładów, ale w zakresie podwyżek. Wynagrodzenia nam wzrosły. Ja dostałem 1600 złotych więcej. Oczywiście, z bonem, który jest lojalką i powoduje, że będę musiał zostać w tym kraju. Albo, jeśli wyjadę, to pierwszą wypłatę jaką zarobię w euro wyślę do wojewody kujawsko-pomorskiego z pozdrowieniami oraz informacją, że z niczym im już nie zalegam. Będę miał do oddania jakieś 8100 złotych, a za granicą można zarobić nawet 10 tysięcy euro miesięcznie. Bon patriotyczny nie jest więc kwotą, która zatrzyma nas w kraju.

Przed nami manifestacja. Czy w środowisku lekarzy jest jeszcze zapał?

Nie. Zapału nie ma i jestem tym przerażony. Ale to właśnie ustawa może być punktem zapalnym. Nie widzę nastroju protestacyjnego w środowisku. Wydaje mi się, że część koleżanek i kolegów kieruje się krótkotrwałym sukcesem, jaki jest możliwy dzięki manipulacjom. Zostaliśmy zmanipulowani, choć mało kto o tym myśli, bo dostaliśmy podwyżki. One oczywiście będą krótkotrwałym sukcesem dla MZ i dla naszych kieszeni. Będziemy mieć trochę więcej pieniędzy, a Ministerstwo więcej spokoju. Dostaliśmy pieniądze i niestety większość ludzi uznała to za sukces. A sukcesem miały być nakłady na ochronę zdrowia, których nie ma.

Ale minister mówi, że te większe nakłady są i że przekraczamy właśnie magiczną granicę…

Są, ale niewystarczające. Z danych OECD wynika, że rzadziej cieszymy się dobrym zdrowiem w porównaniu do Europejczyków, szybciej umieramy, a przede wszystkim wskaźnik zgonów możliwych do uniknięcia dzięki skutecznej i terminowej interwencji medycznej jest znacznie wyższy od średniej europejskiej. U nas takich zgonów jest 169/100 000, gdzie średnia unijna to 127/100 000. Tak więc rocznie umiera o jedno średniej wielkości miasto więcej w porównaniu do standardów europejskich. Ponadto zostaliśmy co od nakładów przechytrzeni. Nie neguje, że jest 100 miliardów, ale i tak jest za mało skoro ludzie u nas częściej umierają niż w innych krajach Unii. Tym bardziej dziwi, że do ustalania nakładów na publiczną ochronę zdrowia przyjęto PKB sprzed dwóch lat.

Ale wszyscy widzieli ten projekt i jego zapisy.

Nikt nie spodziewał się, że tak nas ograją. Poniekąd to nasza wina. Nikt z nas tego nie wyłapał. Ja się przyznaję, że też nie wyłapałem. Wtedy dopiero uczyłem się działalności na takim poziomie. Minister mówiąc, że przecież projekt wszyscy widzieli, ma rację. Ale nikt nie podejrzewał, że jak doszliśmy do konsensusu i wszyscy mówili (i dalej mówią), że zdrowie jest priorytetem, to resort zdrowia będzie brać pod uwagę PKB sprzed dwóch lat.

Na co liczą organizatorzy manifestacji? Że coś się zmieni?

Liczymy na to, że zdrowie w końcu przebije się do debaty publicznej. Że zainteresują się nim najważniejsi interesariusze – pacjenci. Że dołączą do nas w końcu w zdecydowanie większej liczbie lekarze specjaliści, którzy również (negatywnie) odczują nowelizację ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty.

Może specjaliści są tak przepracowani, że nie mają siły ani ochoty na protesty?

Lekarze umierają na dyżurach, a pacjenci w kolejkach. Wychodzę z założenia, że powinienem ratować ludzkie życie i nie mogę pozwolić na to, by ochrona zdrowia była tak skonstruowana, że pacjenci niepotrzebnie umierają. A potem całą winą jesteśmy obarczani my lekarze, a nie politycy, którzy organizują ochronę zdrowia. Mam więc moralny obowiązek, by wyjść i krzyczeć, że jest źle. Co z tego wyniknie? To zależy od tego, ile osób będzie protestować i jakie będą tego rezultaty. Niezależnie od zmęczenia, powinniśmy, specjaliści również, chcieć doprowadzić do zmian. Bo jeżeli ktoś nie robi nic w celu poprawy tego fatalnego systemu opieki zdrowotnej, to godzi się na to, że pacjent umiera. Jakim jestem lekarzem z czysto etycznego punktu widzenia, jeżeli pozwalam, żeby zła ochrona zdrowia zabijała pacjentów? Jak widać dla niektórych etyka nie jest ważna.

Po spotkaniu w Ministerstwie powiedział Pan tak, że nie da się pokonać MZ liczbami, procentami ani też narracją. A narracja jest ważna, bo zjednuje ludzi. To czym zamierzacie pokonać MZ?

Determinacją.

Której, jak Pan powiedział nie ma.

Dlatego nie sądzę, żebyśmy w tym stanie coś osiągnęli. Trzeba znaleźć punkt zapalny – może ustawa? Ponadto, jeżeli większość lekarzy zaangażuje się w protest, to nieważne czy chcemy dwie czy dziesięć średnich, dostaniemy je. Tak zrobili Czesi. Oni nie mieli supernarracji. Oni wyjechali starym samochodem, na którym wywiesili odpowiednie hasło i zagrozili, że wyjeżdżają na trzy miesiące na działki. I to poskutkowało. Od 2011 roku Czesi cały czas skutecznie reformują swoją ochronę zdrowia do tego stopnia, że ich kolejki liczone są w dniach, a nie jak u nas w miesiącach czy latach. Tam jednak nie było jako takiej prywatnej ochrony zdrowia i przede wszystkim różnych forma zatrudnienia (kontraktów). Zdecydowanie wolałbym pracować na umowie o pracę za trzy średnie, niż mieć kontrakt.

Na kogo będzie Pan głosował jesienią?

Na pewno na mniejsze zło, bo żaden z programów mnie nie przekonuje. Niektóre programy są abstrakcyjne np. 21 dni do specjalisty i 60 minut na SOR. Musielibyśmy być lepsi od Danii.

PDF

Zobacz także