CAR-T: Niemożliwe stało się możliwym

Zgodnie z zapowiedziami resortu zdrowia, w przyszłym roku przełomowa terapia CAR-T będzie w Polsce refundowana. Daje ona szansę na wyleczenie pacjentów, u których lekarze wyczerpali aktualnie dostępne metody terapeutyczne. Zdaniem lekarzy, to prawdziwa rewolucja w medycynie.
Medexpress 2020-12-18 09:38

Mijają dwa lata od rejestracji w Europie pierwszych innowacyjnych terapii CAR-T cells, które ratują życie osób z opornymi na leczenie lub nawracającymi nowotworami: ostrą białaczką limfoblastyczną z komórek B u dzieci i młodych dorosłych do 25. roku życia i dorosłych z chłoniakiem. Terapia jest refundowana w 17 krajach UE, nawet w o zbliżonych PKB do Polski - w Czechach, Chorwacji, Słowenii, Grecji, Portugalii i Rumunii. W Polsce mamy już trzy ośrodki przygotowane do jej realizacji, jednak skorzystało z niej zaledwie kilkoro pacjentów, ponieważ barierą jest jej koszt i brak refundacji. Terapię mogą u nas prowadzić Klinika Hematologii i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, Klinika Transplantacji Szpiku i Onkohematologii w Instytucie Onkologii w Gliwicach oraz Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej „Przylądek Nadziei” Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Lek z krwi pacjenta

- To najbardziej nowoczesna i zawansowana technologicznie forma immunoterapii, czyli wykorzystania własnych sił odpornościowych pacjenta do walki z nowotworem – podkreśla prof. Sebastian Giebel, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gliwicach. Wyjaśnia, że przygotowanie terapii dla konkretnego pacjenta to złożony proces. – Najpierw pobiera się z krwi chorego limfocyty T i wysyła do laboratorium, gdzie podlegają programowaniu genetycznemu, które pozwala im rozpoznawać komórki nowotworowe. Zaprogramowane komórki odpornościowe są namnażane, a następnie podawane pacjentowi w formie infuzji dożylnej, aby niszczyć komórki nowotworu – tłumaczy. Dodaje, że cały proces wymaga odpowiedniej logistyki. Pobrane od pacjenta limfocyty trzeba przetransportować do jednego z laboratoriów, które znajdują się w USA i Europie. Po modyfikacji genetycznej zamrożone muszą wrócić do ośrodka leczącego.

Polskie doświadczenia

Ośrodek w Gliwicach do tej pory zastosował terapię u 4 pacjentów w wieku od 39 do 61 lat. Byli to chorzy z bardzo opornymi postaciami choroby, których wcześniej leczono bez powodzenia dostępnymi lekami. Po podaniu terapii CART-T u trzech udało się uzyskać remisję, czyli w badaniach obrazowych całkowite zniknięcie chłoniaka. – Chcielibyśmy leczyć więcej pacjentów. W Polsce rocznie 100-150 osób ma diagnozowanego chłoniaka. Jesteśmy na to przygotowani od strony infrastrukturalnej - zaznaczył hematolog i wyraził nadzieję, że terapia wejdzie do refundacji, co pozwoli na szersze jej stosowanie.

Prof. Krzysztof Kałwak z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu opowiada o małych pacjentach, którym podano CAR- T we wrocławskiej klinice Przylądek Nadziei. Mimo braku finasowania terapii w Polsce, leczenie otrzymali trzej pacjenci, a czwarty oczekuje na pobranie komórek i zbiórkę środków. - Pierwszy pacjent 11 letni chłopiec otrzymał terapię w marcu br. Wcześniej przez 7 lat miał aktywną chorobę, klika wznów, trzy transplantacje komórek krwiotwórczych. Obecnie choroba resztkowa jest ujemna, a we krwi obwodowej utrzymują się komórki CART-T i robią swoją robotę. Chłopczyk nie musi przebywać w szpitalu. Niemożliwe stało się możliwym – mówi.

Dzieci czekają na leczenie

Prof. Krzysztof Kałwak opowiada o małych pacjentach czekających na leczenie, którzy gasną w oczach. Podkreśla hojność darczyńców, bo skuteczna zbiórka środków trwa od 4 do 6 tygodni.

- Ten żyjący lek to jest ta magia, która pomaga naszym pacjentom i może ich uratować. Wznowa po przeszczepieniu nie jest już wyrokiem - mówi. Dodaje, że wrocławska klinika jest gotowa prowadzić terapię u znacznie większej liczby chorych. Szacuje, że terapii potrzebuje 10-15 pacjentów pediatrycznych z przewlekłą białaczką limfocytową B-komórkową, głównie ze wznową po przeszczepieniu, a także z drugą lub kolejną wznową po kolejnych liniach leczenia i z pierwotną opornością na chemioterapię. - Drugi przeszczep po wznowie daje nam szansę na przeżycie na poziomie 33 proc., a terapia CAR-T niemal 100 proc. – podkreśla.

Terapia wciąż się rozwija

Zdaniem prof. Sebastiana Giebela CAR-T może w przyszłości zastąpić chemioterapię i dotychczasowe leczenie onkologiczne także w innych nowotworach. - Najbliżej rejestracji jest nowe wskazanie leczenia szpiczaka plazmacytowego uważanego obecnie za nieuleczalnego. Na świecie toczy się jednak około 100 badań klinicznych w kierunku nowotworów niehematologicznych, np. nowotworu dziecięcego – neuroblastoma, raka piersi, płuc, jelita grubego i trzustki. Rozważa się zastosowanie tej terapii również w chorobach autoimmunologicznych, reumatologicznych czy w niektórych chorobach zakaźnych, np. HIV - wylicza.

- Liczymy, że terapia wejdzie do refundacji oraz pojawi się też szansa na opracowanie polskiej technologii CAR-T. Agencja Badań Medycznych przyznała na takie badania grant w wysokości 100 mln zł konsorcjum, któremu przewodniczy właśnie ośrodek w Gliwicach - poinformował. Dodał, że rozwój terapii w innych wskazaniach to pole do badań naukowych w ramach otrzymanego grantu.

Modele finansowania CAR-T

CAR-T to metoda leczenia, która po jednorazowym podaniu może przynieść wieloletni efekt. Dlatego mówimy o jednorazowym koszcie zamiast rozłożonym w czasie finansowaniem leczenia przewlekłego. To ewolucja paradygmatu dla systemów opieki zdrowotnej i ekspertów zajmujących się kwestią finansowania terapii. Zdaniem prof. Marcina Czecha, prezesa-elekta Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego, właściwym podejściem do finansowania metody CAR-T są instrumenty dzielenia ryzyka oparte o wyniki zdrowotne. - Dostępne opcje finansowe, również w polskim porządku prawnym, mogą zbliżyć się do szeroko dyskutowanych w Stanach Zjednoczonych, rozwiązań typu value-based-healthcare (VBHC), w których płatność za terapię lub jej część jest odroczona do czasu uzyskania zadowalających, predefiniowanych wyników zdrowotnych, uzyskanych w odpowiednim czasie – dodaje. Jego zdaniem, konieczne jest przygotowanie systemu na tak nowoczesne terapie, wdrożenie racjonalnego procesu podejmowania decyzji, a także regulacji umożliwiających ich finansowanie.

Partner relacji: Novartis

Zdaniem Emanuela Ostuni, Head of Europe, Cell & Gene Therapy, Novartis Oncology, dwa lata funkcjonowania tej terapii to stosunkowo krótki czas i wiele systemów nie jest jeszcze gotowych na innowacyjne podejście, które wymaga szerszej perspektywy. – Dlatego potrzebna jest szeroka współpraca, by terapia stała się powszechnie dostępna - uważa. - Z doświadczeń z innych krajów wiemy, jak bardzo ważna jest współpraca firmy ze środowiskiem medycznym oraz płatnikiem. Na wielu rynkach pokazaliśmy, że jesteśmy gotowi na taką współpracę. Jestem przekonany, że także w Polsce wypracujemy rozwiązania zapewniające dostęp do CAR-T dla potrzebujących pacjentów – przekonuje.

Dwie ścieżki rozwoju

Najlepszą drogą do pełnego wykorzystania potencjału terapii CAR-T są dwie drogi rozwoju: w ramach działalności podmiotów komercyjnych, jakimi są firmy farmaceutyczne oraz prac rozwijanych w krajowych ośrodkach akademickich. - Jestem przekonana, że najlepszym rozwiązaniem jest połączenie obu tych dróg. Lepiej wykorzystać istniejące produkty komercyjne, a pieniądze na rozwój lokalnej terapii CAR-T przeznaczyć na opracowanie leczenia innego nowotworu, w przypadku którego nie istnieje żadna terapia dostępna – tłumaczy prof. Polina Stepensky, dyrektor Oddziału Transplantacji Szpiku Kostnego oraz Immunoterapii Nowotworów Dorosłych i Dzieci z Uniwersyteckiego Centrum Medycznego Hadassah w Jerozolimie, jeden z pionierów akademickich badań klinicznych nad rozwojem terapii CAR-T w Izraelu. Zdaniem specjalistów, wątpliwym wydaje się inwestowanie czasu i środków na opracowanie terapii CAR-T we wskazaniach, które były już przedmiotem badań rejestracyjnych i są komercyjnie dostępne. Poza tym chodzi również o czas. Opracowanie własnej terapii CAR-T zajmuje co najmniej trzy lata, a w niektórych przypadkach dłużej. Dodatkowo, zgodnie z obowiązującymi przepisami, produkt leczniczy musi zostać zarejestrowany w procedurze centralnej. To wszystko wymaga czasu, którego chorzy na raka nie mają. Prof. Grzegorz Basak, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, który otrzymał ponad 17 mln zł z Agencji Badań Medycznych na badania dotyczące zastosowanie limfocytów CAR-T w leczeniu dorosłych chorych na nawrotową i oporną ostrą białaczkę limfoblastyczną i chłoniaka Burkitta uważa, że konieczna jest też współpraca ośrodków akademickich z firmami farmaceutycznymi w zakresie sponsorowania badań klinicznych czy wykorzystania specjalistycznych laboratoriów. - Potrzebujemy wszystkich partnerów, bo aby powstał produkt, który działa i jest bezpieczny – zaznacza.

PDF

Zobacz także