Choroba X, czyli „najlepsze” dopiero przed nami?

Fot. Getty Images/iStockphoto
Profesor Jean-Jacques Muyembe Tamfum, naukowiec, który odkrył ebolę prawie 40 lat temu, ostrzega przed nowymi i potencjalnie śmiertelnymi wirusami, które pochodzą z afrykańskich lasów tropikalnych. Mogą one mieć istotny wpływ na naszą przyszłość w nadchodzących latach.
Medexpress 2021-01-06 11:00

Co skłoniło uznanego mikrobiologa do wydania publicznie takiego ostrzeżenia? Pacjentka zero z „chorobąX”. Do jednego ze szpitali w mieście Ingende w Demokratycznej Republice Konga trafiła kobieta z objawami gorączki krwotocznej. Nikt nie ujawnia jej tożsamości, żeby uchronić ją przed ostracyzmem ze strony miejscowych. Wyniki testu wykluczyły w jej organizmie obecność wirusa ebola, podobnie u jej dzieci. Jej próbki zostały przebadane na miejscu i przesłane do Narodowego Instytutu Badań Biomedycznych Konga w Kinszasie, gdzie były sprawdzane pod kątem również innych znanych chorób. Wszystkie wyniki okazały się być negatywne. I choć pacjentka wyzdrowiała, brak odpowiedzi na pytanie na co chorowała nie daje spokoju mikrobiologom, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.


Profesor Tamfun podkreślił, że nie możemy zapominać, że żyjemy w świecie, w którym za chwilę ujawnią się nowe, groźne dla ludzkości patogeny. Jego zdaniem tajemnicza choroba prawdopodobnie będzie się rozprzestrzeniać tak szybko, jak COVID-19 a pod względem śmiertelności dorówna eboli.
Według Światowej Organizacji Zdrowia „choroba X” to na razie hipotetyczna epidemia, ale z czarnym scenariuszem na przyszłość. Ponadto została wpisana przez lekarzy na listę chorób priorytetowych, wobec których należy zachować czujność.

Z badań Marka Woolhouse'a, profesora epidemiologii chorób zakaźnych na Uniwersytecie w Edynburgu, wynika, że nowe gatunki wirusów odkrywane są w tempie od trzech do czterech rocznie. Większość z nich pochodzi od zwierząt. Eksperci zgodnie twierdzą, że ta rosnąca liczba nowych chorób jest w dużej mierze wynikiem niszczenia ekologii i handlu dziką fauną i florą. Taką tezę postawiono zarówno w przypadku koronawirusa, jak i wirusa ebola. Co do tego drugiego, naukowcy łączą go z wtargnięciem człowieka do lasów deszczowych. W jednym z badań z 2017 roku wykorzystano dane satelitarne i ustalono, że 25 z 27 ognisk eboli zlokalizowanych wzdłuż granic biomu lasu deszczowego w Afryce Środkowej i Zachodniej w latach 2001-2014 rozpoczęło się w miejscach, w których doszło do wylesienia dwa lata wcześniej. Ponadto, odzwierzęce ogniska wirusa ebola pojawiły się na obszarach, gdzie gęstość zaludnienia była wysoka i gdzie wirus miał korzystne warunki do rozwoju. Wracając do „choroby „, warto zauważyć, że w ciągu pierwszych 14 lat XXI wieku obszar większy niż Bangladesz został ścięty w lesie deszczowym rzeki Kongo. Organizacja Narodów Zjednoczonych ostrzegła, że jeśli obecne wylesianie i tendencje wzrostu populacji będą się utrzymywać, lasy deszczowe tego kraju mogą całkowicie zniknąć pod koniec stulecia.

Multidyscyplinarna grupa naukowców z USA, Chin, Kenii i Brazylii obliczyła, że globalna inwestycja w wysokości 30 miliardów dolarów rocznie w projekty mające na celu ochronę lasów deszczowych, zatrzymanie handlu dziką fauną i florą wystarczy, aby zrównoważyć koszty zapobiegania przyszłym pandemiom. Naukowcy twierdzą, że inwestycja szybko się opłaci. Ekonomiści szacują, że pandemia SARS-Cov-2 będzie kosztować Stany Zjednoczone około 16 bilionów dolarów w ciągu najbliższych 10 lat, a w skali globalnej 28 bilionów dolarów utraconej produkcji z okresu 2020–2025.

Zatem „choroba X” pozostaje póki co hipotetyczna, ale strach ─ nie tylko o zdrowie─ jak najbardziej realny.

Źródło: CNN

PDF

Zobacz także