Czerniak: terapie celowane przynoszą efekty

czerniak
Fot. Thinkstock/Getty Images
O leczeniu czerniaka z Antonim Bartoszewiczem, który zmaga się z chorobą, rozmawia Edyta Hetmanowska.
Edyta Hetmanowska 2016-11-29 08:50

Co skłoniło Pana do pójścia do dermatologa?

Nie zacząłem od dermatologa, tylko od przypadkowej wizyty, jakieś sześć lat temu, związanej ze znamieniem na czole, które było i nie przeszkadzało mi, ale rodzina stwierdziła, że się za bardzo rozrasta i że wypadałoby coś z tym zrobić. Poszedłem więc do chirurga-plastyka, żeby to zobaczył i ewentualnie wyciął. Nie było problemu, zrobił to, ale w badaniach histopatologicznych wyszło, że jest to, niestety, czerniak. Przez pięć kolejnych lat byłem pacjentem Centrum Onkologii w Warszawie, gdzie byłem przez ten czas pod kontrolą. Wszystko wydawało się być w porządku. Badania miałem co kilka miesięcy. Po pięciu latach mój lekarz prowadzący stwierdził, że jestem zdrowy, bo przez ten czas nie było remisji i zalecił abym raz do roku, albo częściej, skontrolował się. Niestety, po pół roku było już gorzej, bo znamię nie było już tylko na czole, ale wszędzie. Stąd też ponownie trafiłem do Centrum Onkologii, tym razem do innego lekarza. Obecnie jestem w piątym cyklu chemii i odpukać, powoli choroba się cofa. Lekarstwa mam dobrane bardzo dobrze, i wszystko się cofa. Jestem zadowolony.

Jak wyglądało to Pana pierwsze leczenie, kiedy wykryto chorobę?

Trudno je nazwać nawet leczeniem, bo oprócz tego, że znamię zostało wycięte, to robiono mi co jakiś czas badania typu USG np. węzłów chłonnych i brzucha, RTG i wizyty kontrolne, i tak naprawdę nie było żadnego leczenia. To były tylko wizyty okresowe poprzedzone wcześniejszymi badaniami, które lekarz sprawdzał i stwierdzał, czy jest się czym martwić, czy nie.

A jak obecnie jest Pan leczony przy zaawansowanym czerniaku?

Udało mi się, dzięki mojemu lekarzowi, któremu bardzo dziękuję, dostać się do programu z lekami skojarzonymi. Podawane są mi dwa leki, które bardzo dobrze działają, bo są wycelowane na ten typ, mutację, którą ja mam. Dzięki temu, na kolejnych tomografiach komputerowych widać, że choroba się cofa. A było już niedobrze.

Jakie są efekty leczenia?

Przynajmniej, na razie, cofnęły mi się zmiany z głowy, czyli to o co się najbardziej martwiłem, większość zmian z wątroby, część z płuc i mięśni. Zmiany są widoczne w kościach, ale miejmy nadzieję, że też ustąpią.

PDF

Zobacz także