Czy kary za napaść na ratownika medycznego w Polsce są egzekwowane?

- O tym, jakie zmiany powinny nastąpić w prawie, aby zapewnić bezpieczeństwo ratownikom medycznych - opowiedział Medexpressowi Piotr Dymon, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Ratowników Medycznych.
Martyna Chmielewska 2020-07-29 11:16

Martyna Chmielewska: Coraz częściej dochodzi do agresji wobec pracowników medycznych. W lipcu doszło do kilku dramatycznych wydarzeń. Przypomnę, że w Poznaniu pijana kobieta zaatakowała ratowników medycznych. Do kolejnego ataku na medyków doszło w Szczecinie, gdzie pijany pacjent zaczął wykręcać ratownikowi rękę a potem kopnął go w kolano. Z kolei 50-letni mieszkaniec gminy Terespol w karetce wyzywał, opluł i uderzył ratownika w twarz. Jak Pan zareagował na te informacje?

Piotr Dymon: Niestety, są to coraz częstsze przypadki. Ataki pacjentów sprawiają, że nie możemy wykonywać skutecznie pracy. Wiadomo, że musimy też dbać o własne zdrowie i bezpieczeństwo.

M.Ch.: Z jakimi agresywnymi zachowaniami pacjentów spotyka się Pan na co dzień?

P.D.: Dyspozytor medyczny ma do czynienia z wyzwiskami przez telefon, groźbami karalnymi łącznie z groźbami pozbawienia życia. Osoby pracujące w zespole ratownictwa medycznego czy w oddziale ratunkowym spotykają się z groźbami karalnymi. Dochodzą do tego: rękoczyny, popychania, bicia, próby uderzenia. Niestety są to coraz częstsze przypadki. Próbujemy nagłaśniać te przypadki. Jeśli jednak nie ma jasno określonej kary, to ludzie pozwalają sobie na coraz więcej.

M.Ch.: Czy poniósł Pan uszczerbek na swoim zdrowiu na skutek ataku pacjenta?

P.D.: Od 22 lat pracuję jako ratownik medyczny. Na początku pracy próbowano ugodzić mnie nożem. Na szczęście napastnikowi nie udało się tego dokonać . Okazało się, że mam tylko naciętą kamizelkę. Parokrotnie w karierze ratownika byłem popychany. Nie poniosłem uszczerbku na zdrowiu w wyniku tych sytuacji.

M.Ch.: Wiemy, że ratownicy medyczni korzystają z ochrony, która przysługuje funkcjonariuszom publicznym. W związku z tym za atak na członka zespołu ratownictwa medycznego może grozić nawet do 12 lat pozbawienia wolności w przypadku ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Czy kary te są egzekwowane w Polsce? Jak Pan to ocenia?

P.D.: Nie są egzekwowane. Nie ma tzw. „bata bezpośredniego”. Choć korzystamy z ochrony, to nie jesteśmy funkcjonariuszami publicznymi. Większość agresywnych pacjentów jest pod wpływem alkoholu, substancji odurzających. Kary, które są nakładane na agresorów są śmieszne. Są to np. kwoty w wysokości 200 lub 300 złotych (czasem zdarzy się kara 8000 zł), prace społeczne, przeproszenie osoby pobitej. Uważam, że są one nieadekwatne do czynu, którego dopuścił się sprawca. W przypadku napaści na policjanta czy żołnierza, kary są bardziej drastyczne

M.Ch.: Walka z agresją pacjentów wobec ratowników medycznych jest bezskuteczna. Jak Pan sądzi, jakie zmiany w prawie powinny nastąpić aby wzmocnić bezpieczeństwo ratowników?

P.D.: Bezpieczeństwo należy wzmocnić wśród całego personelu medycznego. W ubiegłym roku ukazał się projekt MZ, aby wprowadzić do użytku kamery nasobne . Myślę, że to byłby pierwszy krok do tego, aby zaostrzyć prawo. Ratownicy, pracując w pogotowiu, jeździli z takimi kamerami. Osoby, widząc kamerę, zachowywały się łagodniej. Nasze czynności były rejestrowane. Poza tym powinna być jasno określona kara, która byłaby obligatoryjna. Sprawa nie powinna być odwlekana w czasie. Wtedy najczęściej kończy się niskim wyrokiem. Za napaść na ratownika medycznego, który korzysta z ochrony funkcjonariusza publicznego, powinno być dwa, trzy lata kary pozbawienia wolności nawet w zawieszeniu.

M.Ch.: Jak Pan ocenia szansę na wprowadzenie tych zmian?

P.D.: To mozolny proces. Legislacja nie jest na zawołanie. Myślę, że kiedyś będziemy dużo bardziej chronieni przez prawo. Próbujemy od wielu lat wprowadzić takie zmiany. Myślę, że gdyby rok temu udało się wprowadzić kamery nasobne, to byłby dobry początek. W przepisach prawa powinny być ułatwienia dla ratowników, którzy zgłaszają akty agresji na policję. Policja powinna od razu wszcząć dochodzenie. Niestety obecnie trzeba przejść przez całą procedurę ( od zgłoszenia aktu agresji po złożenie zeznań). Trzeba to zrobić w wolnym czasie. Ratownicy niechętnie chodzą na posterunki i składają doniesienia, dlatego rzadko są przypadki ukarania sprawcy.

PDF

Zobacz także