Blogosfera Medexpressu

Dr n. med. Marek Derkacz,MBA Dobre decyzje, ale 14 dniowa kwarantanna może nie spełnić założonej roli.


Dr n. med. Marek Derkacz 2020-03-18 19:04
Jak donoszą chińscy badacze okres inkubacji koronawirusa SARS-CoV-2 może wynosić nawet 21 dni.

Choć mógłbym wskazać wiele niedociągnięć rządzących w walce z pandemią wywołaną koronawiusem SARS-CoV-2, to jednak chylę czoła działaniom, jakie Ministerstwo Zdrowia podejmuje, aby jak najbardziej przyhamować zapadalność na COVID-19, a przynajmniej rozciągnąć ją w czasie. Po to, by dla najciężej chorych nie zabrakło w szpitalach łóżek ani respiratorów. Bo to, że służba zdrowia jest niedofinansowana, to wiemy przecież od lat i osoby reprezentujące wszystkie dotychczas rządzące Polską opcje polityczne doskonale zdają sobie z tego sprawę. Pamiętajmy, że pandemia nie ma politycznej twarzy i jeśli mądrzy ludzie, politycy niezależnie od opcji zaczną współpracować, to wzrośnie szansa, że nie stanie się u nas to co dzieje się obecnie we Włoszech i przez wszystko przejdziemy może nie bezboleśnie, bo tego nie da się uniknąć, ale z jak najmniejszą liczbą ofiar i najmniejszymi konsekwencjami dla naszej populacji w dalszej przyszłości.

Właśnie dlatego doceniam to co robi Ministerstwo Zdrowia oraz podległe mu instytucję, choć i jeszcze sporo rzeczy bym poprawił, ale pewne niedociągnięcia , przy tak dużej determinacji i działaniu można wybaczyć, szczególnie patrząc na wcześniejsze podejście rządów niektórych państw i pozbawione instynktu samozachowawczego zachowania ich obywateli, zwłaszcza, że jeszcze niedawno tak chętnie chcieli nam służyć swoją „dobrą” radą. Nie chcę, by mój wpis był odebrany, jako chwalebna pieśń dla PiS-u, bo to ugrupowanie, jak inne również popełnia błędy. Nadszedł czas, byśmy my Polacy, a szczególnie politycy zakopali wojenny topór i zjednoczyli siły w walce z epidemią. Minister Zdrowia choć sam jest lekarzem z tytułem profesora potrzebuje świetnych ekspertów z dziedziny medycyny i epidemiologii oraz tych sprawdzonych, którym w pełni ufa. Rachunek ekonomiczny w mojej opinii jest prosty. Stawiamy wszystkie pieniądze na ochronę zdrowia i badania oraz produkcję już znanych leków, które pozwoliły wygaszać pandemię w Chinach.

Myślę, że nam wszystkim wystarczy obraz przemęczonego Ministra Szumowskiego i jego współpracowników, aby przekonać się, że ci ludzie robią wszystko co w ich mocy, aby zahamować lub przynajmniej wyhamować rozprzestrzenianie się wirusa. Wierzę, że podobne intencje mieliby również inni ministrowie zdrowia, nawet, gdyby reprezentowali inne opcje polityczne, bo my Polacy jesteśmy mądrym narodem, choć zbyt zwaśnionym, co dla dobra nas wszystkich powinno się zmienić. Bo w sytuacji zagrożenia światową pandemią powinniśmy pozbywać się politycznych animozji i wspólnymi siłami starać się podejmować jak najbardziej przemyślane i racjonalne, choć może często również i mało popularne politycznie decyzje. Zdrowie nie ma bowiem barw politycznych, a życie jak wiemy jest bezcenne. Jako Polacy możemy być dumni, że na miarę naszych dość skromnych możliwości, dość szybko wprowadzono metody, które teraz przedstawiane są w innych krajach jako godne naśladowania. Wiem, niedociągnięć jest wiele, bo ja też je widzę, ale w obecnej chwili szukanie winnych i parlamentarne kłótnie niczego dobrego nie przyniosą.

Wysoką cenę może zapłacić za to premier Wielkiej Brytanii i jej obywatele, który z dużym opóźnieniem wprowadził środku zaradcze, wychodząc z założenia, że jak zarazi się przynajmniej 80% mieszkańców Wielkiej Brytanii to społeczeństwo nabędzie naturalną odporność. Nie nauczyły go doświadczenia Włochów, którzy też zlekceważyli wirusa, a teraz mają śmiertelność najwyższą w Europie – bo ponad 7 procentową. Oznacza to, że na 100 osób, które zachorowały 7 pacjentów umiera. Sytuacja w tym kraju może się jeszcze bardziej pogarszać. Włoscy lekarze z kolei coraz częściej mają bardzo poważne dylematy etyczne, zaś osoby w podeszłym wieku jeszcze bardziej obawiają się o swoje życie. Tym razem z powodu segregacji wiekowej w obliczu choroby i nieodpowiedniej liczby respiratorów.

W Lombardii, gdzie jest najwięcej chorych i nie wystarcza już respiratorów, wstępnej selekcji często już dokonuje się na prowizorycznych izbach przyjęć, których w ostatnim czasie przybyło – tam teraz selekcjonuje się pacjentów z COVID-19 na tych, którzy trafią do szpitala i na tych którym pozwoli się umrzeć.

Jeśli ktoś jest między 80 a 95 rokiem życia i ma ciężką niewydolność oddechową, prawdopodobnie nie zostanie przyjęty. W sytuacji, gdy nie wystarcza łóżek i respiratorów kierownictwo placówek wydaje jasne decyzje: „Priorytetowo traktować młodszych pacjentów u których rokowanie jest lepsze.”

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson – z zawodu również historyk i polityk wyszedł z nieco archaicznego założenia, że i tak wszyscy muszą się zarazić, a jeśli zarazi się 80% społeczeństwa, to nabędzie ono naturalną odporność. Nie wiem, czy nie wziął pod uwagi mechanizmu w jakim działa wirus i następstw, jakie dla naszego zdrowia może mieć zarażenie się nim za kilka lat. A może wtedy jeszcze nie wiedział?

W związku z czym początkowo zapowiedział, że Wielka Brytania nie będzie wykonywała testów w kierunku obecności koronawirusa i jako środek zaradczy zalecił jedynie częste mycie rąk oraz osobom starszym unikanie rejsów statkami.

Europa kontynentalna była szalenie zdziwione taką postawą i chyba dopiero, gdy uświadomiono mu, że zachorowanie 80% mieszkańców to pond 52 miliony i przy wówczas panującej mniejszej śmiertelności jego decyzja oznacza świadome skazanie na śmierć prawie dwóch milionów zamieszkujących Wielką Brytanię osób. Dopiero argumenty, że niepodejmowanie działań zaradczych można nazwać w pewnym sensie ludobójstwem i że około 8 milinów mieszkańców Wielkiej Brytanii będzie wymagało hospitalizacji, a także krytyka jego działań przez WHO i apele znanych lekarzy spowodowały, że podążył śladem kontynentalnej Europy, podejmując adekwatne do sytuacji działania. Jednakże ich zbyt późne wprowadzenie może sprawić, że cenę mówiąc łagodnie mało przemyślanej decyzji premiera zapłaci i on sam i mieszkańcy tego kraju, obym się mylił. Jednak obserwując rozwój wydarzeń i wyciągając wnioski można przypuszczać, że podobną, być może nawet większą śmiertelność od Włochów – Brytyjczycy mogą osiągnąć już za kilka tygodni.

Tym bardziej jestem dumny, że w naszym kraju nie zawahano się przed podjęciem pewnych, aczkolwiek dla niektórych dość drastycznych decyzji, jak na przykład zamknięcie placówek edukacyjnych czy czasowe zamknięcie granic.

Bo jak zakłada spora część naukowców, prędzej, czy później zapewne wszyscy zachorujemy, chodzi jednak o to, aby dla tych najbardziej potrzebujących wystarczyło łóżek i respiratorów w szpitalach. We Włoszech jak mówią eksperci za wzrost śmiertelności odpowiada nie tylko sam wirus, ale brak szpitalnego sprzętu i nieodpowiednie zabezpieczenie personelu medycznego - każdy powinien mieć odpowiednie ubranie ochronne, rękawiczki oraz odpowiednio, a nie prowizorycznie - zabezpieczone drogi oddechowe, czy oczy. Jeśli te warunki nie są spełnione ma prawo odmówić wykonywania swojej pracy nawet pomimo nakazowej decyzji administracyjnej. Pracodawca z kolei ma obowiązek zapewnienia mu takiego zabezpieczenia, inaczej naraża jego życie i w przypadku, gdy przemęczony pracownik ochrony zdrowia umrze z winy pracodawcy, bo ten nieodpowiednio zabezpieczył jego miejsce pracy narażając go na utratę zdrowia i życia może w przyszłości za to odpowiadać przed sądem.

Dlatego mając wiedzę jaką już posiadamy o wirusie, chrońmy w pierwszej kolejności tych, którzy chronią innych. Przewlekły stres pogarsza odporność zarówno humoralną jak i komórkową, a więc osoby te bardziej są podatne, że gdy dopadnie ich choroba, będzie trudno im się wybronić. Boję się myśleć co stanie się, gdy za jakiś czas drastycznie spadnie liczba lekarzy, pielęgniarek i ratowników, a epidemia przecież w końcu wygaśnie, bo wirus na szczęście nie zabija tak jak Ebola. Kto wówczas będzie leczył Polaków? Liczę jednak na to, że rozsądek nakaże rzucić wszystkie dostępne środki finansowe na dobre zabezpieczenie pracowników ochrony zdrowia oraz innych służb, które mają większe ryzyko zachorowania poprzez kontakt z chorym.

W tym momencie bardzo cieszę się, że w Polsce Ministrem Zdrowia jest odpowiedzialny i wpływowy lekarz, którego mądrych rad posłuchali i rządzący i w zdecydowanej większości obywatele naszego kraju.

W tym samym czasie jeszcze kilka dni temu, kiedy duża część z nas odpowiedzialnie siedziała w domach, rozbawieni młodzi Francuzi pomimo zakazu władz bili rekord świata pod względem ilości osób przebranych za smerfy. Na ulicę Landerneau wyszło ponad 3,5 tysiąca osób pobijając tym samym również rekord zbiorowej głupoty i braku odpowiedzialności. Z kolei mieszkańcy Wielkiej Brytanii bawili się na zbiorowych imprezach, często suto zakrapianych alkoholem. Ale ci może zbytnio zaufali zapewnieniom premiera, który całkowicie zbagatelizował zagrożenie.

Chińczycy od momentu wykrycia pierwszych przypadków choroby do dnia dzisiejszego opublikowali wiele prac naukowych, większość z nich jeszcze nie zdążyła ukazać się w druku. W jednym z artykułów, w przypadku którego materiał badaczy oparty był na danych zebranych z około 552 szpitali położonych w 31 chińskich prowincjach , a liczba osób chorych, których m.in. dane medyczne poddano analizie wynosiła 1099 osób, napisano iż wśród hospitalizowanych pacjentów z potwierdzoną obecnością koronawirusa zmarło 15 osób, co tak naprawdę stanowiło jedynie 1,5% wszystkich hospitalizowanych z powodu rozpoznanej i leczonej COVID-19.

Według danych przedstawianych przez chińskich naukowców w innym artykule śmiertelność w epicentrum epidemii mogła sięgać nawet 12%, zaś na innych obszarach mogła nawet nie przekraczać 1%.

Ogólnie aktualne dane, które jeszcze wczoraj WHO opublikowało na temat współczynnika śmiertelności na świecie to 3,4%, co oznacza, że na 1000 osób, które zachorują - statystycznie 34 umrą. W Europie krajem mającym największy współczynnik śmiertelności są Włochy. Obecnie umiera tam około 7,7% wszystkich zakażonych. Niewykluczone, że niedługo wyprzedzą ich Brytyjczycy, bo NHS z pewnością takiego wzrostu zachorowań nie wytrzyma.

Ponieważ liczba przypadków osób chorych oraz ich struktura wiekowa stale się zmienia, możemy spodziewać się, że wskaźnik ten nie jest stały o z dużym prawdopodobieństwem będzie ulegał zmianom.

Raport przygotowany przez WHO pisany był, kiedy ilość chorych w Polsce wynosiła 238 osób, przy 5 osobach zmarłych, co dawało nam wskaźnik na poziomie 2,1%, a więc znacznie niższy niż ten we Włoszech, a także niższy niż średni wskaźnik zgonów z powodu koronawirusa na świecie. W dniu dzisiejszym 18.03.2020 r., kiedy piszę artykuł, mamy już oficjalnie 246 potwierdzonych zakażonych, przy nadal 5 zgonach, co sprawia, że wskaźnik ten spadł do poziomu 2 procent. W momencie pojawienia się tego raportu WHO, w Polsce liczba potwierdzonych przypadków wynosiła 238, z czego 5 osób zmarło, To dawało nam wówczas wskaźnik śmiertelności na poziomie 2,1 procent.

Zatem decyzje podjęte w naszym kraju powinniśmy chwalić, bo to, co spotkało świat nie reprezentuje żadnej opcji politycznej, a obecnie potrzebujemy mądrych i odpowiedzialnych ludzi, aby powstrzymać epidemię lub maksymalnie spowolnić jej przebieg. Wówczas umieralność może utrzymać się na dotychczasowym bardzo niskim poziomie i nie przekroczyć 20 osób na 1000 chorych.

Nie można więc wpadać w przesadną panikę, ale ściśle przestrzegać zaleceń wydawanych przez rządową administrację. Dodatkowo na okres światowej pandemii politycy powinni zakopać topór wojenny i zacząć się w końcu wzajemnie wspierać, bo Polska jak nigdy dotąd potrzebuje ludzi mądrych, a nie skłóconych. Reprezentujący nas politycy powinni zrobić to nie dla własnego dobra, ale dla dobra kraju i wszystkich Polaków.

Nie chcemy mieć przecież sytuacji jak ta we Włoszech, czy zapewne niebawem i w Wielkiej Brytanii (choć tu bardzo chciałbym się mylić, ale cena śmiałych i nieprzemyślanych decyzji może być w tym przypadku bardzo wysoka)

Wirusa z każdym dniem poznajemy coraz lepiej, wiemy może ulegać mutacjom i dziwnie, choć ponoć całkowicie naturalnie łączy w sobie cechy wirusa SARS i niektóre wirusa HIV, na szczęście nie powodując przy tym aż tak wielkiej śmiertelności, ale cechując się bardzo dużą zdolnością do zakażania.

Wnioski te międzynarodowy zespół naukowców opublikował w czasopiśmie Nature Medicine, a wyciągnięto je na podstawie informacji, które otrzymali od chińskich naukowców. Okazało się bowiem, że krótko po wybuchu epidemii Chińczycy odkodowali genom SARS-CoV-2 i udostępnili informacje na ten temat badaczom na całym świecie.

Jednakże z uwagi na to, że istnieją dwie odmiany koronawirusa określane jako „SARS-CoV-2 typu L” - groźniejszy oraz „SARS-CoV-2 typu S” również odkryte i opisane przez naukowców z Chin. Według chińskich badaczy koronawirus już jakiś czas temu musiał wyewoluować do dwóch typów, które określili jako L i S (skróty literowe pochodzą od pierwszych liter aminokwasów leucyny i seryny. To właśnie w obrębie określonego genetycznego zapisu kodującego te aminokwasy doszło do stałej zmiany.

Przeprowadzona analiza wykazała, że typ L wirusa zgromadził znacznie wyższą liczbę mutacji niż typ S, co potwierdza , że przenosi się lub szybciej replikuje. Jak przypuszczają chińscy naukowcy typ S jest starszy i mniej agresywny, według ich teorii pojawił się on w czasie, gdy wirus pokonał barierę gatunkową i przeniósł się na ludzi. Typ L pojawił się nieco później. Niestety wirusy RNA dość często mutują, ale na szczęście dla nas koronawirusy znacznie rzadziej mutują, niż wirusy grypy.

Wyników badania chińskich naukowców były do tej pory dość sceptycznie traktowane przez WHO, którego przedstawiciele uważali, że nie można mówić o dwóch szczepach wirusa, jak sugerują badania naukowców z Uniwersytetu w Pekinie, a istnieje tylko jeden wirus o pewnej różnorodności genetycznej.

Jak pokazują również wyniki innego badania, na 10 tysięcy osób poddanych 14-dniowej kwarantannie u101 osób objawy choroby wystąpiły dopiero po jej zakończeniu. Potwierdzało by to wyniki pracy chińskich naukowców, którzy na postawie materiału obejmującego niemal 1100 chorych określili okres inkubacji na maksymalnie 21 dni. Właśnie dlatego warto, by Ministerstwo Zdrowia rozważyło przedłużenie tego okresu do 3 tygodni.

Taka decyzja z pewnością nie będzie cieszyła się poparciem części osób poddanym kwarantannie, ale jeśli będą odpowiedzialni, to wezmą pod uwagę również własne zdrowie oraz zdrowie swoich najbliższych, przyjaciół czy sąsiadów. Na dobrowolną kwarantanne już kilka dni temu udała się część pracowników ochrony zdrowia, nie chcąc wracać do domu, by nie zarazić rodziny.

Niezwykle ważne jest, aby w tym czasie osoby te otrzymały odpowiednie wsparcie w każdej niezbędnej dziedzinie i czas ten spędzili w godnych warunkach, mając zapewniony kontakt z rodziną i najbliższymi, chociażby za pośrednictwem telefonów, czy tabletów z dostępem do internetu. W razie potrzeby może być również potrzebne wsparcie psychologiczne.

Czas pandemii jest czasem, gdzie bez względu na cenę trzeba współdziałać, aby maksymalnie opóźniać występowanie objawów choroby, a tym samym zminimalizować śmiertelność. Znamy coraz więcej leków, które może nie są w pełni skuteczne u wszystkich chorych, ale niekiedy bardzo skutecznie hamują namnażanie się wirusa i w wielu krajach trwają pracę nad szczepionką na koronawirusa SARS-CoV-2.

Warto wszystko postawić na jedną kartę i zainwestować w ludzi, którzy stworzą w pełni skuteczny lek i opracują szczepionkę. Na prowadzone przez nich badania nie ma prawa brakować pieniędzy, zwłaszcza, że choć wirus nie musi być tak zabójczy jak we Włoszech, to dla naszego zdrowia i populacji może mieć daleko idące konsekwencje. Podejmując odpowiednie decyzje na szczeblu centralnym jesteśmy w stanie jeszcze wielu rzeczom zapobiec.

Może warto również zacieśnić w tej dziedzinie współpracę z Chinami, które najskuteczniej na świecie tłumią pandemię. Dodatkowo wyciągają do nas pomocną dłoń oferując nam środki ułatwiające walkę z koronawirusem. Chodzi o zestawy testowe wykrywające materiał genetyczny wirusa, maseczki ochronne N95 oraz medyczną odzież ochronną.

Jak podaje ambasada Chińskiej Republiki Ludowej: „Strona chińska nigdy nie zapomni o pomocnej dłoni wyciągniętej przez rząd polski, gdy Chny walczyły z epidemią”. Nawet jeśli nie wszyscy jesteśmy pewni ostatecznych intencji Chińskiego rządu, dla którego jesteśmy furtką do Unii Europejskiej i z którymi nasze relacje są nadzwyczaj dobre, to w dobie pandemii nierozważne byłoby nie skorzystanie z oferowanej pomocy. Możemy też poprosić o nieco więcej, bo jak mówi stare przysłowie prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. A więc może to właśnie Chińczycy skutecznie pomogą nam opanować zbliżającą się coraz większymi krokami pandemię, oferując wiedzę jaką na jej temat posiadają.

A może brzmi to zbyt naiwnie? Cóż, czas pokaże, a na razie pozostaje nam nie wpadać w panikę i postępować zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia i współpracujących z nim instytucji.

PDF

Zobacz także