Eksperci: Przeżywamy rewolucję w leczeniu stwardnienia rozsianego

Thinkstock/GettyImages
O zmianach w podejściu do leczenia pacjentów z rzutowo-remisyjną postacią stwardnienia rozsianego oraz nadziei dla chorych z postacią pierwotnie postępującą mówią prof. Jarosław Sławek oraz prof. Konrad Rejdak.
Martyna Chmielewska 2018-04-10 11:12

Prof. Jarosław Sławek: Obecnie przeżywamy rewolucję w leczeniu stwardnienia rozsianego. Zaczęła się ona na początku lat 90. ubiegłego wieku, kiedy zostały wprowadzone pierwsze leki, czyli interferony i octan glatirameru do leczenia postaci rzutowo-remisyjnej stwardnienia rozsianego. Przez wiele lat to były jedyne leki. Natomiast ostatnie lata przyniosły nam leki, których skuteczność sięga nawet 60 procent, biorąc pod uwagę zmniejszenie aktywności choroby podczas terapii. W ostatnim czasie pojawiły się leki z grupy przeciwciał monoklonalnych, które w całej medycynie robią niesamowitą karierę, jako cząsteczki nacelowane na odpowiednie białka, które w ten sposób możemy wyłączyć z aktywności. W przypadku stwardnienia rozsianego aktywności immunologicznej choroby. Jedną z nich jest ocrelizumab – pierwsza cząsteczka, która wpływa na taką postać choroby, na jaką do tej pory nie było leczenia, czyli na postać pierwotnie postępującą. Lek ten jestskuteczny w postaci rzutowo-remisyjnej, ale jako jedyny lek w tej chwili posiada rejestrację do leczenia PPMS, który stanowi kilkanaście do dwudziestu procent wszystkich przypadków stwardnienia rozsianego.

Prof. Konrad Rejdak: Przełomem niewątpliwie jest uznanie przez świat, że działanie na limfocyty B, czyli w tę drugą ważną część układu immunologicznego, przynosi dobre efekty kliniczne. Jest to duży przełom. Zastosowanie leku takiego jak ocrelizumab wskazało i udowodniło, że ta część układu immunologicznego jest tak ważna. Kolejny ważny aspekt to fakt, że można leczyć chorych z pierwotnie postępującym SM, gdzie przez wiele lat nie mieliśmy żadnych leków do dyspozycji i pacjenci czekali. Mamy wszyscy nadzieję, że szybko to się zmieni i lek ten będzie refundowany, a więc dostępny dla naszych pacjentów.

Prof. Jarosław Sławek: To co się zmieniło, to nasza świadomość. Wiemy, że leczenie w SM należy prowadzić stale, ciągle. Dopóty pacjent odczuwa skuteczność terapii lub nie ma nasilonych, wykluczających to leczenie działań niepożądanych, powinniśmy tych chorych leczyć długo. Początkowe programy w Polsce były na dwa lata potem na pięć lat. W tej chwili już wiemy, że leki do leczenia w tzw. drugiej linii, czyli bardziej agresywnego SM, są już dzisiaj przez Ministerstwo Zdrowia przedłużone na kolejne lata. Jeśli chodzi o indywidualizację leczenia, to nie wszyscy chorzy odpowiadają na każdą formę terapii immunologicznej. Każdy z tych leków działa w innym mechanizmie i ta indywidualizacja polega na tym, żeby dopasować do konkretnego chorego skuteczny lek. Dla wielu chorych to mogą być nadal stare leki – interferony czy octan glatirameru. Wielu chorych nie musi wchodzić w terapie bardzo agresywne, nowoczesne, ponieważ u nawet 30 procent pacjentów przebieg tej choroby jest łagodny. Z kolei dla chorych z postacią rzutowo-remisyjną, gdzie mamy bardzo dużo rzutów na samym początku, kiedy przewidujemy szybki postęp niesprawności musimy dobrać zupełnie inne leki. I tu naprzeciw nam wychodzą właśnie wszystkie te nowe cząsteczki zarejestrowane i mam nadzieję, wkrótce refundowane.

Prof. Konrad Rejdak: Indywidualizacja terapii to nowa rzecz, na którą od dawna czekaliśmy. Im więcej leków dostępnych w terapii, tym większy wybór i możliwość dopasowania odpowiedniego leku do profilu pacjenta. Mam tu na myśli nie tylko profil chorobowy: aktywność choroby, częstość rzutów, liczbę zmian w rezonansie, ale też cechy demograficzne, indywidualne chorych, tryb życia, akceptacja leczenia oraz szereg innych czynników jak np. aktywność zawodowa, życiowa. Cieszy, że mając różne opcje terapeutyczne, leki iniekcyjne, doustne, można dobrać optymalne leczenie, aby uzyskać jak najlepsze efekty kliniczne.

Prof. Jarosław Sławek: O stwardnieniu rozsianym mówi się tak, jak o wielu dziś chorobach, które postrzegane były jako jednolite, jako o zespołach objawów, które mogą mieć bardzo różne przyczyny. I patrząc na postać pierwotnie postępującą, widzimy, że jest ono trochę inaczej przebiegające i wyglądające pod względem klinicznym, pojawiające się np. trochę później niż w wieku typowym 20-30 lat, a 40-50, dotyczące zmian w rdzeniu kręgowym niż w mózgowiu. Istnieją rzeczywiście odrębności tej postaci. Taką niekorzystną odrębnością było też to, że żaden dotychczasowy lek nie był w tej postaci skuteczny. Dopiero w tej chwili otrzymaliśmy przeciwciało monoklonalne, lek ocrelizumab, którego skuteczność wykazano w badaniach klinicznych. Na razie jest to lek jeszcze nierefundowany, ale mamy nadzieję, że ta refundacja wkrótce się pojawi, bo to jest jedyna szansa na zmianę losu tych pacjentów.

Prof. Konrad Rejdak: Zjawisko neurodegeneracji jest obecne od początku choroby i bardzo wolno narasta w czasie, przybierając najwyższe nasilenie już w fazie wtórnie postępującej, gdzie nie obserwujemy już tak częstych rzutów, ale niepełnosprawność narasta. Od dawna poszukiwane są leki działające na tę fazę choroby. Dziś wiemy, że wszystkie dostępne leki opóźniają wystąpienie fazy przewlekle postępującej, gdyż działając przeciwzapalnie, intensywnie możemy dużą część komórek ochronić przed trwałym uszkodzeniem. Jednakże czekamy też na leki działające wybiórczo na proces neurozwyrodnienia. Jeszcze nie ma takich leków, które w sposób jednoznaczny wykazały to działanie, ale na pewno ocrelizumab jest tym pierwszym, który przynajmniej dał nadzieję chorym z tą najtrudniejszą postacią choroby pierwotnie postępującą.

PDF

Zobacz także