Blogosfera Medexpressu

Dr n. med. Marek Derkacz, MBA Jaką odporność mamy po przechorowaniu COVID-19?


Dr n. med. Marek Derkacz 2021-05-27 16:30
Jak wykazali amerykańscy naukowcy, to łagodne przechorowanie COVID-19, a nie szczepionki może zapewniać najbardziej optymalną i zarazem trwałą formę odporności.

Z badań ankietowych wynika, że nawet ponad połowa dorosłych Polaków mogła już przechorować COVID-19. Około 30% z tych osób posiada potwierdzenie przebycia choroby w wykonanych testach, 10% osób postawiło sobie samodzielnie rozpoznanie na podstawie charakterystycznych objawów, takich jak utrata węchu i/lub smaku, kaszel, podwyższona temperatura ciała, spadek wydolności fizycznej, czy zapalenie zatok lub bóle kostno-stawowe. Kolejne 25% osób postawiło sobie rozpoznanie, dzięki pomocy lekarza rodzinnego lub innego zaprzyjaźnionego lekarza (przyjaciel rodziny).

Jak donoszą amerykańscy naukowcy z Washington University w St. Louis w USA - przebycie łagodnej postaci COVID-19 powoduje odpowiedź immunologiczną i produkcję przeciwciał, która według amerykańskich naukowców może trwać nawet całe ...życie. Artykuł po pozytywnej ocenie recenzentów ukazał się przedwczoraj w renomowanym czasopiśmie naukowym - „Nature”.

Naukowcy odkryli niewielką populację komórek wytwarzających przeciwciała, które nazwali: „długowiecznymi komórkami plazmatycznymi” (ang. long-lived plasma cells), które u osób po przebytym COVID-19 gromadzą się w szpiku kostnym.

Doktor Ali Ellebedy wyjaśnił, że ci pacjenci, którzy przechodzili łagodną postać COVID-19 są nosicielami długowiecznych komórek plazmatycznych, które w przypadku ponownego kontaktu z wirusem w krótkim czasie wytworzą przeciwciała, specyficznie „wycelowane” w SARS-CoV-2.

Już samo przechorowanie łagodnej postaci COVID-19 pozostawia tzw. trwałą odpowiedź przeciwciał, która może zapewnić ochronę przed powtarzającymi się epizodami choroby (infekcją koronawirusem). Do takich wniosków doszli naukowcy z Washington University w St. Louis w USA. Według badania opublikowanego 25 maja 2021 roku w czasopiśmie „Nature”, komórki odpornościowe, wytwarzające przeciwciała posiadają zdolność do szybkiego namnażania się, po czym krążą we krwi, osiągając maksymalne stężenie przeciwciał podczas walki z infekcją COVID-19. Po wyleczeniu infekcji większość z tych komórek obumiera, zaś poziom przeciwciał we krwi ulega odpowiedniemu obniżeniu.

Naukowcy, jak już wcześniej wspomniano odkryli niewielką populację komórek wytwarzających przeciwciała, zwane długowiecznymi komórkami plazmatycznymi, które migrują do szpiku kostnego i tam „osiadają”. To tutaj komórki odpornościowe nieustannie wydzielają do układu krwionośnego niewielkie stężenia przeciwciał, będących strażnikami na wypadek kontaktu z wirusem, co zmniejsza ryzyko kolejnego zarażenia się SARS-Co-V2 i rozwoju pełnoobjawowego COVID-19.

Pojawiły się również doniesienia, że poziom przeciwciał obniża się dość szybko, w dość krótkim czasie po zakażeniu wirusem wywołującym COVID-19.

Media tzw. głównego nurtu zinterpretowały ten fakt, jako dowód, iż odporność po przechorowaniu COVID-19 nie jest „długowieczna”, przy okazji ukazując nie zweryfikowane lub nie do końca zgodne z prawdą dane dotyczące przewagi odporności po szczepionkach, nad naturalną odpornością, po przechorowaniu COVID-19.

Jak przyznał doktor Ellebedy była to błędna interpretacja danych, w dodatku przedstawiana opinii publicznej, jako prawdziwa. W co dość łatwo znaczna część społeczeństwa uwierzyła.

Obecnie nie ma wiarygodnych i całkowicie obiektywnych badań, w 100% udowadniających, który rodzaj odporności w przypadku SARS Co-V2 jest skuteczniejszy i zarazem bardziej bezpieczny dla pacjenta. Nikt takich badań jeszcze nie przeprowadził.

A więc który rodzaj odporności może być lepszy?

Czy ta nabyta po przechorowaniu COVID-19, czy może ta, którą uzyskano po szczepionce?

Wśród naukowców i lekarzy praktyków, oraz tych, którzy w ostatnich dniach zapoznali się z najnowszym artykułem zdecydowanie przeważa opinia, że odporność naturalna jest zadowalająca i w większości przypadków zabezpiecza przed rozwojem choroby nie gorzej, niż odporność uzyskana po pełnej dawce szczepionki. Dodatkowo, w związku z tym, że pojawia się już po chorobie jest dużo bardziej bezpieczna, gdyż nie niesie ze sobą potencjalnych długofalowych działań niepożądanych, a przynajmniej nie udowodniono tego. Zjawiska związane z odpornością uzyskaną po szczepieniu warunkowo dopuszczonymi do użytku preparatami dopiero poznajemy. Potrzebny jest więc czas, który pozwoli znaleźć właściwą odpowiedź na te najtrudniejsze, a stawiane często przez nas samych, jak i naszych pacjentów pytania.

W dniu wczorajszym media obiegła informacja, że w Brazylii pojawiła się kolejna nowa i znowu potencjalnie „groźna” mutacja koronawirusa. Ludzie już przestali liczyć, z którym numerem mutacji będą być może niedługo mieli do czynienia, zaś ekscytacja i emocje, jakie jeszcze na początku pandemii takie informacje wywoływały, również zdecydowanie opadły, podobnie zresztą jak maseczki z twarzy ludzi spacerujących już normalnie po ulicach

Choć wirus bywa niekiedy rzeczywiście bardzo groźny, to jednak śmiertelność, do której może się przyczynić jest bardzo niska, istotnie wzrastając dopiero w grupie osób powyżej 70. roku życia.

Nowy wariant koronawirusa odkryto w Sao Paulo. Jak twierdzi „źródło” WHO, wirus ten jest odporny na wytwarzane przeciwko niemu przeciwciała. Badacze przypuszczają, że ten najnowszy wariant zawiera mutację L452R, która charakteryzuje się większą zdolnością do zakażania. Mutacja L452R jest istotną mutacją, w tym szczepie, bowiem zwiększa zdolność wiązania receptora ACE2 oraz może zmniejszać przyczepianie się stymulowanych stosowanymi szczepionkami przeciwciał do zmienionego białka wypustek. Istnieją badania sugerująca, że L452R może powodować powstanie odporności koronawirusa na limfocyty T, a więc tę klasę komórek, układu immunologicznego, która jest jest niezbędna do namierzania, a następnie niszczenia komórek zakażonych wirusami.

Omawiając temat koronawirusa i odporności, warto wspomnieć o francuskim wirusologu, współodkrywcy wirusa HIV oraz laureacie Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny - profesorze Lucu Montagnier.

Człowiek ten nazwał prowadzone masowe szczepienia przeciwko COVID-19 w okresie pandemii koronawirusa - wielkim błędem medycznym. Wirusolog w specjalnych listach wysyłanych do wielu ważnych unijnych i światowych instytucji, jak i w listach otwartych, próbował informować decydentów, społeczność międzynarodową, jak i uświadamiać innym naukowcom istnienie:

zjawiska nasilenia zakażenia zależnego od przeciwciał (antibody dependent enhancement – ADE), w którym dochodzi do zachorowań o istotnie cięższym przebiegu wśród osób zaszczepionych, w porównaniu do osób nie szczepionych lub takich, które COVID-19 przechorowały, nabierając naturalnej odporności.

Zjawisko to jeśli chodzi o choroby wirusowe obserwowano po stosowaniu szczepionki przeciwko dendze, a także w badaniach na zwierzętach po niektórych eksperymentalnych, inaktywowanych szczepionkach.) To Montagnier, jako pierwszy odkrył obecność niewielkich elementów wirusa HIV i zarodźca malarii w genomie - koronawirusa.

Wirusolog od początku uważał, że SARS Co-V2 został stworzony przez człowieka w laboratorium. W jego opinii obecność elementów wirusa HIV i zarodźca malarii w genomie koronawirusa była wysoce podejrzana, a cechy charakteryzujące wirusa nie mogły powstać w sposób naturalny.

Negujący wcześniej powstanie koronawirusa w laboratorium oraz krytykujący prof. Montagniera - dyrektor Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych w USA- Anthony Fauci - 11 maja 2021 r przyznał oficjalnie, iż nie jest już przekonany, że wirus powstał w sposób naturalny, w wyniku samodzielnej ewolucji, a raczej w warunkach laboratoryjnych

Noblista - prof. Luc Montaginier już na początku pandemii ostrzegał, że zjawisko, jakim jest ADE może doprowadzić do silniejszych i cięższych przebiegów choroby wywołanej przez kolejny wariant wirusa u zaszczepionych osób, w porównaniu do osób niezaszczepionych lub takich, które COVID-19 przechorowały, nabywając naturalną odporność.

Warto również zwrócić uwagę, na pewne zjawiska budzące coraz większy niepokój.

Francuska wirusolog Christine Rouzioux podczas jednego z ostatnich wywiadów powiedziała wprost, że wzrost liczby nowych przypadków wystąpienia COVID-19 ma miejsce u zaszczepionych jeszcze na przełomie stycznia i lutego pacjentów będących mieszkańcami domów opieki społecznej w całej Francji. Również wśród zaszczepionych w podobnym okresie urzędników służby cywilnej doszło do nagłego wzrostu ilości osób chorych na nieco inny, niż poprzednio wariant koronawirusa. Wśród osób, które ponownie masowo zachorowały spadło mocno …zaufanie i wiara w szczepionki. Jeżeli chodzi o stan zdrowia chorych, to jest on cięższy wśród osób starszych, które skarżą się na duże zmęczenie, mają objawy niewydolności oddechowej i krążeniowej oraz spadek apetytu i związane z nim niedożywienie. Instytut Pasteura zajął się zbadaniem aktualnie występującego u osób chorych wariantu wirusa. Badania wskazały na obecność wcześniej niewystępującego w tych regionach Francji wariantu brytyjskiego wirusa. Sytuacja zdaje się wymykać spod kontroli, a skuteczność szczepionek i wzrost odporności, jakie powinny powodować wydają się być mniejsze, niż wszyscy zakładaliśmy.

Również w dniu dzisiejszym w Wielkiej Brytanii pomimo dużego współczynnika wyszczepialności obywateli - odnotowano najwięcej przypadków COVID-19 w ciągu ostatnich 45 dni. Sprawcą nagłego wzrostu zachorowań jest prawdopodobnie indyjski wariant koronawirusa - zarówno bardziej zakaźny, jak i bardziej odporny na stosowane szczepionki, które jak widać niestety nie spełniły do końca roli, jaką w nich pokładano.

Sprawa wygląda nieco dziwnie i coraz bardziej niepokoi, bo poniekąd zamyka się w krótkim komentarzu jednego z użytkowników Tweetera: „Jakoś dziwnym trafem, duże spadki są w miejscach gdzie było dużo zakażeń i silne fale niezależnie od ilości szczepień (Bułgaria), a w krajach gdzie zakażeń dotychczas było mało, ich liczba rośnie wprost proporcjonalnie z liczbą szczepień (Seszele, Malediwy, Bahrajn).” Coś tutaj jest na rzeczy…Oby nie było to zjawisko ADE, przed którym bezskutecznie przestrzegał wcześniej noblista - prof. Luc Montaginier.

PDF

Zobacz także