Krajowy konsultant ds. neonatologii spotka się z rodzicami, którzy zabrali dziecko ze szpitala

Helwich
Fot. MedExpress TV
Prof. Ewa Helwich przekonuje, że nie było podstaw, żeby ograniczyć prawa rodzicielskie.
Alicja Dusza 2017-09-20 10:55

Pani Profesor, media głośno komentują sprawę rodziców, którym sąd ograniczył prawa rodzicielskie po tym, jak odmówili zaszczepienia dziecka. Czy Pani zdaniem taka decyzja sądu była potrzebna?

Trudno komentować tę sytuację, bo nie byłam na miejscu w szpitalu. Ale rozmawiałam z osobami, które były przy tym porodzie, stąd poznałam szereg szczegółów. Uważam, że przebieg tego zdarzenia na początku był bardzo dobry tzn. rzeczywiście mama przyszła do porodu z planem, że odmówi szczepień ochronnych. W większych szpitalach jesteśmy do takich sytuacji przyzwyczajeni. W małym szpitalu, podejrzewam, lekarze mogli spotkać się po raz pierwszy z taką sytuacją. W tej konkretnej sytuacji rodzice dziecka wszystkie procedury takie jak zakraplanie oczu, podanie witaminy K, negowali. Ale zgadzali się na przykład na promiennik ciepła. Kiedy lekarz wytłumaczył, że dziecko urodziło się za wcześnie i wymaga promiennika, wtedy ojciec dziecka towarzyszył lekarce badającej dziecko pod promiennikiem. Dzięki temu dziecko zostało najwcześniej jak to możliwe ubrane i zabezpieczone przed zmarznięciem. Widać było, że można rodziców przekonać do wielu procedur, dlatego nie wiem, dlaczego tak się nie stało, że konieczna była interwencja sądu. Z mojej wiedzy wynika, że pediatrę zaniepokoiła sytuacja, w której rodzice zaczęli utrudniać realizację standardowych procedur. I już w parę godzin (3-4) po urodzeniu był już powiadomiony sąd. Wydaje się, że to trochę za szybko, że można było jeszcze poczekać, bo najdłuższy okres, w którym trzeba podać witaminę K, to 12 godzin. Można było więc chociaż przez ten czas negocjować z rodzicami i starać się im wytłumaczyć, że te procedury są wykonywane dla dobra ich dziecka.

Powiedziała Pani, że w dużym szpitalu spotykacie się z takimi sytuacjami, że rodzice odmawiają szczepień. Co wtedy robicie?

Jeśli rodzice odmawiają podania witaminy K domięśniowo w iniekcji, zastrzyku, która jest standardową procedurą, to pozostaje forma doustna. Z tym, że niechętnie ją stosujemy, ponieważ w pierwszym dniu po urodzeniu dziecko, które nałyka się płynu owodniowego tzw. wód płodowych, często wymiotuje. I dlatego nie wiadomo, czy witamina podana doustnie wchłonęła się, czy należy podać ją drugi raz. Pewniejsza jest na pewno iniekcja. Ale jeśli nie jest możliwa iniekcja, to należy uzyskać zgodę rodziców na podanie witaminy K. Normalnie pytamy rodziców o zgodę na szczepienia, natomiast jeśli chodzi o podanie witaminy K nie pytamy, bo jest to rutynowa sprawa do zrobienia.

PDF

Zobacz także