„Smak Zdrowia”: Kto tu rządzi? Ty czy bakterie?

Thinkstock/GettyImages
Do niedawna jelita postrzegane były jedynie jako organ służący do trawienia. Nikomu nie przychodziło do głowy, że to tutaj zapadają strategiczne decyzje o tym, co znajdzie się na talerzu. A okazuje się, że ochota na ciasto czy hamburgera wcale nie rodzi się w głowie.
Barbara Mietkowska 2018-06-18 21:57

Flora jelitowa to prawdziwy kosmos mikroorganizmów, które codziennie toczą ze sobą walkę o dostęp do pożywienia, czyli o swoje przetrwanie. Kilka kilogramów bakterii, które żyją z nami w symbiozie, decyduje o zdrowiu i samopoczuciu. A ich równowaga, na którą ogromny wpływ ma właściwa dieta, jest podstawą naszego dobrostanu.

Pożyteczna symbioza

Niemal 10 tysięcy gatunków mikroorganizmów bytujących w jelitach ma znacznie większy wpływ na nasze życie niż nam się wydaje. Odkryto, że pełnią one role, które do tej pory przypisywane były różnym organom. Wpływają na nastrój, zaburzenia snu, wagę ciała, alergie, zaburzenia hormonalne, a nawet problemy psychiczne i wiele innych. Przekonanie, że to w mózgu rodzi się apetyt także uległo przeobrażeniu. Mimo, że jelita znajdują się w znacznej od niego odległości, organy te wydają się być za sobą ściśle powiązane. Na tę tajemniczą relację wpływ mają bakterie zasiedlające jelita, a przede wszystkim produkty przemiany materii, w której uczestniczą. Jednym słowem ochota na określone smaki nie do końca zależy od naszych „rozumowych” decyzji, ale rodzi się w brzuchu. Na dodatek silnie zależy od określonych szczepów bakterii, które chcąc przeżyć, szukają konkretnego pożywienia. Badania neurobiologiczne prowadzone w instytutach naukowych na całym świecie wyraźnie wykazują, że to bakterie jelitowe, i te dobre, i te złe, podszeptują głowie, co powinno się znaleźć na naszym talerzu.

Jasne komunikaty

Wzmożoną ochotę na konkretne pokarmy interpretujemy jako inteligentną reakcje organizmu na niedobory pewnych witamin i mikroelementów. Takie zintensyfikowane potrzeby to ewidentny sygnał od określonego szczepu bakterii będących „na głodzie”. Naukowcy zidentyfikowali już niektóre z nich, mogące mieć znaczący wpływ na decyzje żywieniowe. Badania prowadzone m.in. na Uniwersytecie Monsh w Australii na muszkach owocówkach Drosophila melanogaster (najlepszym gatunku do prowadzenia eksperymentów na temat praw rządzących światem przyrody), udowodniły, że mikroflora muszek zmienia ich zachowania podczas poszukiwania pożywienia. W badaniu podawano muszkom jedzenie pozbawione aminokwasów, będących budulcem białka. To spowodowało spadek ich płodności, w konsekwencji czego zaczynały one poszukiwać pokarmu bogatego w białko. Zbadano wpływ na wybór żywności pięciu różnych gatunków bakterii zasiedlających jelita muszek. Okazało się, że to dwa konkretne szczepy bakterii Acetobacter pomorum i Lactobacillus sp. odpowiadają za wzmożony apetyt na białko. W zależności od budowy mikrobiomu (składu bakterii) muszki tak starały się „komponować” swoją dietę, by nie stracić płodności. W ewidentny sposób to bakterie podpowiadały, których aminokwasów im brakuje i jakiej szukać żywności, by je uzupełnić. Gdy pozostawiono muszkom wolny wybór pokarmu, wybierały ten najbardziej wartościowy dla zachowania gatunku.

Tajemnicza komunikacja

Trudno porównywać mikrobiom muszek do mikrobiomu człowieka. Jednak przeprowadzone badanie pozwala uznać, że stan flory bakteryjnej kieruje decyzjami żywieniowymi. Wydaje się, że stymuluje nie tylko łaknienie, ale może też niezależnie od niego wpływać na tuszę. Wartość odżywcza pokarmu to jedno, ale szczep bakterii, który się do niego „dobierze” to drugie. Okazuje się, że ta sama ilość owoców, warzyw i mięsa podana dwóm osobom o podobnym wzroście i wadze może zupełnie inaczej wpłynąć na ich sylwetkę. Zależy to od składu bakterii w jelitach gospodarza. Na przykład braki odpowiedniej ilości Lactobacillus i Bifidobacterium wpływających na trawienie, spowodują szybsze przybieranie na wadze mimo spożycia tej samej ilości pokarmu.

Lokatorzy jelit wpływają także na produkcję hormonów odpowiedzialnych za uczucie sytości i receptory smaku. Przypuszcza się, że bakterie manipulują działaniem nerwu błędnego łączącego jamę brzuszną z mózgiem.

To, co dzieje się w jelitach, ma także znaczący wpływ na kondycję psychiczną. 90 proc. serotoniny zwanej hormonem szczęścia produkowane jest w komórkach jelit, więc trudno nie podejrzewać bakterii o stymulowanie tego procesu. Serotonina wytwarzana jest z tryptofanu – jednego z aminokwasów egzogennych, którego organizm sam nie potrafi wyprodukować. Nie tylko zwiększa apetyt i wzmaga przyjemność płynącą z jedzenia, ale jest odpowiedzialna za ciśnienie krwi i odczuwanie bólu, a także wpływa na libido i dobre samopoczucie. Wydaje się, że utrzymanie prawidłowej równowagi mikrobiomu ma dla produkcji serotoniny ogromne znaczenie. Gdy zostaje zaburzona, pojawia się chęć jedzenia potraw słodkich. Wchłanianie tryptofanu zostaje przyspieszone wraz z produkcją insuliny, a jej wyrzut następuje wraz z jedzeniem cukru. Stąd, kiedy dopada nas chandra, bardzo chętnie sięgamy po słodkie ciasteczka.

Czy da się oszukać bakterie?

Choć bakterie są naprawdę przebiegłe i mogą czasem zmuszać nas do dokonywania niewłaściwych wyborów dietetycznych, nie pozostajemy wobec nich bezradni. Możemy na nie wpływać na kilka sposobów, np. zmieniając dietę na bogatą w jogurty, kefiry i kiszonki. Dzięki temu w przewodzie pokarmowym zagoszczą przyjazne mikroorganizmy, które zwalczą szczepy chorobotwórcze. Można też niektóre bakterie zagłodzić. Do tego potrzeba woli odmówienia sobie przez jakiś czas niezdrowych pokarmów, na które mamy silną ochotę. Dobrym sposobem jest korzystanie z suplementów pro- i prebiotycznych, które w ciągu kilku tygodni poprawiają stan mikrobiomu. To, co pozwoli dokonać lepszych wyborów żywnościowych, zdecydowanie przekłada się zarówno na sylwetkę, stan skóry, jak i na poczucie szczęścia.


Źródło: „Smak Zdrowia” 6/2018 (czasopismo dostępne w wybranych aptekach i placówkach medycznych)

PDF

Zobacz także