Lek jedynej szansy?

Dr Monika Długosz-Danecka w rozmowie z Iwoną Schymallą mówi o przypadkach chłoniaka agresywnego rozlanego z dużych komórek B i jego leczeniu.
Iwona Schymalla 2017-04-17 09:49

Wiadomo, że około 30-35 proc. pacjentów z chłoniakiem agresywnym rozlanym z dużych komórek B, to są przypadki oporne albo nawracające. Pani prowadzi pacjentów chorujących właśnie na te chłoniaki. Proszę powiedzieć z jakim efektem stosuje Pani piksantron? Często jest on nazywany lekiem ostatniej szansy. Jakie są Pani doświadczenia?

Moje doświadczenia z lekiem są bardzo dobre. Do tej pory mieliśmy lek dostępny jedynie w ramach badań klinicznych i darowizny od producenta. Mamy pacjenta, który był leczony w ramach darowizny. To był pacjent oporny na trzy linie leczenia i dopiero po leczeniu piksantronem uzyskał remisję. Pacjent jest jeszcze w trakcie leczenia, które zamierzamy kontynuować do 6 cykli i w planie mamy autologiczne przeszczepienie komórek macierzystych. Pozostali pacjenci leczeni piksantronem mieli dobre efekty lecznicze, przy niedużych działaniach niepożądanych. Takich przewidywalnych, bo były to neutropenie, które odpowiadały na leczenie czynnikami wzrostu granulocytów. I w zasadzie nic większego tym pacjentom się nie działo, jedynie nudności bo wiadomo cytostatyk, chemioterapia. Ale nie było przy tym wszystkim powikłań kardiologicznych, których się obawiamy, bo przecież piksantron to antrakcyklina i z nimi mamy jednak doświadczenie, że mocno uszkadzają układ sercowo-naczyniowy. Piksantron nie. Lek jest bezpieczny dla pacjentów i może być stosowany również u tych chorych, którzy już są obciążeni chorobami sercowo-naczyniowymi oraz u tych, którzy w przeszłości byli leczeni doksorubicyną.

Stosowanie piksantronu jest ograniczone w czasie. Czy wiemy jak długo mamy stosować i jakie są koszty tego leczenia?

To jest lek, który stosujemy maksymalnie 6 miesięcy, bo to 6 cykli stosowanych co 28 dni. Trzy podania leku w ramach jednego cyklu. Pół roku to czas maksymalny, w którym pacjent jest leczony. Koszt terapii jest na tyle akceptowalny, że taka opcja powinna być dostępna dla polskich pacjentów.


Właśnie, bo nie jest dostępna dla polskich pacjentów. Mówimy o około 200-250 pacjentach. Oni mają piksantron dostępny tylko w ramach programów badań klinicznych?


Oczywiście. Program kliniczny jest zaprogramowany na pewien czas, czas skryningu pacjentów. Niebawem ten dostęp się skończy, ponieważ badanie kliniczne się kończą.

Co wtedy?

No nic. Nie ma dostępności do leku. Nie jest on refundowany i tych około 250 pacjentów będzie skazanych na leczenie paliatywne, lekami dostępnymi. To leczenie nie będzie leczeniem skutecznym.

Pojawiła się też kwestia trudności w wykonaniu tzw. zaślepionego badania. Na czym ta trudność polega w przypadku tych pacjentów?

Z piksantronem nie da się przeprowadzić badania zaślepionego. Nie tylko lek jest niebieski ale również pacjenci, mówiąc prostym językiem, niebieszczeją po jego stosowaniu. Nawet gdyby zaślepiło się worki z chemioterapią, to i tak po pacjencie można rozpoznać, że był leczony piksantronem, bo jego skóra jest charakterystyczna, w kolorze sino-niebieskim. I to nie jest problem, bo oceniane w badaniach klinicznych badania obrazowe były zaślepione. Tu radiolog nie wiedział czy ocenia pacjenta leczonego piksantronem czy komparatorem.

Nie może być więc to argument dla refundacji lub jej braku?

Absolutnie nie. To w ogóle nie powinno być brane pod uwagę. To żaden argument.

Czy widzi Pani wyraźnie miejsce dla piksantronu w terapii pacjentów z nawrotowym bądź z opornym na dotychczasowe leczenie chłoniakiem rozlanym z komórek B?

Miejsce dla piksantronu jest wyraźne, zwłaszcza u tych pacjentów starszych, którzy nie mogą być poddani przeszczepowi szpiku. Ci pacjenci nie mają innych opcji leczenia, poza postępowaniem krótko działającym, paliatywnym. I dla nich piksantron byłby terapią jak najbardziej wskazaną, bezpieczną, przewidywalną i tylko zaplanowaną na maksymalnie 6 miesięcy.

PDF

Zobacz także