Prof. Wojciech Maksymowicz: Nie przeszkadzajcie naukowcom. Dajcie im możliwości rozwoju

- Należy udowodnić, że ludzie produktywni są w porządku. Mogą być dobrymi wzorcami, a nie materiałem do zawiści - powiedział w rozmowie z Medexpressem prof. Wojciech Maksymowicz, neurochirurg z Olsztyna.
Martyna Chmielewska 2018-08-17 12:48


M.Ch.: Minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin powołał pana do zespołu ds. nauki i szkolnictwa wyższego. Jak Pan zareagował na tę informację?

W.M.: Zanim powołano mnie do zespołu ds. nauki i szkolnictwa wyższego, zostałem zaproszony na rozmowę, więc informacja ta nie była dla mnie żadną niespodzianką. Oczywiście wcześniej omawiałem z wicepremierem Gowinem sprawy, jakie trzeba będzie załatwić w momencie podpisania ustawy zmieniającej zasady funkcjonowania uczelni wyższych. Należało powołać zespół, który będzie monitorować ten proces, bo skala zmian jest bardzo duża. Na pewno będą one wymagać reakcji, uwag i korekty, dostosowań. Uczelnie muszą jak najlepiej odnaleźć się w nowych uwarunkowaniach prawnych.

M.Ch.: Jakie cele chciałby Pan zrealizować na tym stanowisku?

W.M.: Jest to działalność społeczna. Wcześniej byłem członkiem Rady Narodowego Kongresu Nauki, która przygotowywała takie założenia. Będę w pewnym sensie kontynuował poprzednie działania. Chciałbym usunąć przeszkody, które stoją na drodze do rozwoju nauki. U nas jest wiele ograniczeń, których nie spotyka się w rozwijających się naukowo krajach. Zależy nam na rozwoju polskiej nauki, na tym, aby otwierać drogi do postępu, innowacji, odkrywania wynalazków, jakie mogą być wdrożone w codzienne życie. Pierwszym celem będzie przeprowadzenie analizy najlepszych systemów na świecie, które pozwalają na rozwój nauki i innowacji. Chcemy też zaprosić Polaków funkcjonujących w systemach innych krajów. Okazuje się, że są oni często przerażeni naszymi biurokratycznymi ograniczeniami, niesprawnością systemu i „wodzeniem za nos naukowców”. To nie naukowcy są dla systemu, tylko system dla naukowców. Musi być tak zrobiony, aby ułatwiać im pracę. Oczywiście muszą być kontrolowane przepływy pieniężne, zwłaszcza państwowe. Muszą podlegać one kontroli, być zgodne z przepisami. Sprawy te nie powinny obchodzić naukowca. On ma tworzyć i myśleć. Chodzi o to, by nie weryfikować twórczości naukowej w inny sposób niż poprzez ocenę ich produktów czyli publikację naukowych patentów i wynalazków.

M.Ch.: Co Pana zdaniem najbardziej blokuje rozwój nauki?

W.M.: Biurokratyczna machina tworzy kolejne zasady coraz bardziej powstrzymujące swobodę działania uczonych. Moi koledzy z Ameryki powiedzieli, że u nich wszystko jest weryfikowane we wstępnej fazie oceny wniosku grantowego. Potem jedynie monitoruje się wydatkowanie pieniędzy. Nie ma jednak mowy, aby urzędnik oceniał wartość produktu pracy naukowej, a jest nim publikacja. Im lepsza, tym bardziej wpływa na opinię innych naukowców na świecie. Na końcu jest możliwość wdrożenia danego projektu. To ma szczególne znaczenie. Chodzi o to, aby wymyślone lub tworzone projekty mogło być wykorzystane, a także szeroko promowane. Anonimowość recenzentów sprzyja obiektywizmowi, ale nieraz daje pożywkę do zawiści.

M.Ch.: Jakie działania należy podjąć, żeby ukazać, iż "produktywni " ludzie są w porządku, mogą być dobrymi wzorcami, a nie przedmiotem do zawiści?

W.M.: Myślę, że trzeba odnieść się do doświadczeń najbardziej rozwijających się krajów. Trzeba będzie sięgnąć do wzorców rodziny, pracowitości. Należy pokazać, że ludzie produktywni są w porządku i mogą być dobrymi wzorcami, a nie materiałem do zawiści. Dlatego ważne będzie promowanie takich jednostek.

M.Ch.: Czy mógłby Pan opowiedzieć o przykładach zawiści dziedzinie nauki i szkolnictwa wyższego? Czy często się one zdarzają?

W.M.: Tak, dość często. Analizowaliśmy takie przykłady. Jest wiele sytuacji, które są dowodem na to, że przeszkadza się naukowcom. Nie daje się im możliwości rozwoju. Pracuję z polskimi uczonymi, którzy pracują w Polsce i na co dzień w amerykańskich uniwersytetach. Okazuje się, że przejście przez realizację grantu w Polsce jest gehenną dla nich w zestawieniu z realizacją grantu w USA. W Stanach Zjednoczonych w przeciwieństwie do Polski mogą się swobodnie rozwijać.

M.Ch.: Jak Pana zdaniem wypada Polska pod względem nauki i szkolnictwa wyższego w porównaniu do innych krajów europejskich?

W.M.: Nie zajmujemy w Europie pierwszych pozycji. W kwestii publikacji wypadamy lepiej niż całościowe oceny uczelni. Częściowo jest to wynikiem ich rozdrobnienia, np. oderwania uczelni medycznych od uniwersytetów, które nastąpiło w czasach stalinowskich. Mamy świadomość korelacji między nakładem a efektywnością. Ale nie tylko to jest przyczyną. Są też bardzo małe kraje stanowiące oddzielne organizmy polityczne, jak Singapur. Przez kilka lat stawiały na pewne odważne rozwiązania. Doprowadziło to do tego, że ich uczelnie zaczęły być widoczne na tle krajów całego świata. Najważniejsze, aby nasz kraj mógł wejść w konkurencję twórczą. Najlepsi naukowcy są „podkupowani” przez znaczące na świecie uniwersytety. Aby to powstrzymać nasi uczeni muszą mieć stworzone przede wszystkim dobre warunki funkcjonowania naukowego. Liczą się także dobre warunki bytu.

M.Ch.: Czy Pana zdaniem mamy wśród polskich naukowców osoby, które mogą ubiegać się o nagrodę Nobla?

W.M.: Mam problem ze wskazaniem pojedynczych nazwisk. Pamiętamy o odkryciach pojedynczych osób. Przykładem jest fizyczka i chemiczka Maria Skłodowska-Cure. Podczas trzeciej edycji Nobla, nagroda trafiła do Polki i jej męża Piotra Curie. Były to jednak inne czasy. Obecnie, aby dojść do przełomowych odkryć, trzeba pracować zespołowo.

PDF

Zobacz także