Ostatnie miejsce na świecie, gdzie nie ma koronawirusa

Fot. Getty Images/iStockphoto
Na zamarzniętym i opuszczonym obszarze Antarktydy nie odnotowano żadnego przypadku zakażenia koronawirusem. To ostatnie miejsce na świecie, którego nie dotknęła epidemia. Naukowcy, którzy wyjechali tam jeszcze przed jej wybuchem, przeczekują ten czas w swoich bazach badawczych.
Medexpress 2020-04-15 14:19

Alejandro Valenzuela Pena, dowódca marynarki wojennej, który przebywa teraz w chilijskiej bazie naukowej na Antarktydzie, jest przyzwyczajony i przygotowany do życia w izolacji. Jednak, jak sam twierdzi to, co się dzieje na świecie w związku z pandemią sprawia, że poczucie odosobnienia wymyka się całkowicie porządkowi wpisanemu w jego zawód. Jego stuosobowa załoga morska, która znajduje się w Escudero w Bahia Fildes, na południowym zachodzie od wyspy Króla Jerzego, jest bezpieczna dzięki wcześnie wprowadzonym środkom ostrożności. Ruch turystyczny lotniczy i oceaniczny został wstrzymany na początku marca. Argentyna była zaś jednym z pierwszych krajów na świecie, który na początku lutego przekazał swoim 170 naukowcom i wojskowym, przebywającym na Antarktydzie, wytyczne na temat ochrony przed wirusem. Wszystkie bazy zostały zamknięte na czas. Nawet sklepik z pamiątkami przy rosyjskiej bazie wojskowej, w którym sprzedawane były pluszowe pingwiny i t-shirty ozdobione twarzą prezydenta Rosji, Władimira Putina i w którym turyści chętnie kupowali pocztówki z pobliskiej chilijskiej bazy, został zamknięty jako potencjalne źródło rozprowadzania infekcji.
Doktor Alexandra Isern, szefowa Sekcji Nauk Antarktycznych Stanów Zjednoczonych, powiedziała, że środki ostrożności takie, jak częste mycie rąk są od dawna powszechne w bazach antarktycznych. W ciasnej przestrzeni życiowej, w której przychodzi funkcjonować naukowcom na co dzień, choroby mogą się szybko rozprzestrzeniać, dlatego przestrzeganie protokołów higieny od zawsze było respektowane.


Niestety obostrzenia, które wprowadzono na Antarktydzie wiążą się również z ograniczeniem aktywności, które pomagają naukowcom zabić czas w tych specyficznych warunkach pracy. Turnieje ping-pongowe i koszykówki między bazami z wielu krajów zostały odwołane. Jedynym towarzystwem dla załóg naukowców i personelu wojskowego są słonie morskie i pingwiny. A wszystko to w otoczeniu gór lodowych i równin śnieżnych.
Wiadomo jednak, gdzie w tym roku odbyła się największa na świecie impreza w dniu św. Patryka. W amerykańskiej stacji McMurdo, która może pomieścić do 1200 osób.

Wielu badaczy epidemia zaskoczyła na odległym lądzie i utrudnia im powrót do domu. W sumie na Antarktydzie jest około 80 baz, w których mieszka zwykle około 5000 osób z takich krajów jak Stany Zjednoczone, Chile, Argentyna, Wielka Brytania, Hiszpania i Chiny.

Kiedy Kelly Hogan, geolog morski i geofizyk pożegnała się przed wyruszeniem na misję pod koniec stycznia ze swoją 10-letnią córką, o COVID-19 jeszcze nikt nie słyszał. Baza British Antarctic Survey na Adelaide, lodowej wyspie, znajduje się 9 000 mil od jej domu w Cambridge. Jednak dla Hogan tej odległości dzisiaj nie da się określić żadna liczbą. Badaczka spędziła dwa miesiące na lodołamaczu u podnóża lodowca Thwaites o wielkości Wielkiej Brytanii. Ma nadzieję, że powiedzie się misja przetransportowania jej i pozostałej ekipy małymi samolotami na Falklandy, skąd woskowy samolot przetransportuje ich do domu.

Stijn Thoolen, 29-letni badacz z Europejskiej Agencji Kosmicznej, od listopada pracuje w stacji Concordia na Antarktydzie. Przyznaje, że otaczająca go natura, ekstremalne zimno i szybko zapadająca ciemność sprawiają, że czuje się, jakby żył na innej planecie. Thoolen jest częścią 12-osobowej załogi i wykonuje eksperymenty biomedyczne porównujące zimowe środowisko Antarktydy z misjami kosmicznymi. Łącze internetowe, z którego korzysta, pozostawia wiele do życzenia, więc do Thoolena docierają wiadomości z pewnym opóźnieniem. Oglądając w Internecie ludzi oklaskujących pracowników służby zdrowia w Nowym Jorku czy we Włoszech powiedział, że dopiero wirus pokazał mu jak wszyscy są od siebie zależni.

Czy epidemia, której nie wykryto na Antarktydzie, będzie miała jakiś wpływ na prowadzone tam prace badawcze? Według ekspertów całkiem poważne. Peter Convey, profesor z British Antarctic Survey, ostrzega, że obecna sytuacja może zakłócić kluczowe monitorowanie wskaźników zmian klimatu i przerwać ciągłość długoterminowego pobierania próbek materiałów badawczych.

Źródło: Reuters/ABC News/ Financial Times

PDF

Zobacz także