OZZPiP: Chcemy konkretnych rozwiązań, a nie kolejnych zespołów

Fot. OZZPiP
Dość opowiadania co będzie w przyszłości. Za trzy lata może trzeba będzie pogasić światła. Nie będzie pielęgniarek. One nawet nie muszą wyjeżdżać. One odejdą na emerytury. - mówi Zdzisław Bujas – wiceprzewodniczący OZZPiP.
Piotr Barciuk 2017-10-19 19:17

Nie jest tajemnicą, że jeśli rezydenci odeszliby od łóżek, to sieć szpitali i cała ochrona zdrowia padnie. Czy podobnie będzie jeśli pielęgniarki odejdą od łóżek pacjentów?

Krystyna Ptok – przewodnicząca OZZPiP: My nie musimy w tej chwili przeprowadzać żadnej formy protestu, tylko musimy się zjednoczyć jako grupy zawodowe i zdecydować, że pracujemy w jednym miejscu. I wtedy sieć szpitali "zostanie zrobiona" przez pracowników ochrony zdrowia. Będą zamykane oddziały. Tylko nasza praca w dwóch, trzech miejscach, oprócz podstawowego miejsca zatrudnienia, pozwala w tej chwili zabezpieczać świadczenia pacjentom. Już mieliśmy sytuację w okresie letnim w szpitalu w Szczecinie, gdzie na krótko został zawieszony oddział psychiatrii dziecięcej z powodu braku pielęgniarek. Mamy sygnały ze szpitali klinicznych, ze szpitali wojewódzkich, że coraz więcej jest godzin nadliczbowych. Pracodawcy tych godzin nie chcą wypłacać. Mówią, że mamy wybierać dni wolne, co skutkuje sytuacją, że pacjentami w oddziale trzydziestoosobowym zajmuje się w nocy jedna pielęgniarka. Pacjenci sygnalizują swoje niezadowolenie, bo oczekują opieki na wyższym poziomie. W tej chwili w wielu miejscach nie spełniamy minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek.

Dlaczego więc od lat zgadzacie się na łamanie prawa, bo przecież wszyscy wiedzą, że i pielęgniarki i lekarze rezydenci i ratownicy medyczni pracują ponad normy. Gdzie tu są związki zawodowe?

Zdzisław Bujas – wiceprzewodniczący OZZPiP: Od co najmniej szesnastu, albo i dwudziestu lat OZZPiP mówi o tym problemie. Proszę jednak zauważyć, że pielęgniarki nigdy nie zostawiły pacjentów. Dla nas pacjent naprawdę, to nie jest tylko hasło, jest najważniejszy. I to będziemy zawsze powtarzać. Dzisiaj dzieję się tak: jeżeli w danym szpitalu jest niedobór pielęgniarek, to się daje nadgodziny. Jeżeli jednak po czterdziestu latach pracy, mając wyższe wykształcenie pielęgniarka dostaje marne pieniądze, to co ma zrobić? Musi dodatkowo pracować. Możemy jednym ruchem zatrzymać pracę w dodatkowych podmiotach. Ale to się odbije na pacjentach. Nie chcemy tworzyć atmosfery niepokoju, niezadowolenia. Ale oczekujemy konkretnych, logicznych rozwiązań, a nie kolejnych zespołów, których prace trwają od roku, od dwóch. Te zespoły niczego nie wnoszą. Proszę zauważyć, że te zespoły się mnożą, powstają po kolei, ale nie ma z tego efektu. I dlatego mówimy jedno. Popieramy działania rezydentów i oczekujemy działania rządu dla właściwego zabezpieczenia obywateli naszego kraju w opiekę zdrowotną. Dość opowiadania co będzie w przyszłości. Za trzy lata może trzeba będzie pogasić światła. Nie będzie pielęgniarek. Ja już nie mówię, że one powyjeżdżają. One odejdą na emerytury. Nie będą już miały siły. Pielęgniarki pracują po 300 - 400 godzin w miesiącu. Robią to z troski o pacjenta.

Jest już pomysł, żeby ułatwić medykom ze Wschodu pracę w Polsce. Czy nie boicie się, że oni zastąpią i pielęgniarki i młodych lekarzy?

Krystyna Ptok: Pielęgniarki z Ukrainy nie są przygotowane zawodowo, żeby w Polsce uzyskać kwalifikacje, czyli nostryfikacje dyplomów, by móc świadczyć pracę. One dopiero w tym roku rozpoczęły kształcenie na takim poziomie, jak wykształcone są pielęgniarki w Polsce. Musi więc trochę wody upłynąć zanim one zasilą kadry w Polsce. Poza tym one też się uczą języka angielskiego i będą wyjeżdżać do Anglii. Irlandii, Niemiec czy Danii. Albo do Szwajcarii. Szwajcaria płaci pielęgniarkom bardzo dobrze. Na razie więc nie obawiamy się takiej sytuacji.

PDF

Zobacz także