SM - problemem pozostaje dostępność do terapii

Selmaj
O dostępności pacjentów z SM do leczenia terapiami drugiego rzutu z prof. Krzysztofem Selmajem, kierownikiem Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, rozmawia Alicja Dusza.
Alicja Dusza 2014-09-25 07:00

O dostępności pacjentów z SM do leczenia terapiami drugiego rzutu z prof. Krzysztofem Selmajem, kierownikiem Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, rozmawia Alicja Dusza.

Alicja Dusza: Blisko dwa lata temu Ministerstwo Zdrowia wprowadziło program lekowy drugiego rzutu dla pacjentów ze stwardnieniem rozsianym. Proszę powiedzieć, jak wygląda dziś ich dostęp do leczenia?

prof. Krzysztof Selmaj: Dostępność do leczenia jest nadal ograniczona, ponieważ program ten jest bardzo restrykcyjny. Zakłada on warunki znacznie ostrzejsze niż warunki rejestracyjne leków przeciw tej chorobie. W związku z tym są one przez pacjentów trudne do spełnienia, przez co nieduża ich liczba może z tego leczenia skorzystać.

Jakie są to ograniczenia, skoro nie dla wszystkich jest ten program?

Połączone są kryteria kliniczne z rezonansowymi. Szczególną trudność powodują rezonansowe, czyli konieczność udowodnienia kilku zmian aktywnych w badaniu rezonansowym w połączeniu z dużym postępem klinicznym. To powoduje, że liczba pacjentów, którzy się kwalifikują do tego leczenia, jest ograniczona.

Porozmawiajmy o skutkach braku tej terapii. Co się dzieje, jeśli pacjent z SM nie jest leczony?

Stwardnienie rozsiane jest chorobą progresywną. Nieuchronnie, w różnym tempie, prowadzi do rozwoju choroby. Rozwój SM to niesprawność, zaburzenia chodzenia i różnych innych czynności, które powodują u pacjenta duże problemy egzystencjalne.

Proszę powiedzieć o pacjentach z pierwszym rzutem choroby. Co, jeśli nie pomaga leczenie interferonami?

Pacjenci tylko z pierwszym, pojedynczym rzutem choroby również mają w Polsce duży problem. I również mogą nie uzyskać leczenia refundowanego. NFZ oczekuje kolejnego zaostrzenia choroby, by można ją było rozpoznać w sposób bardzo pewny. Natomiast my wiemy, że po pierwszym incydencie choroby prawdopodobieństwo jej rozwoju bliskie jest stu procentom. W związku z tym prawie we wszystkich krajach europejskich leczenie zaczyna się już we wczesnym etapie tej choroby. To bardzo ważne, ponieważ leki, którymi dysponujemy, są prewencyjne, czyli hamują rozwój choroby, ale nie odwracają już skutków przez nią wywołanych. W związku z tym opóźnianie leczenia jest niekorzystne, zaś jak najszybsze odwrotnie - bardzo korzystne dla dalszych efektów terapeutycznych.

Gdyby Pan Profesor miał podsumować dostępność do nowoczesnych terapii w Polsce, to jak wyglądałoby to w porównaniu z innymi krajami europejskimi?

Uczciwie mówiąc, trzeba zaznaczyć, że w ostatnim czasie dokonał się postęp – została zniesiona wreszcie granica czasowa refundacji. Wcześniej też została zniesiona granica wieku. Pacjenci mogą zmieniać terapię pierwszoliniową w zależności od skuteczności. Głównym problemem pozostaje dostępność do terapii. Przeznaczane fundusze ciągle są ograniczane. W związku z tym nadal istnieją kolejki pacjentów oczekujących na możliwość rozpoczęcia terapii.

PDF

Zobacz także