„Prezent ślubny. Historia pacjenta ze szpiczakiem plazmocytowym”

Jakub Bartkowiak ma 34 lata, mieszka i pracuje w Zielonej Górze. Cierpi na szpiczaka plazmocytowego. Choroba dała o sobie znać w nietypowych okolicznościach kilka lat temu.
Kalina Gierblińska 2019-03-29 07:23

Była dla niego ciosem. Splot kolejnych wydarzeń od momentu diagnozy każe dziś wierzyć Jakubowi w to, że spotkało go ogromne szczęście. „Chciałbym, żeby ta rozmowa trafiła też do pacjentów, którzy zostali świeżo zdiagnozowani, żeby dała im nadzieję, że pomimo tego, że […] stan fizyczny pacjenta na początku jest naprawdę trudny, że jesteśmy osobami niepełnosprawnymi, to […] widać, że jest się w stanie to pokonać, że wracamy do normalnego życia” ─ mówi bohater reportażu.

Kiedy spotkaliśmy się z Jakubem, przyznał, że do tej chwili się nie denerwował. Historia, którą zdecydował się z nami podzielić, wciąż jest dla niego trudna i wywołuje emocje, ale sam jednak wie, jak ważne jest dawanie innym pacjentom wsparcia. Jakub współpracuje z fundacją Carita, której prezesa, Łukasza Rokickiego, poznał w czasie leczenia w szpitalu. Na początku trudno było mu podjąć decyzję o dołączeniu do Carity, ale z perspektywy czasu żałuje, że nie zrobił tego wcześniej. Jak sam podkreśla, inni pacjenci i ich doświadczenia wniosły bardzo dużo w jego walkę z chorobą. Teraz może się odwdzięczyć. „Łukasz poprosił mnie, abym skontaktował się z nowo zdiagnozowanym pacjentem. Wiadomo, że na początku każdy pacjent onkologiczny jest pogubiony… […] Z tą osobą rozmawiałem już kilka razy. To, co jest najlepsze w tym wszystkim to to, że ta osoba przyznała, że jest jej naprawdę lżej. Dlatego, że to są słowa pacjenta skierowane do pacjenta. […] Łatwiej jest w takiej sytuacji przyjąć wiedzę na temat choroby i jest łatwiej o to, by mniej się bać.”

Spotkaliśmy się w słoneczny dzień. W mieszkaniu Jakuba było jeszcze widniej od ciepłego koloru wnętrza. Gdy kończyliśmy rozmowę, naszą uwagę zwróciło kilka figurek, które zaczęły rzucać na ścianę niewyraźny cień.

─ Kolekcjonujesz anioły?

─ Po prostu z nami są ─ odpowiedział Jakub

─ A w czasie choroby czułeś, że był z tobą jeden z nich?

─ Myślę, że ten anioł stróż jest, ale jest on też w postaci osób, które pomagały mi, które cały czas są przy mnie. To jest największa wartość dla pacjenta mieć właśnie takie osoby, które wesprą, które nie tylko mówią, że będzie dobrze, strasznie nie lubiliśmy tego stwierdzenia […], bo nikt tego nie wie czy będzie dobrze. Trzeba jednak stawić czoła tej sytuacji i mając oparcie w kimś, kto pomaga jest z tym o wiele łatwiej. Wydaje mi się, że każdy ma takiego swojego anioła stróża i że powinien wierzyć w to, że nadejdzie w końcu taki czas, kiedy uda się tę chorobę pokonać całkowicie. Już teraz wiemy, że jest to choroba przewlekła, natomiast liczymy na to, że będzie to choroba całkowicie uleczalna.

Jak potoczyła się historia Jakuba? Zapraszamy do obejrzenia reportażu.

PDF

Zobacz także