Maciej Kuś: Problem agresji wobec służb ratunkowych jest dosyć nowym zjawiskiem

Sick patient with paramedic in ambulance treatment
Thinkstock/GettyImages
- Nie znam osoby związanej z ratownictwem medycznym, która nie zetknęłaby się z agresją ze strony pacjentów lub osób będących na miejscu zdarzenia. Jeden z pacjentów do dzisiaj odsiaduje wyrok za atak nożem na mojego kolegę z zespołu - powiedział kierownik Pogotowia Ratunkowego w Kętrzynie Maciej Kuś.
Medexpress 2019-01-14 13:35

Martyna Chmielewska: Ratownicy coraz częściej spotykają się z agresją ze strony pacjentów bądź ich bliskich. Pacjenci atakują pięściami, ostrymi przedmiotami, niektórzy nie boją się także użyć broni palnej. Czy często spotyka się Pan z tego typu sytuacjami?

Maciej Kuś.: Z pomocą doraźną jestem związany od 1996 roku. Może miałem szczęście, ale zawsze na swojej drodze spotykałem życzliwych, uśmiechniętych ludzi. Pamiętam, iż lekarze i pielęgniarki były bardzo pozytywnie nastawione wobec pacjentów. Zawsze czekali w drzwiach szpitala na pacjenta wiezionego przez karetkę. Kolegów i koleżanki, którzy troszczyli się o to aby młody mógł się jak najwięcej nauczyć. Kiedy pojechaliśmy karetką z lekarzem POZ na tzw. „melinę”, to zawsze byliśmy traktowani z dużym szacunkiem, ponieważ przyjechaliśmy pomóc choremu. Pojęcie przemocy było nam obce.

M.Ch.: Niestety większość ratowników spotyka się z agresją ze strony pacjentów i ich bliskich. Jak Pan sądzi z czego to wynika?

M.K.: Tak naprawdę problem agresji wobec służb ratunkowych jest dosyć nowym zjawiskiem. W ostatnich latach ulega ono nasileniu. Początkowo był to problem zwłaszcza w dużych aglomeracji miejskich. Obecnie agresja słowna czy przemoc fizyczna zaczyna być wpisana w ryzyko zawodowe pracowników służb ratunkowych w całym kraju. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że
agresywne zachowania pacjentów czy ich rodzin wobec zespołów wyjazdowych to wypadkowa zachowań członków społeczeństwa.
Wyraźnie to obserwujemy również w innych dziedzinach życia. Najlepszym tego przykładem jest wczorajsza tragedia w Gdańsku.
Pamiętajmy również o tym, że przez ostatnie kilkanaście lat zmienił się również profil wyjazdów, które realizują zespoły RM.

M.Ch.: Co się dokładnie zmieniło?

M.K: Większość zespołów nie ma w swoim składzie lekarza. Ratownicy zastępują lekarzy POZ. W wielu przypadkach rodzi to konflikt. A wszystko dlatego że rodzina wyraźnie prosiła o przyjazd lekarza. Podobna sytuacja ma miejsce w nocy, a także w czasie dni
wolnych od pracy. Lekarze Nocnej i Świątecznej Pomocy Lekarskiej odmawiają wizyt domowych. Każą wzywać zespoły ratownictwa medycznego. Pacjent, u którego nie ma bezpośredniego zagrożenia życia, a któremu ratownicy nie są w stanie z racji braku kompetencji
zawodowych pomóc na miejscu, wielokrotnie jest transportowany do szpitala. Tam następuje kolejny konflikt na linii zespół - personel; Szpitalny Oddział Ratunkowy czy Izba Przyjęć. W takich przypadkach pojawiają się zachowania, które możemy nazwać agresją słowną. Kolejną sprawą jest zdecydowanie większa liczba wezwań do osób będących pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, często zupełnie niewymagających pomocy medycznej. Z takimi osobami, zwłaszcza jeśli są agresywne, trudno racjonalnie rozmawiać. W małych miastach nie zawsze możemy liczyć na wsparcie drugiego zespołu czy policji, ponieważ w tym samym czasie jednostki te realizują inne zadania. Jeśli do tego dodamy ustawową możliwość tworzenia 2 osobowych zespołów, to tak naprawdę często jesteśmy postawieni w sytuacji patowej.

M.Ch.: Dlaczego?

M.K.: Jeden ratownik nie jest w stanie samodzielnie kontrolować agresywnego pacjenta w trakcie transportu. Nie znam osoby związanej z ratownictwem medycznym, która nie zetknęłaby się z agresją ze strony pacjentów lub osób będących na miejscu zdarzenia. Kilkukrotnie znalazłem się w sytuacji, gdzie dzięki refleksowi, spostrzegawczości kolegów czy koleżanek moje życie zostało uratowane. Jeden z „pacjentów” do dzisiaj odsiaduje wyrok za atak nożem na mojego kolegę z zespołu. Nasze odczucia po takich wyjazdach nie należą do
najprzyjemniejszych. Zawsze bardzo przeżywamy. Dużo o tym dyskutujemy. Staramy się rozładować negatywne emocje.

M.Ch.: Czy w Państwa firmie istnieje program wsparcia psychologicznego?

M.K.: W naszej firmie istnieje program wsparcia psychologicznego, który ma za zadanie po pierwsze pomóc uwolnić się od negatywnych emocji związanych z określonymi przeżyciami a po drugie sprawić aby osoby, które były narażone na duży stres zawsze miały możliwość skorzystania z pomocy psychologów znających specyfikę pracy w ratownictwie medycznym.

M.Ch.: Co zrobić, żeby zminimalizować ryzyko agresywnych zachowań wobec członków zespołów ratownictwa medycznego?

M.K.: Trzeba wprowadzić zmiany w prawie. A wszystko po to, aby ratownicy byli odpowiednio chronieni.

PDF

Zobacz także