Problemy lekarzy pierwszego kontaktu i ich pacjentów

Fot. Thinkstock / Getty Images
Szacuje się, że w Polsce na jednego lekarza pierwszego kontaktu przypada około 1 500 pacjentów więcej, niż w rozwiniętych krajach Europy Zachodniej.
Radosław Zachara 2017-10-05 08:05

Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej na dzień 31.07.2017 roku w Polsce było 11 098 lekarzy specjalistów medycyny rodzinnej. Sytuację kadrową nieco poprawiają lekarze w trakcie szkolenia specjalizacyjnego, a także specjaliści innych dziedzin medycyny, pracujący w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej. Mimo to szacuje się, że w naszym kraju na jednego lekarza pierwszego kontaktu przypada około 1 500 pacjentów więcej, niż w rozwiniętych krajach Europy Zachodniej. Wykształcenie nowych kadr medycznych jest procesem długotrwałym. Do czasu zwiększenia liczby lekarzy POZ można skupić się na wdrażaniu ułatwień w prowadzonej przez nich działalności.

Jednym z zajęć, które pochłaniają zbyt dużo czasu lekarza, jest wypełnianie rozbudowanej dokumentacji medycznej. Nie można podważać konieczności rzetelnego i skrupulatnego jej prowadzenia, zarówno dla dobra pacjenta jak i samego lekarza. Jednak często zdarza się, że jest on zobowiązany do wypełniania wielu dokumentów, takich jak książeczki zdrowia, bilanse czy dokumentacja elektroniczna, a zawarte w nich informacje są multiplikowane. Wymaga to wpisania tego samego zakresu informacji do dokumentacji wewnętrznej (czy to w formie elektronicznej czy papierowej), a następnie powielenia w książeczce zdrowia dziecka lub karcie bilansowej. Z tej przyczyny lekarz poświęca czas na przepisywanie treści dokumentacji, zamiast skupić się na diagnostyce, planowaniu terapii lub rozmowie z pacjentem, co według badań przyczynia się do przestrzegania przez chorego zaleceń terapeutycznych (compliance). Kilkukrotne wpisywanie tych samych treści, wiele razy w ciągu dnia, powoduje także błędy i niespójności w dokumentacji medycznej. Elektroniczna dokumentacja z opracowanym profilem, do którego dostęp ma pacjent, lub możliwość drukowania wcześniej określonej i zdefiniowanej w programie części zawartych informacji dla pacjenta, znacznie uprościłaby pracę lekarza, dodatkowo zwiększając jej efektywność.

Wizyta pacjenta w przychodni wiąże się ze stresem, a często też z frustracją spowodowaną długim oczekiwaniem na przyjęcie w gabinecie lekarskim. Kolejka do gabinetu częściowo składa się z osób, których terapia została już wcześniej ustalona, a samopoczucie oraz pomiary wykonywane samodzielnie przez pacjenta w domu w okresach między wizytami lekarskimi (np. pomiar ciśnienia tętniczego krwi, poziomu glikemii, pulsoksymetria, pikflometria), świadczą o zadowalającym stopniu kontrolowania choroby. W tym przypadku lekarz mógłby zadecydować o wprowadzeniu tak zwanej recepty powtarzalnej, czyli wydawaniu leków przez dłuższy niż zazwyczaj czas. Pacjent, po kolejne opakowania leków, mógłby pójść prosto do apteki, gdzie odpowiednio przeszkolony farmaceuta, po zebraniu krótkiego wywiadu, mógłby wydać leki. Jest to duże ułatwienie zarówno dla pacjenta, jak i dla lekarza. Jednak recepta powtarzalna nie jest narzędziem przeznaczonym dla każdego chorego. Jej wydanie musiałoby wiązać się z rozwinięciem u pacjenta wysokiego stopnia świadomości dotyczącej choroby, jej monitorowania, celowości terapii oraz z poczuciem współodpowiedzialności za swoje zdrowie. W przypadku pogorszenia stanu zdrowia, nawet posiadając zapas leków, konieczna jest wizyta u lekarza. W obecnym stanie prawnym, recepty i zlecenia na sprzęt pomocniczy (np. pieluchomajtki, cewniki, worki stomijne) mogą powielać pielęgniarki ze stopniem magistra pielęgniarstwa. Jednak skomplikowany system refundacji, w którym taryfikacja zależy nie tylko od rodzaju choroby, ale i od stopnia nasilenia jej w danym okresie oraz brak jasno określonej odpowiedzialności karnej i cywilnej (odpowiedzialność pielęgniarki czy nadzorującego jej pracę lekarza) w przypadku wadliwej ordynacji leków i wyrobów medycznych powoduje, że rozwiązanie jest rzadko stosowane.

W ostatnim czasie rodzice coraz częściej nie chcą szczepić swoich dzieci. Sytuacje te są często nagłaśniane przez media, ale rzeczywistość pokazuje, że ciągle dotyczą one niewielkiej części ogółu pacjentów. W wielu szkołach nadal istnieją gabinety medycyny szkolnej, gdzie mogłyby być wykonywane procedury profilaktyczne przewidziane przepisami prawa. W obecnej sytuacji dzieci i młodzież często nieterminowo zgłaszają się na bilanse i szczepienia do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, który wykonuje te procedury. Dodatkowo, w przypadku nieletnich konieczne jest zgłoszenie się z rodzicem lub opiekunem prawnym. Zmiany legislacyjne umożliwiające bilans w szkole, przy udziale pielęgniarki szkolnej byłby ułatwieniem zarówno dla rodziców jak i dla lekarzy. Ponadto, przykładowo raz na miesiąc, lekarz mógłby nadzorować przebieg szczepienia (poprzedzonego pisemną zgodą rodzica lub notyfikacją w e-dzienniku, co wymagałoby zmian legislacyjnych) w gabinecie medycyny szkolnej. Było to praktykowane w zbliżonej formie jeszcze kilka lat temu.

Pomysłów na poprawę organizacji funkcjonowania podstawowej opieki zdrowotnej jest wiele. Większość z nich skupia się na poprawie sytuacji kadrowej, co jest procesem długotrwałym. Inne wymagają zaangażowania większej ilości środków, co od wielu lat znajduje się w sferze obietnic. Z tych względów warto zaangażować się w opracowywanie rozwiązań, które bezkosztowo lub przy pomocy ograniczonych nakładów finansowych poprawią organizację pracy podstawowej opieki zdrowotnej.

Radosław Zachara - Ekspert Fundacji im. Lesława A. Pagi

PDF

Zobacz także