Prof. Janusz Heitzman: Dla chorych na schiozofrenię szpital to tortura

Fot. MedExpress TV
- Konieczne jest stworzenie systemu, który zabezpieczy rodziny chorych i pozwoli funkcjonować pacjentom poza szpitalem - mówi prof. Janusz Heitzman, dyrektor Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.
Edyta Hetmanowska 2018-04-23 11:20

Najważniejszą kwestią jest równość opieki dla pacjentów chorujących na schizofrenię. Niezależnie czy chory mieszka w Warszawie czy na Podlasiu − powinien mieć taki sam dostęp do gwarantowanej opieki związanej nie tylko z zapewnieniem szpitalnego łóżka, ale także opieki środowiskowej, w obszarach takich jak: codzienna opieka terapeutów środowiskowych, wsparcie ze strony pielęgniarki czy ratownika medycznego. Musimy patrzeć na problemy osób ze schizofrenią nie z perspektywy ich izolowania, leczenia w szpitalach psychiatrycznych, ale z perspektywy ich funkcjonowania w normalnym życiu, czyli w środowisku rodzinnym, zawodowym i edukacyjnym. I wreszcie trzeba też pamiętać o tym, że jeżeli mamy osobę chorującą na schizofrenię, to jej problemy w środowisku, obejmują również rodzinę i najbliższych. Osoby opiekujące się chorym są poddane obciążeniom psychologicznym i psychicznym. One wymagają wsparcia psychologicznego i instytucjonalnego, by mogły sobie radzić z problemami osoby chorującej. Osoby najbliższe stoją na pierwszej linii rozwiązywania różnego rodzaju trudnych spraw, sytuacji, lęków i zagrożeń, poczucia odrzucenia oraz nieufności, których osoba chorująca doznaje ze strony każdego z nas, ponieważ obawiamy się jako społeczność, osób od nas innych, które zachowują się w stosunku do nas nieufnie. Czasami zbyt daleko sięgamy w swojej ostrożności i staramy się taką osobę eliminować, wysłać do szpitala. Izolowanie osoby z zaburzeniami psychicznymi, zamykanie jej przed innymi, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Co więcej, szpital psychiatryczny dla osoby chorującej na schizofrenię czy z zaburzeniami psychicznymi to nic innego jak tortura, która powoduje, że jeszcze bardziej odpychającym i zagrażającym staje się dla niej świat na zewnątrz.

Najnowsze standardy leczenia chorób psychicznych, a szczególnie chorób o charakterze psychotycznym muszą sięgać do dwóch obszarów. Z jednej strony właśnie do opieki środowiskowej i odejścia od XIX-wiecznego modelu lazaretowego, czyli izolowania pacjenta i odsuwania go od normalnego życia, a z drugiej strony powinien być zapewniony dostęp do jak najnowocześniejszych form leczenia. Myślę tu przede wszystkim o farmakoterapii. Ta najbardziej współczesna farmakoterapia dochodzi do Polski niestety mozolnie i powoli. Nie stać nas albo nie kładziemy nacisku na to, aby finansować dostęp do najbardziej nowoczesnych leków przeciwpsychotycznych, które można podawać pacjentom jak najrzadziej i jako leki innowacyjne działają na pacjenta w sposób bezpieczny, bez działań ubocznych, niepożądanych (jakie są charakterystyczne dla starych leków przeciwpsychotycznych). Te najnowsze technologie leków psychotycznych są oczywiście kosztowne, ale nie możemy na nich oszczędzać. Bo jeśli oszczędzamy na tym, to pogłębiamy inne koszty związane z tym, że dochodzi do wcześniejszej inwalidyzacji, tworzenia batalionu niepełnosprawnych osób, które państwo musi przecież finansować i utrzymywać. Boli nas tu przede wszystkim, że mimo dostrzegania, że opieka psychiatryczna w stosunku do osób najbardziej biednych, które same się nie upomną o swoje prawa, jest traktowana przez osoby decydujące w sposób deklaratywny. Wiemy, że opieka ta jest niedofinansowana, że coś się tym chorym należy, ale nic w tym kierunku tak naprawdę nie robimy. Szuka się tylko możliwości, by populacja osób, mogących korzystać z opieki, choćby w formie refundowanych leków psychotycznych o długim spektrum działania podawanych raz na miesiąc lub cztery razy w roku, była jak najwęższa. Mnożymy różnego rodzaju administracyjno-formalne ograniczenia. Lekarz musi wykazać w dokumentacji, że osoba uporczywie nie podejmuje współpracy z lekarzem, że osobie tej podawano leki stare generacji dające objawy uboczne itp. To pewnego rodzaju hipokryzja. Z jednej strony widzimy problem, bo dobrze się pochylać nad ubogim i biednym, ale poza deklaracjami nie idą rozwiązania o charakterze systemowym. A te rozwiązania to jak największe położenie nacisku na opiekę środowiskową, reformowanie szpitali psychiatrycznych i ich dofinansowanie, bo dziś są one w strasznym stanie. Brak pieniędzy nie tylko na płace dla personelu (nikt nie chce tu pracować i są masowe zwolnienia), ale i infrastrukturę, która obecnie przypomina okres sprzed 60 czy nawet 100 lat. Oddziały psychiatryczne różnią się wyraźnie od kardiologicznych czy hematologicznego w sensie środowiska przyjaznego dla chorego. Przy obecnej wycenie świadczeń z psychiatrii z trudem starcza na zapewnienie tzw. serwisu hotelowego, czyli wyżywienia pacjentów. Tam gdzie chodzi o leczenie dostęp do najnowocześniejszych leków jest ograniczony, mamy zagęszczone sale, nie wymieniane meble, coraz mniejszy dopływ kadr, bo na tym się oszczędza. Nie może być tak, że psychiatria, na którą przeznacza się z ogólnej sumy świadczeń zdrowotnych 3,5 procent, dalej tak funkcjonowała. W Europie średnia na potrzeby psychiatryczne to ok. 6 procent wszystkich środków przeznaczonych na zdrowie. A w bardziej rozwiniętych cywilizacyjnie i kulturowo krajach ten procent sięga od 10 do 12 procent. Świadczy to, że w społecznościach, gdzie poziom kulturowo-cywilizacyjny jest niższy, przeznacza się mniej środków na te najwyższe potrzeby, czyli dotyczące sfery psychicznej.

Leki długo działające przeciwpsychotyczne o przedłużonym sposobie wchłaniania są dla pacjentów bezpieczne i korzystne. Pacjent nie musi codziennie myśleć o zażyciu tabletki, ma poczucie coraz większej sprawności i zdrowia. Może swoją aktywność skierować na pracę zawodową, rodzinę i rozwijanie siebie.

Ale na tym oczywiście się nie kończy. Tutaj konieczne jest stworzenie systemu, który zabezpieczy te rodziny i pozwoli funkcjonować pacjentom poza szpitalem. To są naczynia połączone. Muszą być środki na to, żeby pacjent miał opiekę terapeuty środowiskowego i pielęgniarki środowiskowej, by w sytuacji kryzysu rodzina mogła zwrócić się do punktu koordynacyjno-diagnostycznego, który będzie wiedział co z pacjentem zrobić. Czy skierować go do szpitala albo podać mu w ambulatorium lek długo działający.

Artykuł powstał w ramach kampanii "Czy nas widzicie?!" której partnerem jest firma Janssen.

PDF

Zobacz także