Prof. Owczarek: potrzebne są nowe leki dla pacjentów z ciężką postacią łuszczycy

Fot. MedExpress TV
Gościem Iwony Schymalli jest prof. Witold Owczarek, kierownik Kliniki Dermatologii Wojskowego Instytutu Medycznego.
Iwona Schymalla 2020-06-22 12:03

Wiemy, że łuszczyca to są przede wszystkim bardzo uciążliwe zmiany skórne, ale z drugiej strony choroby współistniejące. Jak wygląda życie pacjentów z umiarkowaną i ciężką postacią łuszczycy?

To na pewno bardzo trudne życie, ponieważ zmiany skórne są stygmatyzujące społecznie. Wielu naszych pacjentów cierpi z powodu tego, że widoczne zmiany skórne nastręczają dużo problemów dnia codziennego. Proszę wziąć pod uwagę również to, że choroby współistniejące rozwijające się szybciej i ciężej u pacjentów, którzy mają przebieg umiarkowany i ciężki. Jest cała masa chorób współistniejących, oprócz tych, które mają wspólne podłoże patogenetyczne, jak łuszczycowe zapalenie stawów, ale także tych, które są wynikiem ogólnoustrojowego stanu zapalnego, jak m.in. zespół metaboliczny, który częściej występuje u tych pacjentów. Wielu naszych pacjentów cierpi z powodu zmiany stylu życia wymuszony stygmatyzującymi zmianami skórnymi, ale także lekami, które w pewien sposób wpływają na ich działania niepożądane, również warunkując życie naszych chorych.

Czyli choroba ta wpływa na każdy aspekt życia pacjentów, odbija się na pracy, relacjach z najbliższymi, na całym życiu społecznym pacjenta. To też jest niezwykle ważne przy podejmowaniu istotnych decyzji terapeutycznych.

Coraz częściej o tym mówimy. Większa część chorych - 75 procent, ma pierwsze objawy choroby w młodym wieku, czyli poniżej 45 roku życia. Są to więc osoby aktywne zawodowo, społecznie, mające swoje plany. Pojawienie się zmian skórnych oraz rozwój choroby, często utrzymywanie się jej przez jakiś czas, istotnie wpływa na decyzje życiowe chorych, jak i inne aspekty związane z tym, że nie mogą oni wykonywać swojej pracy. To obciążenia społeczne z tym związane. Na pewno więc ta grupa osób wymaga atencji z naszej strony, dokładnego przyjrzenia się, ale także postępowania terapeutycznego.

Widzimy ogromy postęp, jeśli chodzi o nowe terapie dla pacjentów z ciężką postacią łuszczycy. Obserwując spadający poziom kontraktowania w programie lekowym B47 widać, że to jest przestrzeń do objęcia refundacją nowych leków. Jakie tu priorytety widzi środowisko dermatologów? Co jest najważniejsze dla tej grupy pacjentów?

Najczęściej mówimy o chorych, którzy mają przebieg choroby umiarkowany i ciężki, ponieważ dla nich potrzebujemy bardzo zaawansowanych i innowacyjnych terapii. Mimo ogromnego postępu, jeżeli chodzi o sam aspekt poznania patogenezy i wynikającego z niej dostępu do terapii celowanych, czyli tych terapii, które aktualnie wydają się najbardziej efektywne, ale także spadku cen spowodowanych pojawieniem się leków biopodobnych do wcześniejszych innowacyjnych leków dostępnych na rynku, myślę, że mamy dużą część do zagospodarowania, jeśli chodzi o tych chorych, dlatego że te leki nie są efektywne u wszystkich pacjentów. Pomimo nowych terapii i mechanizmów działania cały czas mamy grupę chorych, którzy nie odpowiadają na leki, wymagają coraz to nowszych terapii. Ale widzimy również, że niektóre terapie, szczególnie u bardzo ciężko chorujących pacjentów, mogą okazywać się nieefektywne w czasie, czyli widać jednak utratę skuteczności przy niektórych terapiach. Powoduje to, że u tych pacjentów trzeba będzie zmieniać leki, które będą w czasie bardziej dla nich efektywne. Z tego wszystkiego wynika jeden aspekt, że powinniśmy ciągle szukać nowych leków o nowych mechanizmach działania, ale także bardziej efektywnych i bezpiecznych w stosunku do tych, które są dostępne na rynku. Jeżeli mówimy o priorytetach w leczeniu łuszczycy plackowatej, to nastąpiły ostatnio bardzo duże zmiany, jeżeli chodzi o sam aspekt leczenia w programie. I one są korzystne dla pacjentów m.in. obniżenie PASI dla leków wcześniej już występujących w programie, ale także wydłużenie czasu do dwóch lat w stosunku do innych innowacyjnych terapii. Warto zwrócić uwagę, że ciągle mamy niezaspokojone potrzeby związane z nowymi mechanizmami działania. I tak na przykład jako środowisko, także pacjenci potrzebujący nowych terapii, ciągle czekamy na leki blokujące interleukinę 23. Warto zwrócić też uwagę na taki aspekt, że ciągle mamy młode osoby, które planują swoje życie, że potrzebujemy również bezpiecznych leków dla kobiet, które planują macierzyństwo, chcą być w ciąży, a też ciężko chorują. Wydaje się więc, że prócz potrzeby leków o nowych mechanizmach działania, czyli leku blokującego m.in. interleukinę 23 proc., także leków, jak dostępne już na rynku blokujące TNF-alfa, zmodyfikowanych w pewnym sensie, aby były bezpieczne dla kobiet w ciąży. Jak również będziemy czekać na nowe terapie, jeśli chodzi o sam aspekt wprowadzania tych terapii w najbliższym czasie.

Jest Pan przewodniczącym zespołu koordynacyjnego ds. leczenia biologicznego w łuszczycy plackowatej. Ten zespół został powołany przez prezesa NFZ. Jakie są jego zadania i cele? Czym się Państwo zajmujecie i jak to się przekłada na sytuację pacjentów?

Zajmujemy się tylko i wyłącznie kwalifikacją pacjentów do leczenia, dlatego że na dzień dzisiejszy program leczenia łuszczycy plackowatej o przebiegu umiarkowanym i ciężkim praktycznie nie daje możliwości leczenia pacjentów, którzy nie spełniają jego kryteriów. Stąd też sama rola zespołu jest w pewnym sensie na dzień dzisiejszy ograniczona. Staramy się pomagać rozwiązywać sytuacje, których program nie uwzględnia, czyli głównie zajmujemy się technicznymi bądź medycznymi sprawami związanymi z leczeniem pacjentów. Wydaje się natomiast, że mogłyby w przypadku pewnych modyfikacji dotyczących samego programu i uwzględnienia tych pacjentów, których obecnie nie można leczyć z powodu niespełnienia ścisłych kryteriów programowych, rola zespołu zdecydowanie wzrosła. I mógłby się również zajmować kwalifikacją pacjentów w pewnym sensie niestandardowych, a bardzo ciężko chorujących i wymagających innowacyjnych terapii.

Czy możemy oszacować jaka grupa pacjentów ma jeszcze nie zaspokojone potrzeby terapeutyczne? Ile pacjentów nie może skorzystać z terapii, które są dostępne w innych krajach europejskich?

Biorąc pod uwagę dynamikę wzrostu w naszym kraju, to co wcześniej obserwowaliśmy w trakcie kwalifikacji pacjentów do programów, na nowe innowacyjne terapie, zwykle na poszczególne leki w roku kwalifikuje się około 100-150 chorych. To mniej więcej daje przełożenie przy kilku lekach maksymalnie do 300 pacjentów, jeżeli mówimy o pacjentach, którzy byliby pacjentami niereagującymi na wcześniejsze terapie. Proszę zwrócić uwagę, że ciągle mamy efektywne leki w programie, czasami tańsze w stosunku do wprowadzanych na rynku, jak leki biopodobne. I generalnie rzecz biorąc, możliwość wykorzystania leków dla pacjentów chorujących nie tylko bardzo ciężko, ale chorujących zdecydowanie lżej a nie poddających się kontroli przy pomocy innych terapii, które do tej pory były stosowane, na pewno istnieją. Sama więc możliwość i potencjał leczenia jest zdecydowanie wyższy. Ale jeśli mówimy o droższych i innowacyjnych terapiach dla tych najciężej chorych, to raczej wydaje się, że te liczby są w granicach wspomnianych wcześniej, czyli 100-150 chorych. Natomiast sam potencjał dotyczący leczenia pacjentów wydaje się wyższy.

PDF

Zobacz także