Blogosfera Medexpressu

Dr n. med. Marek Derkacz, MBA Rozsądek ministra zdrowia uratował ochronę zdrowia przed zapaścią. Papierowe recepty zostają!


Dr n. med. Marek Derkacz 2020-01-02 04:44
Dopuszczenie możliwości wystawiania recept również w tradycyjnej- papierowej formie w 2020 roku najprawdopodobniej uratowało pacjentów przed dramatycznym spadkiem dostępności do opieki lekarskiej.

Słowem podziękowania…

W imieniu koleżanek i kolegów lekarzy, głównie osób w średnim wieku oraz, a może nawet - przede wszystkim w imieniu aktywnych zawodowo medyków, którzy pomimo osiągnięcia wieku emerytalnego nadal niosą i chcą nieść pomoc pacjentom, a którzy wielokrotnie zwracali się do mnie jako dziennikarza z prośbą o interwencję w sprawie e-recept, chciałem złożyć serdeczne podziękowania Podsekretarzowi Stanu w Ministerstwie Zdrowia – Panu Januszowi Cieszyńskiemu oraz Ministrowi Zdrowia – Panu profesorowi Łukaszowi Szumowskiemu. Na mądrej decyzji, którą podjęło Ministerstwo Zdrowia najbardziej skorzystają polscy pacjenci.

Pismo z MZ dostępne jest tu: https://www.nil.org.pl/__data/assets/pdf_file/0006/141576/Pismo-MZ-do-NIL-i-OIL-dotyczace-wejscia-w-zycie-obowiazku-stosowania-e-recepty.pdf

a najważniejsze fragmenty brzmią:

Pragnę także podkreślić, że recepta wystawiona w postaci papierowej również w innych niż ww. przypadkach będzie mogła być zrealizowana tak, jak dotychczas w każdej aptece, w tym lek będzie mógł być objęty refundacją. Tym samym, wdrożenie nowych rozwiązań nie utrudni pacjentom dostępu do leków. Ponadto, przepisy nie przewidują kar dla lekarzy, którzy pomimo obowiązku ustawowego wystawią po 8 stycznia 2020 r. receptę w postaci papierowej

Niezależnie od powyższego, zachęcam wszystkich lekarzy, którzy nadal wystawiają recepty w postaci papierowej do przejścia na nowe zasady.

Ministerstwo Zdrowia - Podsekretarz Stanu JANUSZ CIESZYŃSKI

Decyzja, która uratowała Polskę przed odejściem z systemu ochrony zdrowia tysięcy lekarzy

Po zapoznaniu się z treścią pisma z Ministerstwa Zdrowia o sygnaturze: EZU.9097.53.2019.MD wielu lekarzy oraz pacjentów odetchnęło z ulgą. Najbardziej z decyzji Ministerstwa Zdrowia zadowoleni byli lekarze, którzy osiągnęli już wiek emerytalny, a jeszcze pracują oraz ci, którzy za chwilę uzyskają uprawnienia emerytalne, ale mają jeszcze siłę, kochają swoją pracę i o ile zdrowie dopisze zamierzają jeszcze jakiś czas pomagać swoim pacjentom. Wśród pacjentów ministerialna decyzja wywołała pozytywne reakcje w grupie tych, najbardziej świadomych, którzy zdawali sobie sprawę, że całkowita obligatoryjność e-recepty wiązałaby się ze spadkiem dostępności do lekarzy, głównie doświadczonych specjalistów.

W mediach całkiem niedawno było głośno, że wielu pracujących jeszcze lekarzy emerytów poprzez swoją zawodową aktywność ratuje system ochrony zdrowia przed zapaścią, a tysiące z nich, w przypadku obligatoryjności e-recepty publicznie deklarowała odejście na emeryturę. Przekazane przez Ministerstwo Zdrowia pismo informowało, że jednak pełnej obligatoryjności w wypisywaniu e-recepty nie będzie, dzięki czemu nie ucierpią na tym pacjenci, a starsi lekarze pozostaną na stanowiskach pracy, bo zniknie główny powód, dla którego chcieli uciekać na emeryturę – strach przed informatyzacją poczciwej tradycyjnej, papierowej recepty, która od dziesięcioleci towarzyszyła im w pracy i była jednym z głównych lekarskich atrybutów zaraz obok stetoskopu.

W najgorszym scenariuszu z pracy mógł odejść co trzeci pracujący lekarz, o czym pisałem w miesięczniku Lubelskiej Izby Lekarskiej kilka miesięcy temu: http://medicus.lublin.pl/article/e-recepta-w-medycznych-emerytow/

Niektóre z problemów związanych z e-receptą

Część chorych otrzymując do ręki e-receptę nie mogła zweryfikować, czy wszystkie leki i w odpowiednich dawkach zostały im wypisane, a takich pomyłek niestety było sporo. Z kolei farmaceuci skarżyli się między innymi na to, że część pacjentów po kilku, czy kilkunastu godzinach od zakupu leków wraca z reklamacją, twierdząc, że nie otrzymali któregoś z leków.

Twierdzili, często, że: „ z pewnością doktor przepisał ten lek, bo otrzymałam karteczkę jak mam go przyjmować.” Farmaceuta w takiej sytuacji pozostawał bezradny, bo jeśli e-recepta została zrealizowana, nie miał technicznej możliwości podejrzenia w systemie jej treści. Takich sytuacji było sporo, co rodziło niepotrzebne spięcia, kłótnie oraz w rzeczywistości bezpodstawne obwinianie farmaceutów, którzy w rzeczywistości wszystkie leki wydali, tylko jak się potem okazało, to przepracowany i zmęczony lekarz zapomniał jednego z nich zamieścić na e-recepcie.

Początkowo było … niedowierzanie. Potem prawdziwa radość z dalszej pracy na rzecz chorych

Wielu lekarzy, którzy wcześniej zwracali się do mnie z prośbą o dziennikarską interwencję w sprawie przedłużenia okresu wypisywania recept w tradycyjnej formie nie dowierzało, gdy informowałem ich o decyzji Ministerstwa Zdrowia. Gdy czytałem im treść pisma, w którym Pan Minister Janusz Cieszyński informował, iż po 8 stycznia 2020 roku recepta papierowa wystawiona również w innych przypadkach, niż wyjątki przewidziane w nowych przepisach, będzie mogła być realizowana tak, jak dotychczas w każdej aptece, większość z nich reagowała niedowierzaniem. Niemal każdy musiał zobaczyć pismo na własne oczy, a prawdziwą radość, że nie będą musieli rezygnować z wykonywania zawodu przechodząc na emeryturę naprawdę trudno jest opisać. Również jak informował Minister, przepisane w ten sposób leki będą mogły być objęte refundacją jak dotychczas.

Z założenia wypisanie leków na papierowej recepcie po 8 stycznia 2020 roku dopuszczano jedynie w kilku wyjątkowych sytuacjach, które obejmowały preskrypcję:

- recept w ramach tzw. Importu docelowego

- recept dla osób o nieustalonej tożsamości

- recept transgranicznych (do końca 2020 roku)

- recept pro auctore i pro famila (w tym przypadku decyzja o wyborze postaci recepty – papierowej lub elektronicznej – należeć będzie do osoby wystawiającej)

- recept w przypadku braku dostępu do systemu e-zdrowie, co może mieć związek m.in. z awarią ww. systemu lub systemu gabinetowego/HIS czy brakiem dostępu do Internetu.

Ponadto Minister Cieszyński w przekazanym piśmie poinformował, iż nie będą wyciągane konsekwencje w postaci kar w przypadku wystawiania recept papierowych po dacie 8 stycznia, również w innych sytuacjach, niż wymienione powyżej. Ten fragment pisma dla wielu moich rozmówców stanowił dowód na to, że pracujący w Ministerstwie Zdrowia ludzie nie chcą walki, a wspólnej pracy na rzecz i dla dobra pacjentów.

Sytuacja jeszcze w grudniu 2019 r. nie nastrajała optymistycznie…

Obstawanie przy swoim i nie słuchanie głosu samorządu lekarskiego oznaczałoby odejście z systemu w pesymistycznej wersji wydarzeń nawet 1/3 pracujących w nim lekarzy. Przy jednym z największych w Europie deficycie lekarzy (określanym liczbą medyków przypadających na 10 000 mieszkańców Polski) w porównaniu do innych państw europejskich, oznaczałoby to ogromny kryzys, znaczne wydłużenie czasu oczekiwania na wizytę lekarską, a co za tym idzie realne narażenie zdrowia i życia tysięcy pacjentów. Zwłaszcza, że wielu lekarzy (często uznawanych za świetnych specjalistów i cenionych przez pacjentów) oficjalnie informowało, że z powodu obligatoryjnej e-recepty przejdą na zasłużone emerytury, gdyż z uwagi na słabą techniczną znajomość obsługi komputera obawiają się całkowitej informatyzacji służby zdrowia. Nie do końca rozumieli intencje, skoro recepty papierowe już od wielu lat są rejestrowane w istniejącym systemie elektronicznym, a Urząd Skarbowy ma techniczną możliwość porównania ilości wydanych w gabinetach paragonów z ilością wypisanych pacjentom recept. O co więc chodziło? W dobie informatyzacji już na obecnym poziomie z łatwością można namierzyć osoby, które prowadząc prywatną praktykę nie ujawniają pełnego dochodu. Dlatego starsi lekarze nie rozumieli, czemu ktoś zaplanował wyrugowanie ich ze szpitali, przychodni i gabinetów. Prawdziwego powodu też nikt im oficjalnie nie podał.

Niestety, nie brakowało również złośliwych komentarzy…

Złośliwi, nierzadko również młodsi, choć na szczęście nieliczni „koledzy po fachu” publicznie zabierali głos, posługując się kiepskiej jakości argumentami, typu: „jak nie potrafią obsłużyć komputera, to niech lepiej przestaną leczyć ludzi” Dodatkowo, niekiedy nawet te same osoby, biorąc udział w publicznej dyskusji odbywającej się na branżowych forach, w poczuciu pełnej (aczkolwiek tylko pozornej) anonimowości, bo ukrywając się pod różnymi „nickami” - były zdania, iż odejście starszych lekarzy z pracy będzie dla reszty korzystne, bo ci do tej pory bardzo zaniżali szpitalne lekarskie stawki, godząc się na pracę za pieniądze niegodne lekarza. Przy okazji również głosili poglądy, że przejście na „zasłużoną” emeryturę doprowadzi do spadku ogólnej liczby lekarzy na rynku pracy, dzięki czemu skuteczniej będzie można walczyć o wyższe wynagrodzenia pracując „u kogoś”, a w gabinetach prywatnych znacząco podnieść ceny za wizytę.

Stawianie znaku równości pomiędzy problemami z obsługą dość skomplikowanego, jak dla informatycznego laika oprogramowania a poziomem medycznych kompetencji lekarza, było tak samo przekonywującym argumentem jak ten, że z powodu informatycznego analfabetyzmu pracę z dnia na dzień powinna stracić ponad połowa czynnych zawodowo Polaków. Dlaczego? Ponieważ według badań przeprowadzonych przez organy Komisji Europejskiej – większość Polaków, bo aż około 56 procent dorosłych ma problemy z obsługą komputera na poziomie podstawowym! Ale 56 procent dorosłych obywateli naszego kraju, to przecież nie tylko osoby w starszym wieku?!

W kontekście powyższej newsów o informatycznym analfabetyzmie większości Polaków, argumenty osób, które jak można sądzić po treści innych komentarzy ich autorstwa, bardziej nadawałyby się na właścicieli straganów z jajkami, niż na lekarzy (nie obrażając tych pierwszych), od których często zależy zdrowie i ludzkie życie. Niezbyt miło czytało się mało przychylne i pełne uszczypliwości opinie tych, co szerokim łukiem minęli się z powołaniem, szczególnie, że do dyskusji dołączyła się reszta żądnej silnych wrażeń gawiedzi, bo słowo to idealnie wpasowuje się w poziom prowadzonej dyskusji.

Na szczęście zdecydowana większość koleżanek i kolegów nie zniżając się do krytycznego wręcz poziomu dyskusji, jednogłośnie uważa, że jeśli doświadczony zawodowo, a do tego ceniony w środowisku medyków, jak i wśród pacjentów starszy lekarz nie zna się na obsłudze komputera, ma święte prawo nie mieć ochoty na zgłębianie w starszym wieku, często od podstaw obsługi komputera, a potem poświęcać swój cenny czas, na klikanie w elementy menu raz po lewej, a raz po prawej stronie. W ich przypadku zdecydowanie ważniejsza jest praca z pacjentem, niż zgłębianie tajników działania komputera, z którym w swoim całym życiu mieli niewielki kontakt. To oczywiście nie wszystko, bo od aktywnego użytkownika systemu oczekuje się, aby na co dzień potrafił radzić sobie z nagle pojawiającymi się problemami, które wcale nie należą do rzadkości, a często mogą przyprawić o zawrót głowy, bo są zupełnie niezależne od użytkownika. Aby zapewnić choremu opiekę na wysokim poziomie w zupełności wystarczy mieć opanowaną do perfekcji umiejętność wystawiania klasycznych recept, która pozwoli nieść skuteczną pomoc w ich przypadku niemal w każdych warunkach, dużo wcześniej, dużo szybciej i jak się wydaje niekiedy nawet znacznie bardziej efektywnie niż robią to niektórzy młodzi lekarze. Dopełnieniem tej doskonałości – jest wiedza, mówiąca u kogo i kiedy, jaki preparat, w jakich dawkach i jak długo należy stosować. Stop. Właśnie ta grupa zawodowo zwykle najlepiej wie, co oznacza słowo empatia. Lekarze starej daty z reguły nie patrzą na to, że w wyniku ich działania ucierpi finansowo firma odpowiedzialna za wdrażanie nowoczesnych rozwiązań, bo akurat zarobi z powodu kolejnego starego marudera o kilka tysięcy złotych mniej. To właśnie lekarze starej daty, których chciano e-reformą wyrugować z systemu są w stanie zapewnić bezpieczeństwo zdrowotne ludności na prowincji skuteczniej, niż młode wilczki mające często do dyspozycji nowoczesną diagnostykę. Bo dla nich najważniejszy jest dotyk, doświadczenie i posiadana wiedza oraz świetna współpraca chorego z pacjentem. To właśnie wówczas ich niemal perfekcyjny lekarski zmysł, dokładnie zebrany wywiad i profesjonalne badanie pacjenta, łącznie z opukiwaniem granic serca są dość często znacznie cenniejsze, niż bardzo droga diagnostyka, za pomocą której młody wilczek próbuje rozwikłać medyczne zagadki. Ale w medycynie najcenniejsze jest doświadczenie, czasami wystarczy spojrzenie na wygląd chorego, na sposób w jaki chodzi i oddycha, ocena jego dłoni i języka, zmierzenie ciśnienie i posłuchanie akcji serca. Tylko tyle i aż tyle często wystarczy, by postawić wstępną diagnozę, która będzie pokrywała się z tą ostateczną, do postawienia której lekarz będzie wymagał kilkunastu badań, w tym również badań obrazowych. Właśnie dlatego starsi lekarze są tak samo często uwielbiani i podziwiani przez młodych lekarzy, jak i nienawidzeni. Szczególnie przez tych, który chcą im bezskutecznie wcisnąć „najlepsze”, bo najnowocześniejsze rozwiązania.

Na szczęście w przypadku Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego, Podsekretarza Stanu Janusza Cieszyńskiego oraz kilku innych polityków zaangażowanych w złagodzenie przepisów związanych z wystawianiem recept, zwyciężył zdrowy rozsądek i troska o pacjentów, którym w sytuacji narastającego braku lekarzy potrzebny jest każdy lekarz, a szczególnie wartościowy jest ten, który dysponuje wieloletnim doświadczeniem, a zdecydował się na pracę na emeryturze, bo właśnie w pracy czuje się jak przysłowiowa ryba w wodzie i nie wyobraża sobie życia bez niej. Lekarz ten często do trafnej diagnostyki nie potrzebuje nowoczesnego sprzętu, czy innych narzędzi diagnostycznych, co nie na rękę jest przedstawicielom firm, których lobbing w tej grupie lekarzy jest znacznie mniej skuteczny. Pacjenci, który dążyli poznać tych lekarzy bardzo często niezwykle ich cenią. Nie tylko wiek i wieloletnie doświadczenie starszych i doświadczonych lekarzy, są cenione przez pacjentów, ale także bardzo cenne i niestety coraz rzadziej spotykane w dzisiejszych czasach wpojone przez starych, dobrych mistrzów - niezwykle rozwinięte poczucie troski o zdrowie i życie pacjentów.

Decyzja Ministerstwa Zdrowia jest prawdziwie dobrym wejściem w Nowy Rok, czymś, co możemy nazwać spełnieniem naszych marzeń i stanowi jasny przekaz, że w prowadzonej przez MZ polityce bardzo ważny jest pacjent. Jak poinformował Minister Janusz Cieszyński odpowiedzialny za cyfryzację ochrony zdrowia, argumentując umożliwienie dalszego wypisywania papierowych recept mówił, iż wdrożenie nowych rozwiązań nie utrudni pacjentom dostępu do leków, bp te można będzie przepisywać również na starych zasadach.

Co byłoby, gdyby nie zdecydowano się na taki krok? Najprawdopodobniej mielibyśmy do czynienia z poważnym kryzysem w ochronie zdrowia o czym na łamach MEDEXPRESSU po sygnałach otrzymywanych od lekarzy pisałem już we wrześniu 2019 roku:

https://www.medexpress.pl/czy-po-1-stycznia-2020-roku-zabraknie-w-polsce-lekarzy/74979

Nawet jeśli problem nie miałby takiej skali, to należy mieć na względzie fakt, że poza lekarzami rodzinnymi i nieliczną grupą specjalistów, tysiące lekarzy specjalistów do chwili obecnej nie wystawiło samodzielnie ani jednej e-recepty!

Ministerstwo Zdrowia pomimo wywieranych na jego pracowników nacisków - nie zawiodło!

W rzeczywistości, jeśli chodzi o powyższe decyzje, które zostały podjęte w MZ, można powiedzieć, że nie było od razu takie proste i oczywiste. Z nieoficjalnych informacji, jakie udało się uzyskać, wynika, że pojawiały się naciski zarówno ze strony osób, będących przedstawicielami firm, ale również różnych urzędów, czy instytucji. Lobbing za wprowadzeniem obowiązku bezwzględnego wystawiania wyłącznie e-recept od 8 stycznia mówiąc łagodnie był nie mały... Tam, gdzie w grę wchodzą duże pieniądze, często nie ma sentymentów.

Ministerstwo Zdrowia jednak nie zawiodło, nie uginając się pod presją tych, którzy naciskali na wprowadzenie jak najszybszej obligatoryjności e-recepty. Niektóre firmy odpowiedzialne za procesy informatyzacji posuwały się do tego, że w publicznych wywiadach, których udzielali ich przedstawiciele wprowadzały czytelnika świadomie w błąd, twierdząc jeszcze do wczoraj, że w 2020 roku receptę będzie można wystawić wyłącznie w formie e-recepty, przy okazji reklamując swój „najlepszy” program do obsługi gabinetów lekarskich, czy całych szpitali. Jeśli nawet nie wiedzieli o piśmie Ministra Cieszyńskiego, to jawnie oszukiwali, posuwając się do niedopuszczalnej manipulacji. Ustawa przecież już od samego początku w swojej pierwotnej formie dopuszczała niektóre sytuacje, kiedy można było wystawiać receptę papierową. Ale jeśli w grę wchodzą duże pieniądze, nie ma wówczas sentymentów i w opinii wielu – wszystkie chwyty są dozwolone.

Poważne problemy z serwerami BDO, które uniemożliwiły lekarzom wysłanie wniosków rejestracyjnych we właściwym czasie.

Biorąc pod uwagę to, jak zachowały się przeciążone serwery Bazy danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami, odpowiedzialne za przyjmowanie od części lekarzy elektronicznych wniosków rejestracyjnych, w przypadku których termin zgłoszenia upływał w dniu 31.12.2019 roku, można było być niemal pewnym, że system informatyczny wraz z całą jego infrastrukturą odpowiedzialny za e-receptę dosłownie padłby w dniu 8 stycznia paraliżując system ochrony zdrowia w kraju. Zwłaszcza, że biorąc pod uwagę ilość codziennie wystawianych recept oraz liczbę lekarzy dokonujących tej czynności, byłby narażony na dużo większe przeciążenie w porównaniu do systemu obsługującego wnioski rejestracyjne i aktualizacyjne BDO.

Warto przy okazji nadmienić, że duża część lekarzy mając pewność, że wnioski bez żadnego problemu mogą złożyć w dniu 31 grudnia drogą elektroniczną, była bardzo niemile zaskoczona wpisem, którego wcześniej nie było na stronie BDO, a w który ich informowano, że z powodu przeciążenia serwerów wnioski w formie elektronicznej składać będzie można najwcześniej 2 stycznia. Niejednemu lekarzowi informacja ta zepsuła Sylwestrowy wieczór. Bowiem mieli świadomość, że wysłanie wniosku po wyznaczonym terminie obarczone będzie wysoką karą finansową opiewającą na kwotę rozpoczynającą się od 5 000 zł.

Oczywiście obowiązkiem instytucji odpowiedzialnej za przyjmowanie wniosków jest zapewnienie sprawnie działającego systemu, zwłaszcza, że z uwagi na ostatni dzień roku wszystkie urzędy pocztowe pracowały znacznie krócej, co uniemożliwiło lekarzom podjęcie skutecznej próby wysłania wniosku tradycyjną pocztą, po zorientowaniu się, że zawiódł na całej linii internetowy system. Tak, więc, w świetle obowiązujących przepisów, ci lekarze, którzy spóźnili się z wysłaniem wniosków dysponują niepodważalnym argumentem, który usprawiedliwia przesłanie wniosku w nieco późniejszym terminie bez konsekwencji finansowych. Biorą pod uwagę powyższe okoliczności, środowisko medyczne liczy na racjonalne podejście do problemu. Z kolei wietrzący złe intencje medycy, bo taka grupa znajdzie się wszędzie, zapewniają, że w przypadku próby obciążenia ich karami nie zapłacą ich, a jeśli zajdzie taka potrzeba to pójdą odsiedzieć za pieniądze podatnika, odpoczywając w tym czasie od trudów codziennej pracy.

W Nowy Rok wchodzimy z dobrym nastawieniem!

Podsumowując, niezmiernie cieszy, że w Nowy 2020 Rok wchodzimy z tak optymistycznymi akcentami (ten drugi też zapewne dobrze się dla nas skończy) oraz, że mamy dowód na to, iż politycy odpowiedzialni z ochronę zdrowia w Polsce wsłuchują się zarówno w głosy Samorządu Lekarskiego, jak i pojedynczych lekarzy, którzy z pożytkiem dla nas wszystkich dzielą się swoją wiedzą i przedstawiają silne argumenty, przemawiające za tym, że umożliwienie wypisywania recepty w formie papierowej obok recepty elektronicznej, nie osłabi, a wręcz wzmocni system ochrony zdrowia, pozwalając nadal pracować tysiącom lekarzy, którzy do ostatniego dnia pracy będą mogli nieść pomoc swoim pacjentom. A ta jest coraz bardziej potrzebna, bo społeczeństwo coraz starsze.

Ministerstwo Zdrowia i jego pracownicy dali nam wszystkim świadectwo, że najważniejszy jest Pacjent. Jak widać, z całą pewnością warto podejmować społecznie korzystne decyzje, wsłuchując się w głos lekarzy praktyków. Zaś, kiedy trzeba, warto brać przykład ze sprawdzonych doświadczeń państw, które były pionierami we wprowadzaniu elektronicznych recept, a w których do chwili obecnej alternatywą dla elektronicznej recepty jest recepta papierowa. Zaś a osobą, która decyduje o tym, w jakiej formie wystawiana jest recepta jest lekarz.

Program: „Recepta z korzyścią dla pacjenta” pozwala na funkcjonowanie w systemie od 8 stycznia nie jednej a dwóch form recept – elektronicznej i papierowej. Początkowo zwycięży ta, którą wybierze większość lekarzy, ostatecznie zaś ta której wypisanie będzie sprawiało mniej problemów i którą będzie można wypisać (łącznie z wydrukiem) w znacznie krótszym czasie.

Warto wspomnieć, że w krajach, gdzie systemy informatyczne są dopracowane niemal do perfekcji, większość lekarzy decyduje się na elektroniczną formę recepty. Taka sytuacja ma również miejsce w państwach, które stać na zatrudnianie asystentek i asystentów medycznych wykonujących obowiązki administracyjne w imieniu lekarzy. Z kolei część przyzwyczajonych do tradycyjnej formy recepty lekarzy w średnim i starszym wieku nadal wypisuje recepty w formie papierowej. Nie zmienia to faktu, że wszystkie dane z wypisanej tradycyjnie recepty trafiają do systemu, do którego wprowadzane są zwykle w aptekach, przez osoby zajmujące się wydawaniem leków pacjentom, tak również dzieje się w Polsce. Jedynie przy obopólnej woli współpracy, a nie pod dyktando finansowych beneficjentów nowego system, którzy wcześniej jak muchy próbowali oblepiać polityków odpowiedzialnych za cyfryzację. Zresztą my wszyscy każdego dnia jesteśmy świadkami jak kolejne firmy promują swoje produkty, mówiąc wyłącznie o ich zaletach. Zadziwiający jest fakt bezkarnego wprowadzania w błąd opinii publicznej. Bo nie jest prawdą, to co starają się przekazać nadawcy spotów, że jedyną funkcjonującą formą recepty od 8 stycznia będzie recepta elektroniczna, co mija się z prawdą. Hasła „Poproś lekarza o e-receptę!” są również rodzajem ukrytych poleceń których zadaniem jest utkwienie w naszej podświadomości. Zastanawia jedynie fakt na czyje polecenie bombarduje się nas takimi przekazami, bo w jakim celu wiadomo od samego początku.

Trudno nadawców kontrowersyjnych treści obarczać nieznajomością aktualnej sytuacji, bo „oni” są zawsze o jeden krok do przodu, jeżeli chodzi o newsy, nawet te z kategorii Top-Secret. Po cóż więc oszukują ludzi? Jaki mają w tym cel? Co więcej, niektórzy właściciele portali oferujących darmową pocztę udostępnili odrębne zakładki dedykowane przechowywaniu naszych e-recept. W dzisiejszych czasach, to co potencjalnie na pierwszy rzut oka nie przedstawia zbyt wielkiej wartości, ma swoją cenę, często wielokrotnie wyższą niż zakłada większość z nas . To właśnie informacja stanowi w dzisiejszych czasach bardzo cenny towar. Potrafiąc rozkodować informacje zawarte w e-recepcie – możemy w ciągu kilku sekund na zawsze przestać być anonimowymi osobami. Pamiętajmy również, że to co trafia do globalnej sieci, pozostanie w niej na zawsze, nawet, jeśli zostanie z pozoru całkowicie z niej wykasowane.

Od 8 stycznie tego roku recepta dostępna będzie w obu formach

Z dotychczas przekazanych nam informacji wynika, że oficjalnie akceptowalne będą dwie formy recept. Ostateczna decyzja, czy lekarz wypisze receptę elektroniczną, czy papierową będzie jego autonomiczną decyzją. Jak można przypuszczać, na razie głównymi beneficjentami systemu i zarazem lekarzami korzystającymi z elektronicznej recepty będą lekarze rodzinni, do których pierwotnie skierowano program zachęt finansowych. Spora część specjalistów najprawdopodobniej powoli również będzie przekonywała się do nowej formy recepty. Z kolei czynni zawodowo lekarze starej daty z pewnością pozostaną wierni tradycyjnej recepcie, ale dzięki temu, że zostawiono im „furtkę” jest nadzieja, że będą jeszcze, długo wspierać system ochrony zdrowia w Polsce, dzięki czemu Polacy będą mogli czuć się bardziej bezpiecznie, a rząd uniknie poważnego kryzysu w służbie zdrowia.

Z dużym prawdopodobieństwem z każdym mijającym rokiem coraz większy odsetek lekarzy będzie decydował się na elektroniczną formę recepty, a liczba osób, które wypisują leki na papierowej recepcie będzie systematycznie malała. Dynamika tego zjawiska będzie wprost proporcjonalna do wzrastającej skuteczności systemu i mniejszej jego awaryjności, co obserwuje się również w innych krajach, gdzie wprowadzono e-receptę.

Myślę, że po pewnym czasie zjawiskiem zupełnie naturalnym będzie dobrowolne przejście lekarzy na elektroniczną preskrypcję. Przypuszczam, że proces ten zajmie od 2 do 5 lat.

System ochrony zdrowia nadal będzie miał wsparcie w doświadczonych stażem starszych lekarzach.

Tymczasem pozwólmy z decyzji Ministerstwa Zdrowia cieszyć się pacjentom. To właśnie dzięki ministerialnym decyzjom część cenionych lekarzy wycofała lub w ciągu najbliższego czasu wycofa złożone wypowiedzenia i będzie mogła służyć swoim pacjentom i wiedzą i wieloletnim doświadczeniem. Zaś inni, ci, którym do emerytury zabrakło zaledwie kilku miesięcy, po zapoznaniu się z pismem Ministra Cieszyńskiego- ku uciesze dyrekcji placówek ochrony zdrowia zrezygnowała z będących już w trakcie realizacji planów przejścia na zasłużoną emeryturą. Dzięki rozważnym działaniom Ministerstwa Zdrowia o niemal połowę procent wzrósł odsetek studentów medycyny, którzy pod dodatkowym warunkiem dalszych działań, mających na celu odbiurokratyzowanie służby zdrowia deklarują chęć pozostania w kraju.

Najbardziej „oswojeni” z e-receptą są lekarze rodzinni. Od nich powoli zaczyna się e-reforma służby zdrowia, która zapewne skończy się na pozostałych specjalistach.

W chwili obecnej wśród lekarzy korzystających z recepty elektronicznej dominują lekarze rodzinni, których do przejścia na e-receptę skutecznie przekonała wyższa stawka kapitacyjna zaoferowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Jednak tysiące specjalistów do chwili obecnej nie zdecydowała się jeszcze na korzystania z e-recepty. Być może przetarcie szlaku przez lekarzy rodzinnych pozwoli zachęcić innych do wchodzenia na wyższy szczebel ewolucji lekarskiej preskrypcji. Na koniec warto wspomnieć, że Minister Cieszyński, podejmując swoja decyzję działał głównie w interesie pacjentów, a w przekazanym piśmie starał się zachęcać wszystkich lekarzy, którzy nadal wystawiają recepty w postaci papierowej do przejścia na nowe zasady.

Utrzymanie w obiegu papierowej recepty pod wieloma względami stanowi świetne strategiczne posunięcie.

O ile bezwzględna obligatoryjność e-recepty pomimo pojawiających się gdzieś na horyzoncie, nie do końca dla wszystkich jasnych korzyści finansowych, jakie ze sobą niosła, byłaby bardzo bolesnym politycznym strzałem w stopę. Zadana w ten sposób rana, nie tylko bardzo by bolała, ale również mogłaby się już nigdy nie wygoić.

Wybrano znacznie lepszą opcję, która pozwoli zjednać sobie liczną grupę lekarzy, choć będzie w niesmak tym, którzy na e-recepcie chcieli ugrać miliony, ale ostatecznie zostanie to zrekompensowane poparciem wdzięcznych pacjentów. Jestem wręcz przekonany, że metoda wprowadzania zmian, na jaką zdecydowało się Ministerstwo Zdrowia, w tym odstąpienie od „siłowego” zmuszania lekarzy do stosowania wyłącznie elektronicznej recepty była efektem głębszej , dobrze przemyślanej analizy, która już w najbliższej przyszłości przyniesie znacznie więcej korzyści państwu. Przede wszystkim Polska z dnia na dzień nie straci kilku tysięcy lekarzy, którzy uzależniali od jej obligatoryjnego wprowadzenia – przejście na emeryturę. Dzięki utrzymaniu możliwości wypisywania leków na papierowych receptach, część starszych lekarzy nadal będzie skutecznie wspierała państwowy sektor ochrony zdrowia, podobne jak i jak ci pracujący wyłącznie w prywatnych gabinetach, odciążają publiczne poradnie, tym samym, czym więcej pracują na swoim, tym bardziej skracają kolejki do publicznych poradni z korzyścią dla innym pacjentów. Korzystający z prywatnych gabinetów w oczywisty sposób odciążają publiczną służbę zdrowia, bo za szybszą usługę płacą ekstra z własnej kieszeni, kiedy z ich składki zdrowotnej w tym czasie korzysta ktoś inny, a przechodząc z kolejki w poradni państwowej do kolejki w prywatnej placówce, zwalniają komuś swoje miejsce w publicznej poradni.

Prowadzona przez MZ polityka, wydaje się być również skutecznym narzędziem przetargowym w planowanych rozmowach z lekarzami rezydentami, których do tej pory zbyt często ignorowano, składając obietnice bez pokrycia.

Część rezydentów była przeciwna obligatoryjnej e-recepcie, inni popierali jej wprowadzenie, tak więc, jeżeli temat e-recepty wyda się w przypadku tej młodej grupy lekarzy mało znaczący, to już w przypadku lekarzy specjalistów „pójście im na rękę” w sprawie recept pozwoli zaskarbić sobie ich sympatię, a to z kolei może zminimalizować ryzyko aktywnego poparcia, którego mogliby udzielić młodszym kolegom.

Strategia marchewki jest dużo bardziej skuteczna niż strategia kija. Ministerstwo Zdrowia dokonało słusznego wyboru.

Jako lekarz patrzę głównie przez prymat pacjentów. Mając również niespełna dwudziestoletnie doświadczenie pracy w zawodzie, wiem, że podobnie jak moim kolegom specjalistom, nie będzie mi łatwo rozstać się z papierową formą recepty. Rozumiem lekarzy rodzinnych, że zdecydowali się na elektroniczne recepty i nie potępiam tego, że głównym czynnikiem, który ich do tego zmotywował były wyższe stawki kapitacyjne. Jestem realistą i zdaję sobie sprawę, że i te wyższe stawki nie są na tyle wysokie, by pozwalały spełnić wszystkie potrzeby ich pacjentów. Lekarzom rodzinnym Jestem wdzięczny za to, że to właśnie oni, jako pierwsi w Polsce przecierają drogę, którą podąża e-reforma.

Jeśli tylko będę miał pewność, że system działa bez najmniejszych problemów i wyeliminowano z niego wszystkie najistotniejsze błędy oraz, że pozwala nam lekarzom zaoszczędzić cenny czas, który będzie można przeznaczyć pacjentowi np. na dokładniejsze badanie , wówczas z całą pewnością zdecyduję się na elektroniczną wersję recepty.

Myślę, że warto docenić to o czym poinformował nas Minister Cieszyński. Fakt, że zrezygnowano z karania lekarzy, wiedząc, że i tak większość z nich nie zdoła w terminie podłączyć się do systemu, nie przewidziano również kar dla lekarzy, którzy pomimo obowiązku ustawowego po 8 stycznia 2020 r. będą wystawiali receptę w postaci papierowej, a jak przypuszczam takich osób będzie bardzo wiele. Strategia ta z pewnością okażę się bardziej skuteczna, niż „strategia kija”, która najprawdopodobniej przybliżyłaby nas do ogólnopolskiej akcji strajkowej. Lekarze nie lubią jak siłą nakłada im się kaganiec. Podzielam sposób myślenia kierownictwa MZ i myślę, że powinniśmy docenić fakt, że zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak i reprezentujące nas Izby Lekarskie czy Narodowy Fundusz Zdrowia robią wiele, po to, abyśmy mogli sprawniej i w znacznie krótszym czasie wystawiać recepty.

Reformy, zarówno te małe, jak i te większe są dużo łatwiej akceptowane przez środowisko, jeśli zapewniona jest możliwość wchodzenia w nie, bez zbędnych nacisków, czy niepotrzebnego straszenia sankcjami, z zapewnieniem lekarzowi możliwości ostatecznego wyboru.

Tak, więc z wielu powodów dopuszczenie możliwości wystawiania recept w formie papierowej obok wersji elektronicznej można z całą pewnością nazwać dobrą decyzją strategiczną, która może zapewnić obustronne poczucie sukcesu. Jednak najważniejszymi jej beneficjentami będą polscy pacjenci, którzy w wielu przypadkach zachowają możliwość leczenia się u dobrze ich znających i leczących już kolejne ich pokolenia lekarzy rodzinnych.

Uniknęliśmy wielu negatywnych zjawisk, m.in. zjawiska pt. „Paracetamol dobry na wszystko”.

Już dawno część starszych lekarzy specjalistów, sprzeciwiających się narzucanym im siłą, nieprzemyślanym i niekonsultowanym ze środowiskiem lekarskim decyzjom, w ramach odwetu zapowiadała, iż wzorem lekarzy z innych krajów będą drastycznie ograniczać ilość wypisywanych leków lub odsyłać pacjentów z SOR, czy szpitalnych Izb Przyjęć po leki do lekarzy rodzinnych. Byłoby to jednak sprzeczne z Kodeksem Etyki Lekarskiej, a do tego bardzo nieeleganckie wobec kolegów lekarzy. Zaś w niektórych przypadkach takie działania mogłyby naruszać prawa pacjentów, a w nawet narażać na niebezpieczeństwo zdrowie i życie chorych.

Warto wspomnieć również o jednostkowych przypadkach osób, których nie da się zapomnieć, takich, które w ramach dziecięcego wręcz buntu deklarowały, że po wprowadzeniu jedynej słusznej e-recepty, znacznie częściej zaczną zlecać pacjentom dostępny bez recepty, ale jakże popularny, bo często w niektórych krajach zalecany przez lekarzy, jako jedyny „cudowny” i „dobry na wszystko” … paracetamol.

Wydaje się, że przed e-receptą świetlana przyszłość. Lekarze bez nacisków, będą stopniowo z własnej, nieprzymuszonej woli przechodzić na system elektroniczny

Osobiście, podobnie jak wszyscy moi znajomi lekarze jestem przekonany, że wraz ze spadkiem awaryjności systemu informatycznego „obsługującego” e-receptę oraz wzrostem jego efektywności, z każdym miesiącem istotnie będzie rosła liczba lekarzy decydujących się na preskrypcję leków jedynie w formie elektronicznej, zwłaszcza w sytuacji, kiedy system będzie coraz mniej awaryjny i bardziej intuicyjny dla jego użytkowników. Wszystko powoli wydaje się podążać właśnie w tym kierunku. A zgoda na stosowanie równoczasowe recepty papierowej z e-receptą, to ukłon w stronę pacjentów i dowód na to, że stronie rządowej zależy na dialogu i konstruktywnych rozwiązaniach.

Dr n. med. Marek Derkacz, MBA

marekderkacz@interia.pl

PDF

Zobacz także