Sądy zbyt pobłażliwe dla sprawców napaści na ratowników medycznych

Martyna Chmielewska 2020-07-01 14:14

25 marca br. doszło do dramatycznej sytuacji na złotoryjskim odcinku autostrady A 4. Mężczyzna w karetce dźgnął kilka razy nożem ratownika medycznego. Sprawca nie odpowie za swój czyn. Według biegłych psychiatrów i psychologa, w chwili zdarzenia 37-latek był niepoczytalny. Prokuratura Rejonowa w Złotoryi umorzyła więc śledztwo w sprawie usiłowania dokonania zabójstwa, ale wystąpiła do sądu z wnioskiem, by mężczyzna trafił do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. O opinię w tej sprawie zapytaliśmy ratownika medycznego Adama Piechnika.

- Biegli uznali sprawcę za niepoczytalnego. Obowiązujące prawo jasno określa kwestie jego odpowiedzialności. Otwarta pozostaje kwestia bezpieczeństwa wszystkich, którzy mogą mieć z taką osobą kontakt. Jeśli pacjent jest groźny, to prokuratura i sąd powinna wysłać go na leczenie w zakładzie zamkniętym. Gdy pacjent opuści placówkę, powinien brać leki i kontrolować swój stan zdrowia u lekarza - powiedział Piechnik.

- Jednocześnie nie wierzę, że tak się stanie. A wszystko dlatego, że żyję w państwie z dykty, w którym zarządzających i kontrolujących nie interesują np. kwestie stanu technicznego taboru Pogotowia Ratunkowego - dodał.

Adam Piechnik powiedział, że na co dzień ma do czynienia z agresją fizyczną i werbalną ze strony pacjentów. - W porównaniu do moich znajomych - byłych policjantów byłem częściej poszkodowany w wyniku kontaktu z pacjentem, któremu w następstwie stawiano zarzuty z art 222/226 Kodeksu karnego - wyjaśnił.

Ratownicy niechętnie zgłaszają skargi na policję. Piechnik tłumaczył, że wymaga to poświęcenia czasu. Poza tym sądy są wyrozumiałe wobec sprawców napaści. Zdaniem Adama Piechnika sądy i prokuratura powinny wprowadzić ostre kary wobec sprawców, aby wzmocnić bezpieczeństwo wśród ratowników medycznych.

- Obecnie prawo pokazuje agresorom, że nic przykrego im nie grozi. To w realizacji tkwi klucz a nie w narzędziach. W tej chwili w działaniach prokuratury widzimy kuriozalną wolę i skwapliwość w traktowaniu medyków, którzy nieumyślnie popełnią błąd podczas ratowania ludzkiego życia. Zrównuje się ich z osobami, które świadomie krzywdzą innych - zaznaczył Piechnik. Dodał, że regularnie występuje o prace społeczne dla napastników.

Przypomnijmy, do ataku na ratownika medycznego doszło 25 marca br. Ekipa pogotowia wiozła 37-latka do szpitala psychiatrycznego w Bolesławcu. Na złotoryjskim odcinku autostrady A 4 pacjent nożem ugodził kilka razy jednego z ratowników medycznych. Ekipie pogotowia udało się mężczyznę wypchnąć z karetki. Kilka godzin później sprawca został zatrzymany przez legnickiego policjanta, który po służbie wracał do domu. Ranny ratownik medyczny trafił do szpitala w Bolesławcu, gdzie przeszedł operację.

PDF

Zobacz także