Sieć oczami dyrektorów szpitali

Fot. Thinkstock / Getty Images
Zdaniem dyrektorów sieć szpitali nie zaszkodziła pacjentom, nie potwierdziły się obawy o zmniejszeniu dostępności do świadczeń, ale ogólnie sytuacja szpitali stała się dużo trudniejsza.
Medexpress 2018-10-25 08:36

Ogólna wartość ryczałtów, jakie szpitale sieciowe dostały na drugie półrocze, jest o niemal dwa procent wyższa od poprzedniego okresu rozliczeniowego. Szpitale, ogólnie, wykonały też więcej świadczeń, więc dostępność ich dla pacjenta się poprawiła. Sytuacja placówek, wbrew optymistycznym deklaracjom decydentów, wręcz przeciwnie – przekonywali w środę dyrektorzy szpitali.

Podczas sesji „Od października do października, czyli rok funkcjonowania sieci szpitali” podczas XIV Forum Rynku Zdrowia Dariusz Dziełak, dyrektor Departamentu Analiz i Strategii NFZ, podkreślał, że wzrost ryczałtów o 1,8 proc. to – w przełożeniu na gotówkę – ponad 200 milionów więcej dla szpitali. Największy wzrost ryczałtów dotyczył szpitali pediatrycznych. Minimalnie straciły natomiast szpitale onkologiczne i pulmonologiczne, ale to zdaniem urzędnika dlatego, że w nich udział ryczałtu w kontrakcie jest stosunkowo niewielki. - Blisko średniej jest zmiana ryczałtu dla szpitali I poziomu, czyli szpitali powiatowych – podkreślał dyrektor Dziełak, dodając, że niższe ryczałty na drugie półrocze dostało 88 podmiotów (15 proc. szpitali sieciowych), podczas gdy po pierwszym okresie rozliczeniowym niższe ryczałty NFZ wypłacił co czwartemu szpitalowi. Pomniejszenie ryczałtów, zapewniał, jest niewielkie (suma zmniejszeń wynosi niecałe 0,3 łącznej kwoty ryczałtu).

Dyrektorzy szpitali, którzy mieli okazję się wypowiedzieć w ramach dyskusji, przedstawiali zupełnie inny punkt widzenia: ich zdaniem sieć szpitali nie zaszkodziła pacjentom, nie potwierdziły się obawy o zmniejszeniu dostępności do świadczeń, ale ogólnie sytuacja szpitali stała się dużo trudniejsza. Zwracali uwagę, że odpowiadają za to nie tylko uregulowania dotyczące sieci, ale wprowadzane równolegle selektywne podwyżki dla personelu, które wzmacniają oczekiwania płacowe wszystkich zatrudnionych w szpitalach.

Dorota Gałczyńska-Zych, dyrektor Szpitala Bielańskiego im. ks. J. Popiełuszki, SP ZOZ w Warszawie przypominała, że pierwotne założenie sieci szpitali było takie, że będzie ona regulatorem liczby łóżek szpitalnych – mówiąc wprost, że pozwoli na ich redukcję. – W systemie jest nadmiar szpitali i łóżek. Sieć szpitali tę nadmiarowość wręcz zamroziła. Chodzi o mechanizm wykonania ryczałtu. Gdy szpital ryczałtu nie wykona, bardzo dużo traci. A ryczałtu nie da się wykonać bez hospitalizacji. Rzeczywiście osiągnęliśmy efekt dostępności świadczeń, ale przy bardzo dużej liczbie łóżek. Tego system już nie naprawi – mówiła.

Podkreślała również fikcyjność oddania dyrektorom decyzyjności w sprawie budżetu szpitala. Rzeczywiście, dyrektorzy zyskali możliwość przesuwania kwot między oddziałami szpitalnymi. – Ale ja w ogóle już nie czuję się dyrektorem, tylko administratorem szpitala. Decyzje, na jakie do tej pory miałam wpływ, dotyczące wynagrodzeń pracowników czy liczby personelu, w tej chwili przychodzą z góry. Pojawia się pytanie, czy w ogóle dyrektorzy szpitali są potrzebni?

Dariusz Kostrzewa, prezes zarządu Copernicus Podmiot Leczniczy Sp. z o.o. w Gdańsku stwierdził, że szpital na drugie półrocze dostał ryczałt o 3 proc. wyższy niż na pierwsze. - Pamiętajmy, że to były też 3 proc. wydane na koszty świadczeń dodatkowych z pierwszego półrocza, które w żaden sposób nie zostaną nam zrefundowane. Bilans wychodzi na zero, albo na niewiele ponad zero – mówił. Zwracał też uwagę, że choć ryczałty rosną, dużo szybciej rosną też koszty szpitali – choćby przez pośrednie efekty wzrostu płacy minimalnej. Nie chodzi bowiem tylko o podwyżki dla pracowników szpitali. – Gdy rośnie płaca minimalna, nasi podwykonawcy i dostawcy wnioskują o aneksowanie umów, a na to już niestety nie uzyskujemy dodatkowego finansowania - mówił.

- Koszty rosną, a wartość punktu stoi w miejscu. Realne wyliczenia pokazują, że jeżeli coś robi się poniżej kosztów, to wynik zawsze jest ten sam, czyli katastrofalny. Chyba, że rację mają te osoby, które twierdzą, że chodzi o to, żeby część szpitali zniknęła - mówił Mariusz Wołosz, wiceprezes zarządu Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, dyrektor naczelny Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Szpital nr 2 im. dr. Tadeusza Boczonia w Mysłowicach.

PDF

Zobacz także