Skandal w szpitalu przy Niekłańskiej

Iwona Schymalla

Opublikowano 03 grudnia 2013, 07:00

Suchner_wywiad Fot. MedExpress TV
Iwona Schymalla

Opublikowano 03 grudnia 2013, 07:00

Iwona Schymalla: W szpitalu przy ul. Niekłańskiej miało się odbyć uroczyste otwarcie SOR-u. Natomiast informacja, którą przekazał Pan mediom o tym, że szpital zalega lekarzom z wypłatami za dyżury, sprawiła, że uroczystość przebiegała w mniej wyniosły sposób. Dlaczego zdecydował się Pan na taki krok.

dr Radosław Suchner: Nie było to moim zamiarem, to raczej zbieg okoliczności. Dobry moment dla dziennikarzy, aby połączyć oba problemy. Każdy chciałby otrzymywać pieniądze za wykonywaną pracę. Rozmowy z główną księgową czy jej zastępcami spełzły na niczym. Po jakimś czasie przestali nawet odbierać telefony. Próbowaliśmy wysyłać oficjalne pisma do pani dyrektor szpitala, niestety, bez skutku. Czarę goryczy przelała informacja o przyznaniu jej nagrody.

Jaka to jest skala zjawiska? Ilu lekarzy w szpitalu przy Niekłańskiej nie otrzymało swoich wynagrodzeń za dyżury i jakie to są sumy? Czy inne szpitale mają takie problemy?

Jeśli chodzi o Niekłańską, wiem o trzech specjalnościach, które mają problemy z finansami. Pierwszym jest SOR, w którym przez wiele lat pracowałem, oraz radiolodzy i anestezjolodzy. Czy ktoś jeszcze, tego nie wiem, bowiem sfera finansowa to nie temat, na który rozmawiamy podczas dyżurów - zajmujemy się pacjentami. Czasami to, czy ktoś dostał pieniądze czy nie, wypływa, ale nie wiem, czy dotyczy to innych specjalizacji. Wiem o szpitalu przy ul. Barskiej, w którym sytuacja jest podobna, a może nawet gorsza. Tam przez około pół roku nie płacono za dyżury lekarskie, dlatego wielu lekarzy pozwalniało się stamtąd.

Jaka jest skala tych zaległości?

W moim przypadku nie jest to dramatyczna kwota, bo oceniam ją na około 10 tysięcy, dla mnie jednak wystarczająco duża, aby jej brak rzutował na mój budżet domowy. Co do innych lekarzy, na pewno są to wyższe stawki, bo im więcej dyżurów, tym większe zaległości. Są wśród lekarzy tacy, którzy dyżurują po kilkanaście razy w miesiącu, w takich przypadkach będą to kwoty w wysokości kilkudziesięciu tysięcy do nawet pięćdziesięciu tysięcy.

Czy wystąpicie Państwo na drogę sądową?

Kontrakty, przynajmniej przy Niekłańskiej, są zawierane przez tzw. podmioty zewnętrzne, czyli spółki lekarskie pośredniczące w zatrudnianiu lekarzy. Dlaczego tak się dzieje? Taka spółka gwarantuje większą liczbę pracowników, nie trzeba podpisywać pojedynczych umów z kilkunastoma lekarzami. Gwarantuje to pewien stały dopływ kadry, ubezpieczenie lekarzy, ale także szpitala, co oznacza jego większe bezpieczeństwo. Wreszcie wydłużone płatności. Ostatnia rzecz, to obchodzenie czasu pracy, bo jeśli mamy jednoosobowe spółki, to dyrektywa dotycząca czasu pracy tu nie obowiązuje.

Czyli dyrekcja szpitala pozwala na to, żeby lekarze pracowali po 300-400 godzin w miesiącu?

Tak się dzieje w całym kraju. Jestem pewien, że tak się dzieje w przypadku ponad 90% szpitali, ponieważ lekarzy jest zbyt mało na jednego mieszkańca. NFZ wymaga, aby każdy zatrudniony lekarz prowadził dyżur. Ostatnia afera dotyczyła okulistów. Szpital ma po 3-4 lekarzy tej specjalności do prowadzenia oddziału, przeprowadzania operacji, np. zaćmy czy płukania dzieciom kanalików, a także prowadzenia dyżurów. Szpitale więc potrzebują pracowników, którzy będą pracować więcej niż pozwalają na to dyrektywy unijne. Aby to uzyskać, trzeba pracować na kontrakcie, bo w ten sposób nie liczy mu się całości godzin przepracowanych w ciągu doby i tym samym nie jest wymagany minimalny odpoczynek, czyli 11 godzin.

Czy to jest zagrożenie dla pacjentów?

Tak.

Szpitalom więc opłaca się zatrudnić lekarza na kontrakcie, bo nie wiążą go umowy, a poza tym można mu również nie płacić.

Nie przewidywałem nigdy, aby można było lekarzom nie płacić, bo szpital to pracownicy. Również cały personel medyczny – jego nie da się zastąpić. Księgowość można wyprowadzić poza każdą firmę, niezależnie od tego, czy to jest szpital czy inne przedsiębiorstwo. Szpital, ale bez pielęgniarek i lekarzy szpital nie będzie funkcjonował. Pielęgniarki przez długi czas opierały się przed zatrudnieniem na kontrakt, ponieważ taka forma pracy jest dla pracownika bardziej obciążająca: trzeba się samemu ubezpieczyć, odpowiada się całym majątkiem za jakiekolwiek uchybienia i błędy. W przypadku etatu odpowiedzialność ogranicza się do trzech pensji. Pielęgniarki, z tego, co wiem, przy Niekłańskiej tak nie pracują, ale w innych szpitalach zdarzają się takie przypadki. Za to lekarze we wszystkich szpitalach w Polsce na pewno pracują na kontrakcie, bo jest to dla szpitali opłacalne, nie tylko dlatego że w każdej chwili można go zwolnić, ale przede wszystkim, dlatego że nie liczy mu się czas pracy. Nie przewidywałem, że można lekarzowi również nie płacić.

Pani dyrektor szpitala tłumaczy się trudnościami finansowymi. Mówi, że kondycja szpitala jest zła.

Dyrektor Stachurska-Turos jest zatrudnionym menedżerem do tego, aby zapewnić szpitalowi płynność finansową.

To ona więc odpowiada za tę sytuację związaną z niepłaceniem wynagrodzeń?

W szpitalu przy Niekłańskiej w stu procentach. Oczywiście dyskusją może być, czy podpisana umowa z NFZ jest dobra czy zła. Na pewno można było szukać oszczędności i na pewno w szpitalu przy Niekłańskiej da się je znaleźć – pracuję tam od 2008 r. i jestem w stanie je pokazać. Nikt mnie o to nie pytał – jestem prostym lekarzem.

Jak Pan ocenia umiejętności menedżerskie pani dyrektor?

To chyba nie moje zadanie. To raczej zadanie pana Struzika, który jest poniekąd szefem pani dyrektor, dlatego że jest to szpital wojewódzki i to pan Struzik odpowiada za szpitale wojewódzkie, więc to jest pytanie do niego, a nie do mnie. Nie mam wglądu w księgi, nie mam wglądu w to, jak działa pani dyrektor, zdecydowanie nie będę jej oceniał.

 Przeczytaj również odpowiedź Mazowieckiego Urzędu Marszałkowskiego w Warszawie:

Problemy Niekłańskiej to sprawa NFZ

Pobierz ten artykuł w formacie .pdf

podobne

PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30