Nakłady rosną a efektów brak

Aleksandra Kurowska

Opublikowano 03 marca 2015, 09:28

177018336 Fot. Thinkstock / Getty Images
Aleksandra Kurowska

Opublikowano 03 marca 2015, 09:28

Jak przy ograniczonych środkach podnosić jakość leczenia? Co zrobić, by mniej Polaków wymagało hospitalizacji, rent, stałej opieki oraz przedwcześnie umierało? To niektóre z tematów panelu „Ciężar społeczny chorób”, jaki odbył się w ramach Kongresu Zdrowia Publicznego 2014.

Choć wydatki na ochronę zdrowia rosną, wydłuża się średnia długość życia, w przypadku części chorób nadal brak przełomu. W dużej mierze z powodu nieoptymalnej organizacji leczenia, podziału środków, błędnych decyzji sprzed lat dotyczących rozwoju określonych dziedzin.

Jednym z obszarów, w których odnieśliśmy spektakularne sukcesy jest kardiologia inwazyjna. – Polska jest w czołówce nie tylko Europy, ale i świata. To efekt m.in. zaaplikowania do praktyki klinicznej standardów postępowania medycznego przedstawianych na różnych kongresach, konferencjach czy w postaci dokumentów i zbiorów zasad terapii – mówił prof. Artur Mamcarz, kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii WUM. Rozwój kardiochirurgii interwencyjnej spowodował budowę gęstej sieci pracowni hemodynamicznych, które są dostępne przez całą dobę. Oczywiście niezbędne było podjęcie wielu decyzji i systemowych rozwiązań, dzięki którym sfinansowano te procedury, pobudzając rozwój pracowni i placówek medycznych.

– Dla dalszego sukcesu w kardiologii interwencyjnej potrzebne są kolejne zmiany i nowe rozwiązania. Mamy problem z utrzymaniem osiągniętych efektów, czyli prewencją wtórną, rehabilitacją. Pacjent, który po pięciu dniach wychodzi do domu, nie wie często, co się z nim działo, nie jest zmotywowany do zmiany stylu życia, odżywiania, brania leków przez dłuższy czas – podkreślał prof. A. Mamcarz.

Jak widać choćby po budżecie NFZ, rehabilitacja i zapobieganie chorobom przegrywa z najpilniejszymi wydatkami w skali krótkoterminowej – czyli z leczeniem.

Znaczny wzrost nakładów odnotowała też onkologia. Ale wskaźniki poprawiły się tylko w przypadku niektórych nowotworów. Czy można znaleźć dla niej analogiczną ścieżkę do tej, którą przeszła kardiologia?– W ramach kończącej się strategii Narodowego Programu Walki z Chorobami Nowotworowymi znacząco poprawiła się infrastruktura, wzrosła m.in. dostępność do radioterapii. Dzięki wymianie sprzętu, nie do pomyślenia jest już, by doszło, np. do poparzenia pacjentek – mówił wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki.

Do tego dochodzi pakiet onkologiczny.Jednak kompleksowe, wypracowane w ramach „Cancer Planu” rozwiązania, rządowy pakiet „konsumuje” tylko w kilku procentach. Poza zniesieniem limitów leczenia, postawieniem na ośrodki specjalizujące się w leczeniu raka piersi (tzw. Breast Cancer Unit), potrzebna jest m.in. skuteczniejsza profilaktyka, upowszechnianie wiedzy na temat zdrowia.

Prof. Sergiusz Nawrocki podkreślał, że założenia są dobre, niezbędne było zniesienie limitów, wprowadzenie koordynatorów, postawienie na najlepsze ośrodki leczenia. Ale zabrakło głębszego wsłuchania się w głosy środowiska, dyskusji na temat szczegółów. Prace prowadzono w dużym pośpiechu, co może zaszkodzić efektom. – W onkologii nie można oczekiwać takich efektów jak w kardiologii interwencyjnej. Tu nie da się w ciągu miesiąca wyprowadzić pacjenta na prostą, jak po zawale – mówił prof. Nawrocki.

– Pakiet onkologiczny realizuje część „Cancer Planu”, ale nie został zderzony z pieniędzmi. To, że wchodzi w życie, nie znaczy, że pacjent faktycznie będzie miał dostęp do większej liczby lekarzy, diagnostyki itp. Skoro taki trud prawny, organizacyjny został włożony, to czy nie lepiej było od razu wprowadzić więcej zmian, większe finansowanie, standaryzację oraz kontent, czyli m.in. nowoczesne technologie. Czy zmiany mamy wprowadzić i potem je korygować? – pytał Jakub Szulc, ekspert Ernst & Young, były wiceminister zdrowia.

Najpierw najdroższe procedury?

– Od 2006 r. nastąpiło niemal podwojenie nakładów na onkologię, ale efekty są niezadowalające – mówił Marcin Pakulski, ekspert Instytutu Ochrony Zdrowia, były wiceprezes NFZ. – Pakiet onkologiczny nie rozwiązuje problemu ujednolicenia postępowania onkologicznego. Stąd trzeba się zastanowić, czy (tak jak to zrobiono w kardiologii) nie należy skupić się na najbardziej kosztochłonnych procedurach, podejść do nich w sposób odrębny i jak najlepiej zorganizować w nich opiekę – dodał Pakulski.

– Standaryzacja jest ważnym elementem pakietu onkologicznego, a nawet największą jego wartością. Kolejne jej elementy będziemy jeszcze wprowadzać – zapewniał Igor Radziewicz-Winnicki, podkreślając, że kluczową kwestią będzie jakość leczenia. Prof. Mariusz Bidziński zwracał uwagę, że NFZ nie ma ani odpowiednich procedur ani zasobów kadrowych do monitorowania jakości, dlatego w praktyce nie jest ono realizowane. Z medykami też jest problem. – Onkologia wymaga doświadczonych lekarzy, wielu zespołów lekarzy, diagnostyki klasycznej i molekularnej, specjalistów z różnych dziedzin, chirurgów, onkologów… A tych brakuje. Zwłaszcza genetyków i patomorfologów – mówił prof. M. Bidziński. Koszyk – zbyt pełny i nie zawsze słusznie. Były wiceminister zdrowia Adam Fronczak, przysłuchujący się z sali debacie, zwrócił uwagę, że ogromny potencjał do zmian jest w koszyku świadczeń gwarantowanych. Jak tłumaczył, gdy zawarte w nim procedury przejrzeli, np. ginekolodzy, okazało się, że ok. 30 proc. z nich jest do wykluczenia i obecnie takie działania są prowadzone.

Z kolei Jakub Szulc przypomniał, że od lat prowadzone są dyskusje o wysokości składki zdrowotnej. – Nie ma takiej siły, by za 9 proc. mieć wszystko dla wszystkich i bez kolejek – konkludował.

Źródło: „Służba Zdrowia

Pobierz ten artykuł w formacie .pdf

podobne

PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31