Tomasz Sztreker: Z rakiem jelita grubego można ułożyć sobie życie

Fot. MedExpress TV
- Rak jelita grubego to jedna z najpiękniejszych chorób. Ma się jeszcze czas, by pokochać ludzi, świat, wybaczyć błędy sobie i innym - powiedział Medexpressowi Tomasz Sztreker, syn kobiety, która zmarła na raka jelita grubego.
Medexpress 2018-10-02 12:56

Martyna Chmielewska: O czym powinny wiedzieć rodziny pacjentów chorych na raka jelita grubego?

Tomasz Sztreker: Myślę, że największym problemem jest niedoinformowanie pacjentów na temat psychologicznych skutków tej choroby. Chodzi o to, aby pacjent miał dostęp do psychologa, psychiatry, leków psychotropowych – antydepresantów, które mogłyby pomóc mu przejść przez ten trudny dla niego okres choroby. Dobrze byłoby gdyby miał także dostęp do wszelkich niekonwencjonalnych działań. Myślę tu o takich elementach, które mogą pomóc pacjentowi w regeneracji albo zmniejszyć u niego szkodliwe skutki chemioterapii, radioterapii czy innych terapii. Powinniśmy też sobie zdawać sprawę z pewnych konsekwencji terapii, które dzieją się w organizmie chorego. Chory często nie rozumie zmian, które powoduje u niego dana choroba.

M.Ch.: Dlaczego chorzy nie zdają sobie z tego sprawy? Czy lekarze nie informują pacjentów o skutkach choroby?

T.S.: Myślę, że duże znaczenie mają tu procedury. Niestety pośród wielu wspaniałych lekarzy są i tacy, którzy nie podchodzą do pacjenta jak do człowieka, który jest chory, ale jak do umierającego. Choroba nowotworowa może prowadzić do tego, że pacjent może umrzeć. Oczywiście, są pewne nowotwory, które daje się leczyć a nawet wyleczyć. Niestety w wielu przypadkach choroby nowotworowe są trudne do leczenia. Tak było z moją mamą, która musiała prosić lekarza o badania. Interesowała się swoją chorobą, wymuszała na lekarzach kolejne badania. Kiedy się okazało, że ma przerzuty na płuca, wymusiła na lekarzach kolejne badania głowy. A wszystko dlatego, że czuła się coraz gorzej. Miała zawroty głowy, nie mogła jeść, wymiotowała. Nikt z lekarzy nie przygotował jej wcześniej na taką reakcję organizmu. My także nie wiedzieliśmy, jak pomóc naszej mamie. Uwierzyliśmy pod wpływem innych, że nasza mama nie ma tak poważnej choroby jaką miała, chociaż robiliśmy wszystko co tylko mogliśmy. Moja mama przeszła chemioterapię i radio terapię, ale nasz poziom dotyczący tego co się z nią działo, był niestety niski. Ufaliśmy lekarzom, ale szukaliśmy również alternatyw.

M.Ch.: Jakie zmiany należałoby wprowadzić do systemu ochrony zdrowia, aby pomóc chorym na raka jelita grubego?

T.S.: Pacjenci muszą wiedzieć, że to jedna z najpiękniejszych chorób. Ma się jeszcze czas, by pokochać ludzi, świat i wybaczyć sobie i innym. Można ułożyć sobie życie z tą chorobą. Niestety, gdy się o niej dowiadujemy, zaczynamy panikować zamiast zastanowić się nad metodami leczenia. Na pewno pomoc psychologa, psychoonkologa jest ważna w przypadku tej choroby. Ważne jest też, by człowiek poznał metody leczenia. Wiem, że poza chemioterapią, radioterapią, są też inne metody leczenia np. badania kliniczne. Niestety ludzie nie mają ich świadomości. Łudzimy się, że pewnego rodzaju dieta czy soki z owoców wyleczą nowotwór. Moja mama stosowała mnóstwo rzeczy i myślę, że one mogły wspomóc terapię. Dlatego należałoby je robić przed chemioterapią, by wzmocnić organizm, ale i po by się szybciej zregenerował. Jeśli będziemy brać witaminy, minerały, stosowali odpowiednią dietę, to w odpowiedni sposób przygotoujemy nasze jelita, wątrobę i inne narządy palone podczas chemioterapii. Przy radioterapii trzeba także wiedzieć, jakie produkty można jeść. Powinno się przygotować się na wymioty, mieć odpowiednie środki medyczne, które je zahamują.

M.Ch.: Jakie u Pana mamy pojawiły się skutki uboczne po chemioterapii?

T.S.: Po chemioterapii pojawiła się u mamy neuropatia czyli straszne bóle. Moja mama korzystała z dostępnych środków medycznych, po których czuła się tak, jakby była pod wpływem narkotyków. Miała bardzo duże problemy psychiczne, z czym się bardzo nieswojo czuła. Kiedy zaczęła używać olejów konopnych, które są legalne w naszym kraju (CBD, CBG), to zmiana u mamy nastąpiła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Byliśmy w szoku. Mama stała się energiczna, ustąpiły jej bóle. Czuła się zrelaksowana. Naturalny środek spowodował, że mama przestała źle się czuć.

M.Ch.: Z jakimi problemami borykał się Pan po śmierci mamy?

T.S.: Po śmierci mojej mamy miałem ataki paniki. Bardzo dużo czytałem o tej chorobie. Musieliśmy znaleźć jakieś terapie. Okazało się, że mojej mamie można było pomóc, gdybyśmy na odpowiednim etapie zastosowali odpowiednie działania. Gdyby mama poszła na takie badania jak: kolonoskopia ( rok czy dwa lata wcześniej od rozpoznania choroby), to dzisiaj cieszyłaby się dobrym zdrowiem. Miałaby wyciętego polipa, dostałaby leki. Niestety, kiedy dowiedziała się, że ma nowotwór na jelicie, on już był na tyle duży, że już były nacieki na węzłach chłonnych. Przy tym stadium choroby ludzie żyją średnio trzy lata. Moja mama żyła cztery. Wiem, że żyłaby dużej gdyby nie to, że nie skorzystaliśmy z niektórych badań, albo leków dostępnych za granicą.

PDF

Zobacz także