USA: Jak koronawirus łamie rytuał żałoby?

Fot. Getty Images/iStockphoto
Żałobnicy pozostają w samochodach zaparkowanych na obrzeżach cmentarza. Przy nabożeństwie jest personel z domu pogrzebowego, dwóch członków rodziny i ksiądz. Wszyscy w rękawiczkach i maseczkach utrzymują między sobą wymaganą odległość. Jedna z osób transmituje ceremonię przez aplikację w telefonie komórkowym dla tych, którzy zostali w autach. Po pogrzebie okazuje się, że gości jest znacznie więcej. Niekończący się sznur samochodów zaczyna przejeżdżać obok świeżo usypanego grobu.
Kalina Gierblińska 2020-04-11 18:00

Tak wyglądają dziś pogrzeby na Green-Wood Cemetery w Brooklynie. Cmentarz pełni także funkcję parku miejskiego, z którego można podziwiać panoramę Nowego Jorku. Nawiasem mówiąc, właśnie to miejsce było inspiracją do stworzenia kultowego Central Parku na Manhattanie. New York Times dwa stulecia temu pisał, że każdy nowojorczyk marzy o trzech rzeczach: mieszkaniu przy Piątej Alei, spacerze w Central Parku i wiecznym spoczynku na Green-Wood. Jednak chyba nikt nie przypuszczał, że epidemia koronawirusa doda tym pragnieniom takiej goryczy.

Zdaniem Richarda J. Moylana, prezesa Green-Wood Cementery, ta pogrzebowa scena to jedno z najsmutniejszych jego zawodowych doświadczeń, jakie do tej pory przeżył. Koronawirus coraz częściej odbiera ludziom rytuały związane z ostatnim pożegnaniem i pochówkiem bliskich. Domy pogrzebowe zaczynają oferować w swych usługach transmisje live z nabożeństw, które w większości placówek zostały zawieszone na czas nieokreślony, a niektóre z nich, z powodu niespotykanego wcześniej przeciążenia, podnoszą sześciokrotnie ceny swych usług.

Żałobnikom ta sytuacja burzy proces godzenia się ze stratą rodziny. Wiele cmentarzy zezwala na udział w pogrzebie tylko jednego pracownika domu pogrzebowego, jednego przedstawiciela kościoła i jednego przedstawiciela rodziny. Nie ma mowy o kwiatach i o oddaniu zmarłym należytej czci, tak jak w przypadku Stephena Solomona, 72-letniego mieszkańca New Jersey, weterana straży przybrzeżnej, który zmarł z powodu koronawirusa. W czasie jego pochówku nie było słychać gwardii honorowej, nikt nie złożył na jego trumnie amerykańskiej flagi. Jego syn, Bernard, powiedział, że epidemia odebrała jego rodzinie możliwość bycia razem i pocieszania się w tym trudnym i intymnym dla nich czasie. W ceremonii pogrzebowej Solomona wzięło udział tylko pięć osób (licząc w tym obsługę), a władze cmentarza poprosiły rodzinę, by przyniosła, ze względu na braki w magazynie, własne łopaty.

Maryellen McLaughlin, dyrektor McLaughlin Funeral Home w Jersey City, potwierdza, że pracy jest coraz więcej i kolejka oczekujących pogrzebów rośnie z dnia na dzień. Jej zdaniem to prawdziwy emocjonalny rollercoaster dla rodzin. Tak, jak dla 18 wnucząt i 23 prawnuków Jake’a Thomasa, 90-letniego weterana amerykańskiej armii, którego śmierć nie była związana z koronawirusem. W tym przypadku również w pogrzebie mogła wziąć udział tylko jedna osoba z rodziny Thomasa. Amerykańskie Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób (CDC) jeszcze do końca marca zezwalało na udział w pogrzebach maksymalnie 50 osobom. Później liczba ta spadła do 10. Policja ściśle egzekwuje te zasady i przerwała już kilka nielegalnych pogrzebów (ze względu na liczbę żałobników), w Nowym Jorku. Niektóre stany, w tym New Jersey, właściwie zakazały zgromadzeń pogrzebowych.

„To tak, jakby lekarz nie był w stanie wykonać operacji na kimś, kto tego potrzebuje” – tak Ellen McBrayer, rzeczniczka National Funeral Directors Association, określa obecną sytuację. Dlatego większość domów pogrzebowych zaczyna planować odprawienie nabożeństw żałobnych po zakończeniu epidemii. Kiedy to będzie? Wszystko zależy od tego, na jaki scenariusz zdecyduje się rząd Donalda Trumpa. Oczekiwanie na szczepionkę to kolejne 12-18 miesięcy życia z narzuconymi ograniczeniami. Z kolei wprowadzenie, śladem Korei Południowej, większej ilości testów i systemów namierzających osoby zakażone wymaga szeroko zakrojonych działań, ale daje nadzieję na zmniejszenie obostrzeń dotyczących utrzymywania społecznego dystansu.

Póki co, setki wolontariuszy zgłosiły się, aby pomóc domom pogrzebowym i szpitalnym domom pogrzebowym w Nowym Jorku, które zostały przytłoczone liczbą zgonów podczas pandemii koronawirusa. W domu pogrzebowym Daniela Schaefera w dzielnicy Sunset Park na Brooklynie przed pandemią było przyjmowanych około 40-60 zgłoszeń w jednym czasie, ale dziś przyjmuje 185 dziennie. Do tego dochodzą opóźnienia związane choćby z tym, że w domach pogrzebowych, np. w San Francisco czeka się trzy dni lub dłużej, zanim otworzone zostaną worki ze zwłokami. W ten sposób zmniejsza się ryzyko zakażenia wśród pracowników.

Jeden z dyrektorów domu pogrzebowego, który nie chce ujawniać nazwiska, powiedział że był zmuszony prosić rodziny, aby próbowały uzgodnić ze szpitalami, by mogły jak najdłużej „przetrzymać” tam ciała swoich bliskich. W wielu domach pogrzebowych brakuje już miejsca na przechowywanie zwłok. Niektórzy próbują wynająć chłodnie i rozbudować swoje obiekty. Na początku miesiąca władze Nowego Jorku utworzyły 45 mobilnych kostnic, by opanować sytuację, która pod tym względem jest również trudna dla szpitali. Ceny chłodni sięgają zenitu ─ jedna z firm za wynajem na miesiąc każe sobie zapłacić 6000 dolarów. Pat Marmo, szef wspomnianego wyżej domu pogrzebowego z Sunset Park, twierdzi że nawet jeśli uda mu się dostać odpowiedniej wielkości ciężarówkę-chłodnię, to nie będzie miał gdzie jej ustawić. Chyba, że dogada się z przeciwległym posterunkiem policji i skorzysta z ich podjazdu. Gubernator Nowego Jorku, Andrew Cuomo, podpisał zarządzenie wykonawcze, pozwalające na przyjęcie pomocy od poza stanowych domów pogrzebowych. Ten ruch nastąpił po tym, jak National Funeral Directors Association napisało list otwarty do Cuomo z prośbą o interwencję. Patrick Kearns, dyrektor pogrzebowy czwartej generacji w Queens, twierdzi, że przemysł pogrzebowy czegoś takiego jeszcze nigdy nie doświadczył. Nawet wydarzenia z 11 września nie spowodowały takich przeciążeń (wtedy wiele czasu zajmowało samo odnalezienie ciał w gruzach).

A co ze zmarłymi, którzy są bezdomni, nieznana jest ich tożsamość, ich bliskich nie stać na pogrzeb lub nikt nie zgłosił się po nich do kostnic nawet przez miesiąc? Trumny z ich ciałami grzebane są na Hart Island, wyspie należącej do Nowego Jorku, położonej u zachodnich wybrzeży Long Island. To miejsce od XIX wieku wykorzystywane jest do chowania zmarłych, o których nikt się nie upomniał i nikt nic nie wie. Obecnie odbywa się tam 125 pochówków tygodniowo, 25 dziennie przez pięć dni. Ta liczba wzrosła pięciokrotnie w miarę zwiększenia ilości ofiar śmiertelnych koronawirusa.

Obserwując rozwój sytuacji, ustalono że czas w jakim można zgłosić się po odbiór zwłok członka rodziny będzie skrócony do dwóch tygodni. Po tym terminie ciała będą wywożone na Hart Island. Bill de Blasio, burmistrz Nowego Jorku, zaznacza jednak, że jeśli tylko rodzina w ciągu 14 dni skontaktuje się ze szpitalem i potwierdzi tożsamość zmarłego, miasto będzie przetrzymywać zwłoki do momentu, aż będzie możliwe zorganizowanie pogrzebu.

Dla lokalnych władz coraz bardziej oczywista staje się potrzeba odbiurokratyzowania procesów związanych z wydawaniem aktów zgonu, co wiąże się z odciążeniem lekarzy, i realizacji usług pogrzebowych. W Luizjanie wszystkie te procedury zostały przeniesione do trybu online i nie są już wymagane osobiście składane podpisy.

Koronawirus zmienia pejzaż Nowego Jorku, a jego mieszkańcom odbiera ich codzienne rytuały. W Central Parku widać białe namioty szpitalne dla zakażonych wirusem i nie można już wybrać się tam na piknik. Popularne pralnie, w których toczyło się sąsiedzkie życie towarzyskie zostały zamknięte (co ciekawe w Nowym Jorku tylko 45 % mieszkań dysponuje pralniami). Ulice są puste, żółte taksówki kłębią się tylko pod szpitalami. I obok codziennych, życiowych rytuałów, epidemia łamie też te związane ze śmiercią. Dziś słynny „test” Franka Sinatry, który brzmi: „Jeśli uda mi się w Nowym Jorku, to uda mi się wszędzie” nabiera zupełnie nowego znaczenia.

Według statystyk w Stanach Zjednoczonych odnotowano 505 015 osób zakażonych i 18 771 zgonów.

Źródłoa: Reuters/Politico/ The Guardian/The New York Times/ The Washington Post

PDF

Zobacz także