W czasie epidemii wszędzie dobrze, ale… w bunkrze najlepiej?

Fot. Getty Images/iStockphoto
Na całym świecie, nie od dziś, budowane są luksusowe bunkry dla nielicznych szczęśliwców, które mogą pomóc przetrwać wojnę czy epidemię. Nietypowe schrony w USA przypominają równoległą rzeczywistość, odwzorowaną jeden do jednego, tyle że pod ziemią.
Kalina Gierblińska 2020-05-15 22:55

Już z daleka, przedzierając się przez pola kukurydzy w stanie Kansas, widać tajemniczy kopiec. Otoczony jest wojskowym ogrodzeniem z łańcucha. Pada na niego cień ogromnej turbiny wiatrowej. Zakamuflowany ochroniarz wyposażony w karabin automatyczny umożliwia wjazd do bunkra. Przypomina to wszystko tajną siedzibę rządową i rzeczywiście tak kiedyś było. Jest to silos rakietowy Atlas F, zbudowany na początku lat 60. XX wieku. Inwestycja kosztowała Stany Zjednoczone ok. 15 milionów dolarów. Należała do jednej z 72 podobnych konstrukcji , które powstały z myślą o pociskach balistycznych o sto razy silniejszej mocy, niż bomba zrzucona na Nagasaki.


Jednak to historia, dlatego że ten bunkier nie jest już własnością rządu, ale Larry'ego Hall'a, byłego kontrahenta rządowego, dewelopera, który kupił go w 2008 roku. Po co? Na tzw. „wszelki wypadek” definiowany jako wydarzenia od niskiego poziomu globalnego kryzysu po zagładę ludzkiego gatunku. Pandemia COVID-19 jest klasyfikowana jako wydarzenie na „średnim poziomie” zagrożenia dla świata i raczej stanowi preludium tego, co ma nadejść. Według Michaela Millsa, kryminologa z University of Kent, tego rodzaju schrony budowane są dziś po to, by uniknąć problemów związanych np. z brakiem żywności czy jakiejkolwiek pomocy rządowej.


Hall przekształcił tę podziemną „mega strukturę” w 15-piętrowy odwrócony wieżowiec, nazywany Survival Condo. W czasie epidemii koronawirusa jego dodatkową zaletą jest to, że zastosowane w nim nuklearne, biologiczne i chemiczne filtry powietrza mogą osłonić ludzi od wirusa SARS-CoV-2. Znajdzie sie w nim miejsce dla 75 osób, które przeżyją w takich warunkach maksymalnie pięć lat. Hall spędził trzy lata prowadząc badania etnograficzne z blisko stoma osobami z sześciu krajów, m.in. Australii, Wielkiej Brytanii czy Korei, w czasie których testowano jakość życia w takim podziemiu, sprawdzano możliwości hodowania własnej żywności i konstruowano opancerzone pojazdy, które jej zapasy byłyby w stanie dowieźć ludziom pozostałym w czasie kryzysu na powierzchni.


Kim są ci przezorni i niezwykle dobrze przygotowani ludzie? Bogacze z subkultury preppersów zwanych survivalistami, którzy swoją praktykę stosują od czasów zimnej wojny. Przewidują koniec świata? Raczej nie. Tę grupę charakteryzuje nieufność wobec rządów, globalizacji i każde swoje działanie, również unikanie podatków, opierają o swoją interpretację autonomii, o której przeczytać można w konstytucji Stanów Zjednoczonych. Kurt Saxon, który uznawany jest za twórcę pojęcia „survival”, opowiadał się za rewolucją zbrojną, odrzucał grupy polityczne i religijne lat 60. i 70. Niektórzy idąc za jego przykładem, ulegli pewnej radykalizacji i zaczęli kultywować samowystarczalność kompletnie odrywając się od rządowego nadzoru. W latach 80 i 90. XX wieku w USA ruch ten liczył ok. trzech milionów Amerykanów. Wśród nich był m.in. James Gordon „Bo” Gritz, były oficer sił specjalnych armii Stanów Zjednoczonych, który stał się póżniejszą inspiracja dla filmowej postaci Rambo. Współcześni survivaliści starają się jednak zdystansować do polityki, nie koncentrują się na debatach ideologicznych, tylko na praktycznym wymiarze własnej działalności.


Hall nazywa ten drugi dom bezpiecznym, niezależnym i zrównoważonym eksperymentem w architekturze, podziemnym odpowiednikiem projektu Biosfery 2 w Arizonie, czyli wielkiej, trzyakrowej szklarni, która miała odwzorować zamknięty system ekologiczny. W 1991 roku był to jeden z najbardziej ambitnych projektów izolacji społecznej, jaki wówczas przeprowadzono. Ośmioosobowa ekipa badawcza (czterech mężczyzn i cztery kobiety) spędziła dwa lata w zamkniętej Biosferze 2. Eksperyment zakończył się walkami między naukowcami, niedożywieniem i innymi „pułapkami” społecznymi. Hall jest jednak przekonany, że może ulepszyć swój model Survival Condo, w który zainwestował 20 milionów dolarów. Za niebotyczne kwoty udało mu się już sprzedać wszystkie apartamenty w obecnym silosie i teraz buduje drugi bunkier. Oprócz biznesu jest w tym jakiś futurystyczny lęk o przyszłość.


Hall wijąc „nowe gniazdko” wykorzystuje sprzęt i technologię wojskową. Wywiercił podziemną geotermę o głębokości 45 metrów z wbudowanym systemem filtracji wody, w którym zastosowano sterylizację UV i filtry z bibuły węglowej. System może filtrować 45 400 litrów wody dziennie do trzech monitorowanych elektronicznie 25 000 zbiorników galonowych. Zasilanie bunkra jest dostarczane przez pięć różnych systemów redundantnych, więc jeśli jeden ulegnie awarii, zostaną utworzone cztery kopie zapasowe. Jest to kluczowe, ponieważ utrata zasilania byłaby równoznaczna ze śmiercią mieszkańców schronu.


Eksperymenty przeprowadzane w zamkniętych systemach podtrzymywania życia prowadzone przez wojsko (dla okrętów podwodnych) i naukowców (dla statków kosmicznych) często zaniedbywały aspekty dotyczące systemów społecznych w takiej izolacji. Hall zdaje sobie sprawę, że zrównoważony rozwój to nie tylko funkcjonalność techniczna. Dlatego w Survival Condo jest olbrzymi kryty basen ze skalnym wodospadem, rozłożonymi leżakami wokół, sala kinowa ze skórzanymi fotelami, gdzie w wersji 4K można obejrzeć Jamesa Bonda „Skyfall”, piwniczka wina w której jest 2 600 butelek, ścianka wspinaczkowa, kort tenisowy, biblioteka, sauna, strzelnica, sala gier i in. Jest też replika supermarketu z kasą i koszami na zakupy. Obok systemu rekreacji będzie też system rotacyjnych miejsc pracy na pięć lat, zarówno po to, aby ludzie byli zajęci ( zdaniem Hall’a na nieustannych wakacjach pojawiaja się tendencje do destrukcji) i by indywidualnie uczyli się różnych praktycznych operacji na rzecz życia w bunkrze.

To są wnioski, które Hall’owi przedstawił konsultant wcześniej pracujący przy projekcie… Biosfery 2. Pomógł on zaprojektować podziemny świat tak, by do złudzenia przypominał ten na powierzchni, nawet kolory i tekstury ścian czy oświetlenie LED zostało dobrane w taki sposób, by uniknąć w ludziach ewentualnych stanów depresyjnych. Za oknami apartamentów wyświetlane są specjalne obrazy wideo, które pozwalają uwierzyć, że wszystko jest jak dawniej: widać zaparkowane auta przed domem i drżące na wietrze liście dębu. W takiej izolacji najważniejsze jest, zdaniem konsultanta, by ludzie czuli, że żyją stosunkowo normalnym życiem, nawet jeśli świat na zewnątrz przeżywa kataklizm i że mają wspólny cel: wydostania się na powierzchnię gdy będzie bezpiecznie.

Pobyt w takim bunkrze wielu osobom kojarzy się jako etap transformacji psychicznej, przeistoczenia w „lepszą wersję siebie”. W pierwszych tygodniach pandemii COVID-19 tak właśnie mówiono o narzuconej kwarantannie i przymusie pozostania w domu. Dla niektórych ten okres był przyjemnym odpoczynkiem, dla innych życiowym dramatem (np. ze względu na utratę pracy i środków do życia). W tym sensie zaplanowana przestrzeń bunkra wytwarza dla takich doświadczeń równowagę. Nie ma tam bezcelowego spowolnienia życia ani społecznych dramatów. Celem ludzi, którzy decydują się na przeczekanie kryzysu w takim miejscu jest pomoc społeczeństwu poprzez utrzymanie własnej „gotowości” do działania po wyjściu. Jeden z budowniczych bunkrów w Kalifornii twierdzi, że nikt nie chce wejść do bunkra tak bardzo, jak chce z niego wyjść.


Miejsca takie jak Survival Condo wydają się nieprawdopodobne. Kiedyś chroniły broń masowego rażenia, a teraz mają zupełnie przeciwstawny cel. Według Hall’a pandemia COVID-19 najprawdopodobniej zwiększy lęk ludzi przed zdarzeniami o charakterze globalnego kryzysu, a zatem zwiększy gotowość do znormalizowania praktyk przygotowawczych, takich jak budowanie bunkrów. Wówczas widok pustych ulic dawałby jednoznaczna wskazówkę gdzie wszyscy się podziali. I być może nie należy upatrywać już przyszłości ludzkości w gwiazdach, ale głęboko pod ziemią?

Zanim w Polsce pojawi się odpowiedź na to pytanie, ktoś już na pewno przypomni znaną kwestię z filmu „Chłopaki nie płaczą” i powie, że póki co „ [...] bunkrów nie ma, ale i tak jest z…”.

Źródło: The Conversation/ The SUN

PDF

Zobacz także