Wegetarianizm na pół etatu ma sens

Fot. Thinkstock / Getty Images
Stosowanie tzw. diety fleksitariańskiej, czyli okazjonalnego urozmaicania diety wegetariańskiej potrawami mięsnymi, przynosi wymierne korzyści zdrowotne – przekonują naukowcy.
Tomasz Kobosz 2017-05-22 13:33

Wegetarianie rzadziej mają problemy z nadmierną masą ciała – wynika z wielu dotychczasowych badań. Jednak całkowite wyeliminowanie mięsa z diety nie każdemu odpowiada. Czy samo zmniejszenie częstości jedzenia potraw mięsnych – co dla wieku wydaje się bardziej realistycznym scenariuszem - wystarczy, aby zahamować przyrost masy ciała? Hiszpańscy naukowcy z Universidad de Navarra twierdzą, że tak.

Badacze przeanalizowali zbierane na przestrzeni 10 lat dane o nawykach żywieniowych 16 tys. osób. W okresie tym otyłość pojawiała się u 584 uczestników, którzy na początku badania mieli normalną masę ciała.

Zauważono dość prostą prawidłowość – im mniejszy udział mięsa w diecie, tym mniejsze prawdopodobieństwo „dorobienia się” otyłości. Zależność ta była widoczna nawet po wyeliminowaniu wpływu innych czynników ryzyka otyłości – takich jak wiek, siedzący tryb życia czy też nadwaga w przeszłości.

Przykładowo – ryzyko otyłości było o 15 proc. wyższe w grupie 20 proc. osób spożywających najwięcej mięsa (średnio 198 g/db) niż w populacji ludzi w wieku ok. 55 lat. Natomiast wśród jedzących najmniej mięsa (142 g/db) ryzyko to było o 43 proc. niższe – wyjaśnia prof. Bes-Rastrollo.

Nie chodzi jednak tylko o ilość zjadanego mięsa. Jak pokazało badanie, w diecie najmniej „mięsożernych” uczestników było dwukrotnie więcej owoców, warzyw i orzechów – w porównaniu do tych, którzy spożywali najwięcej mięsa i jego przetworów.

Jak podaje The Independent – specjaliści szacują, że każdego roku na świecie z powodu diety ze zbyt dużą zawartością mięsa umiera ok. 34 tys. osób.

Źródło: The Independent

PDF

Zobacz także