Działamy wspólnie, szybko i przejrzyście

Iwona Schymalla

Opublikowano 29 maja 2013, 07:00

piotrowski Fot. MedExpress TV
Iwona Schymalla

Opublikowano 29 maja 2013, 07:00

O tym, że polski pacjent jest również Europejczykiem i o tym, że Porozumienie 1 czerwca będzie walczyło o europejski poziom leczenia w Polsce z Piotrem Piotrowskim, założycielem Porozumienia 1 czerwca rozmawia Iwona Schymalla, redaktor naczelna Medexpress.pl

Iwona Schymalla: Gościem medexpressu jest pan Piotr Piotrowski, twórca Porozumienia 1 czerwca. Witam serdecznie.

Piotr Piotrowski: Witam serdecznie.

Panie Piotrze, rok minął od powstania Porozumienia 1 czerwca, co udało się Wam załatwić, poruszacie się w bardzo trudnej materii, ale jednak jakieś sukcesy już są na koncie.

Pacjenci w Polsce od kilkudziesięciu lat poruszają się w bardzo trudnej materii, chyba czas najwyższy, aby pacjent wziął sprawy w swoje ręce i Porozumienie 1 czerwca powstało właśnie po to, abyśmy my pacjenci mogli wziąć sprawy w swoje ręce. Chcemy być merytorycznym partnerem do współpracy zarówno z Ministerstwem Zdrowia, jak i zwracamy się również z wieloma propozycjami do lekarzy. Jak na pierwszy rok działalności, udało nam się załatwić wiele spraw.

Na przykład?

Opiniujemy ustawy i założenia, które wychodzą z Ministerstwa Zdrowia, złożyliśmy swoje uwagi do ustawy refundacyjnej,  jako jedyni złożyliśmy swoje uwagi do założeń dyrektywy transgranicznej. W ostatnim czasie udało nam się z NFZ wyegzekwować jasne, czytelne stwierdzenie, że zaświadczenia wydawane przez lekarzy, którzy nie mają umów z NFZ, mogą skutkować tym, że lekarz POZ wypisze pacjentowi receptę na lek refundowany. Jest nas ponad 40 organizacji pozarządowych, niektóre to federacje, więc tych organizacji jest tak naprawdę jeszcze więcej. Działamy wspólnie, szybko, działamy transparentnie, przejrzyście.

I wywołujecie sporo zamieszania. Poradnik dla pacjentów o tym, jak przełamywać bariery i jak poruszać się w tym gąszczu przepisów, często nielogicznych, wywołał różne emocje i większość osób odbiera to, tak jak Pan mówił, czarno-biało, a tu nie o to podobno chodziło, więc o co?

Chodziło tak naprawdę o to, żeby pokazać, w jakiej rzeczywistości pacjent w Polsce się porusza. Poradnik w żadnym stopniu nie miał być skierowany przeciwko środowisku lekarzy, ani tym bardziej wywoływać jakieś skrajne emocje, po prostu chcieliśmy przedstawić sytuację pacjenta, który w tym polski systemie musi funkcjonować, i bariery, na które natrafia. Poradnik to był taki krzyk rozpaczy ze strony pacjentów. Poradnik powstał już w marcu po śmierci małej Dominiki – wtedy, gdy minister zdrowia, który wyszedł w pierwszej konferencji i powiedział, że system jest zły, a później zmienił zdanie i powiedział, że to jednak lekarze są źli, uświadomiliśmy sobie, że ze strony Ministerstwa Zdrowia zmian na lepsze nie będzie. I wtedy właśnie postał poradnik.

Jednak część lekarzy odebrała to źle, a zaraz potem pojawił się list do przyjaciół lekarzy autorstwa ministra Arłukowicza.

Proces sześciu lekarzy na ławie oskarżonych i później publikacja naszego poradnika. No właśnie, jest mi przykro, że poradnik pojawił się teraz, on jest na stronie internetowej od marca. W pewnym sensie został wykorzystany tak naprawdę do tego, aby pokazać te konflikty.

Przez ministra?

Nie wiem, czy przez ministra. Wątpię, żeby pan minister zdrowia był redaktorem naczelnym Gazety Wyborczej, ale uświadommy sobie, że jesteśmy w dwóch pociągach i ktoś przestawił zwrotnicę już jakiś czas temu i te pociągi na siebie pędzą i jeżeli wspólnie nie spróbujemy naprawić tej sytuacji, to one po prostu się zderzą. Poradnik był ostrzeżeniem. Takim czerwonym światłem, do czego może dojść i do czego nieraz dochodzi.

A jak Pan ocenia list ministra do lekarzy? Czy uważa Pan, że to ważny dokument?

Ja bym chciał usłyszeć list ministra do przyjaciół pacjentów. I być może właśnie pan minister powinien przeczytać nasz poradnik z perspektywy pacjenta. To jest takie działanie wpisujące się w proces tych sześciu lekarzy, czarno-białe odbieranie naszej instrukcji przetrwania w naszej służbie zdrowia. Szkoda, że nie wyciągamy wniosków od innych, a szukamy najprostszych rozwiązań i minister tak naprawdę znalazł to najprostsze rozwiązanie.  

Jako Porozumienie 1 czerwca chcecie i współpracujecie z lekarzami, także przy tworzeniu pewnej spójnej koncepcji reform, które powinny się dokonać w służbie zdrowia w Polsce. Czy coś już możemy zdradzić? Możemy powiedzieć, jakie planowane są zmiany?

Po śmierci małej Dominiki wystosowaliśmy list otwarty do wszystkich – Porozumienie Zielonogórskie nie odpowiedziało, OZZL odpowiedział, zwróciliśmy się do wszystkich grup zawodowych, zarówno lekarskich, jaki i obywatelskich działających w Polsce. Również odpowiedziała pozytywnie Federacja Szpitali Polskich i wspólnie spotkaliśmy się kilkukrotnie w Warszawie, abyśmy mogli wspólnie usiąść przy jednym stole, bez emocji, żeby pokazać, że można wspólnie szukać rozwiązań. Do pewnych wniosków wspólnie doszliśmy, podstawowa sprawa to jest po prostu za mała ilość nakładów na służbę zdrowia, najbardziej newralgicznym punktem jest to, jak zrobić, żeby te nakłady zrównoważyć. PKB w Polsce na ochronę zdrowia jest dramatycznie niskie, te nakłady trzeba by było zwiększyć chociażby przez zwiększenie PKB, ale czy to jest jedyne rozwiązanie? Nad tym się zastanawialiśmy, i pacjenci w Polsce chcą wiedzieć, ile, dlaczego i czy to poprawi sytuację, czy to cokolwiek zmieni, kiedy tak naprawdę nie będzie limitowania świadczeń zdrowotnych. Bo to pacjentów najbardziej w Polsce boli, że odprowadzamy obowiązkową składkę zdrowotną, w momencie zagrożenia bezpieczeństwa nie możemy z tej pomocy skorzystać. Jesteśmy spychani przez system do prywatnej opieki zdrowotnej i tam wydajemy kolosalne pieniądze. Za prywatne wizyty u specjalisty to jest około 7 mld złotych.

Jest Pan przeciwnikiem jakiejkolwiek formy prywatyzacji w tej sferze?

Nie, wręcz przeciwnie. Jesteśmy tak naprawdę za tym, aby uwolnić system od dzielenia na prywatnych i publicznych – dyrektywa transgraniczna dawała taką szansę na pokazanie, że ten system może być sprawiedliwy, pełny, można z niego korzystać. Zarówno my pacjenci mogliśmy z niego korzystać, jak i szpitale, ale Ministerstwo Zdrowia ograniczyło implementację do minimum i będziemy tylko z zazdrością patrzyć na to, jak pacjenci z innych krajów będą przyjeżdżali do nas i tak to się niestety skończy. To dla nas pacjentów jest to smutna rzeczywistość, pozostaniemy dalej w tej studni, z której wyjść nie możemy. A ci, którzy mogliby nam pomóc, czyli urzędnicy, wydaje mi się, że się boją po prostu tej wolności i tego, że tak naprawdę jesteśmy Europejczykami i ze jesteśmy tego świadomi. My pacjenci z Porozumienia 1 czerwca jesteśmy świadomi tego, że jesteśmy Europejczykami, i zrobimy wszystko, żeby żyć w europejskim kraju i czuć się tymi Europejczykami również w służbie zdrowia.

Pana działalność rozpoczęła się od tego, że chciał Pan ratować zdrowie swojego syna. Z troski o niego i z kłopotów, które były związane ze skutecznym leczeniem. Jak teraz się czuje Pana syn, jak udało się tę kwestie rozwiązać?

Michałek był wtedy leczony bardzo dobrze, jest leczony również teraz, ale Porozumienie 1 czerwca i moja aktywność, jestem tak naprawdę koordynatorem naszych wspólnych działań, jest kierowane ku przyszłości, również ku przyszłości mojego dziecka. Może za kilka lat, kiedy będzie już dorosłą osobą, będzie miał szansę funkcjonować sam, bez takich problemów jak chociażby ja czy osoby chore. Może będzie mógł żyć w normalnym cywilizowanym kraju i czuć się bezpiecznie.

Bardzo Panu dziękuje za spotkanie.

Pobierz ten artykuł w formacie .pdf

podobne

PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31