Wuhan: Wirus z laboratorium czy z nielegalnego targu?

Fot. Getty Images/iStockphoto
Obok narracji o kolejnych statystykach dotyczących zakażeń koronawirusem i odmrażaniu gospodarki, toczy się jeszcze jedna, o tym gdzie cała ta historia ma swój początek, czyli skąd wziął się SARS-CoV-2. W rozwikłanie tej zagadki najbardziej zaangażowane są Stany Zjednoczone, w których zdiagnozowano więcej zachorowań i zgonów niż w Chinach.
Kalina Gierblińska 2020-05-05 11:50

W czasie epidemii relacje między USA a Chinami stały się jeszcze bardziej napięte. Sekretarz stanu, Mike Pompeo, twierdzi że istnieją niezbite dowody na to, że nowy wirus powstał w laboratorium w mieście Wuhan. Z kolei według chińskiej gazety Global Times, były szef CIA ogłusza świat bezpodstawnymi oskarżeniami. Gdy stacja telewizyjna CNN poprosiła chińskie ministerstwo spraw zagranicznych o komentarz, usłyszała krótka odpowiedź, że Pompeo blefuje. Ostatnią odpowiedzią na zarzuty płynące z Waszyngtonu jest animowany prześmiewczy film, zrealizowany przez agencję informacyjną Xinhua, w którym postaci lego, Statua Wolności i chińska wojowniczka, próbują porozumieć się co do właściwego działania w czasie epidemii. Gdy część rozrywkowa konfliktu zebrała już swoją widownię, Global Times oskarżył Biały Dom o prowadzenie bezprecedensowej wojny propagandowej.


Niestety niedawne usunięcie zdjęć ze strony internetowej laboratorium Instytutu Wirusologii w Wuhan (WIV) podsyca teorie spiskowe. Fotografie przedstawiały pracowników medycznych w jaskiniach, posiadających niewielki sprzęt ochronny, którzy pobierali wymaz od nietoperzy. Dopóki Donald Trump nie podważył pochodzenia wirusa, powszechnie mówiono, że SARS-CoV-2 wydostał się z tzw. mokrego targu w Wuhan, gdzie prowadzany jest nielegalny handel egzotycznymi zwierzętami, w tym także nietoperzami i łuskowcami.

WARTO PRZECZYTAĆ

Nie jedzcie łuskowców!


Nie brakuje w tej historii przysłowiowego trupa z szafy. Amerykański dyplomata, Rick Switzer, w 2018 roku wystawił nienajlepsze referencje na temat poziomu bezpieczeństwa w chińskim laboratorium. Przekazał on Departamentowi Stanu USA, że podczas interakcji z naukowcami z laboratorium w Wuhan zauważył, że brakuje tam odpowiednio przeszkolonych techników. Według Washington Post dwa lata temu w styczniu amerykańska ambasada w Pekinie wielokrotnie wysyłała na kontrolę do laboratorium oficerów naukowych, a samo laboratorium osiągnęło wypracowało najwyższy poziom międzynarodowego bezpieczeństwa w zakresie badań biologicznych.


Archiwalne zdjęcia rzekomo pokazywały także złamaną pieczęć na zamrażarce, w której mieści się do 1500 różnych szczepów wirusów. Amerykańskie biuro dyrektora wywiadu krajowego wydało oświadczenie, w którym napisano, że poziom bezpieczeństwa w laboratorium będzie nadal rygorystycznie badany i brane będą pod uwagę pojawiające się nowe dane na temat wybuchu epidemii.


Te poważne podejrzenia ucina premier Australii, Scott Morrison, który po zapoznaniu się z dokumentem przedstawionym służbom państw wywiadowczego sojuszu (Pięciorga Oczu), uznał że nie ma w nim żadnych mocnych dowodów wskazujących na to, że wirus „wydostał się” z laboratorium. Podobne stanowisko ma Światowa Organizacja Zdrowia.


Zdaniem Yuan Zhiminga, profesora WIV i dyrektor Narodowego Laboratorium Bezpieczeństwa Biologicznego, placówka nie ma możliwości zaprojektowania i skonstruowania nowego koronawirusa, a ponadto, w genomie SARS-CoV-2 nie ma informacji wskazujących, że został on wytworzony przez człowieka.


Podejrzenia, z którymi mierzy się chińskie laboratorium, pojawiły się po artykule naukowym z Indian Institute of Technology, który zakładał , że białka w koronawirusie łączy niesamowite podobieństwo z białkami znajdującymi się w wirusie HIV. Artykuł został jednak wycofany. Większość naukowców twierdzi obecnie, że SARS-CoV-2 pochodzi z dzikiej przyrody, a nietoperze i łuskowce zidentyfikowano jako jego możliwych żywicieli pośrednich. Według Zhiminga ponad 70 procent nowo pojawiających się chorób zakaźnych pochodzi właśnie od zwierząt, zwłaszcza dzikich. W ostatnich latach naukowcy obserwują rosnące ryzyko ich powstawania, które wynika z bliskiego kontaktu ludzi z dziką naturą i globalnych zmian klimatu. Środowisko badaczy twierdzi, że wszystkie siedem znanych ludzkich koronawirusów pochodzi od nietoperzy i myszy.


Zhao Lijian z ministerstwa spraw zagranicznych zasugerował na Twitterze w marcu, że koronawirus mógł pojawić się po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych, co szybko podchwyciły chińskie media społecznościowe spekulując, że wirus mógł dotrzeć do Wuhan podczas Światowych Igrzysk Wojskowych, które odbyły się w październiku. Zhiming nie skomentował tej wypowiedzi, ale przytoczył artykuł brytyjskich i niemieckich naukowców, sugerujący, że wariant SARS-CoV-2 krążący w Stanach Zjednoczonych był bardziej prymitywną wersją tej, którą rozpoznano w Chinach.


Co wiemy o laboratorium w Wuhan, które znalazło się w centrum uwagi naukowców i polityków? Uzyskało ono certyfikat bezpieczeństwa biologicznego czwartego poziomu (BSL-4) w 2017 roku i tym samym dołączyło do elitarnego grona ponad 40 podobnych obiektów na całym świecie. Instytut został zatwierdzony do badania najbardziej śmiercionośnych patogenów, takich jak wirus Ebola, czy Lassa. Stosowane są w nim ścisłe protokoły, m.in. odpady sterylizowanych pod wysokim ciśnieniem zwierząt i wykorzystanych w eksperymentach są odpowiednio utylizowane. Każda osoba wchodząca i wychodząca ma mierzoną temperaturę ciała, badaną regularnie krew, a wszystkie czynności są rejestrowane. Naukowcy noszą specjalne dwuwarstwowe kombinezony ochronne i mają własne zapasy tlenu, aby nie wdychać powietrza wewnątrz laboratorium. W Instytucie zastosowano śluzy powietrzne, by zapobiec wyciekaniu zanieczyszczonego powietrza, a badacze korzystają z chemicznych pryszniców przy wyjeździe i muszą przejść surowe procedury wejścia i wyjścia.

Mimo to, sami naukowcy przyznają, że w historii miały miejsce sytuacje, w których z powodu błędu ludzkiego, dochodziło do „uwolnienia” wirusa. W 2004 roku jedna z doktorantek wzięła żywego wirusa zespołu ostrej niewydolności oddechowej (Sars) z laboratorium BSL-3 w Chińskim Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom, który według niej był nieaktywny, by zbadać go na niższym poziomie laboratorium. Incydent spowodował zakażenie dziewięciu osób, z których jedna zmarła.


Richard Ebright, biolog molekularny z Rutgers University w New Jersey i dyrektor laboratorium w Waksman Institute of Microbiology, twierdzi, że takie wypadki - szczególnie zakażenia nabyte w laboratorium - są powszechne. Według oceny Filippy Lentzos z departamentu globalnego zdrowia i medycyny społecznej w King's College London w ostatniej dekadzie nastąpił znaczny wzrost liczby laboratoriów o większym poziomie szczelności. W międzynarodowym badaniu opublikowanym w European Journal of Clinical Microbiology & Infectious Diseases w 2016 roku stwierdzono, że zakażenia, do których dochodzi miedzy poziomami bezpieczeństwa 3 i 4 są rzadkie, ale w większości odpowiadają za nie właśnie ludzie. Dane z amerykańskiego federalnego programu Select Agent oraz National Institutes of Health również wykazały, że błąd ludzki był główną przyczyną potencjalnego narażenia pracowników laboratoryjnych na czynniki chorobotwórcze (67 procent przypadków między 2004 i 2017 rokiem). Z kolei Lynn Klotz, starszy pracownik naukowy Centrum Kontroli Broni i Nieproliferacji, powiedział, że żaden z tych wypadków nie dotyczył laboratoriów kategorii BSL-4.

Zhiming zadeklarował współpracę przy międzynarodowym dochodzeniu w sprawie ewentualnego „wycieku” z laboratorium, choć oficjalnie niewiele wie o takim postępowaniu. Laboratorium już jest kontrolowane od dłuższego czasu. Dodał także, że jego instytut zobowiązał się do zachowania przejrzystości działań i udostępni wszystkie dostępne dane na temat koronawirusa.


Naukowcy twierdzą, że wyśledzenie pochodzenia wirusa może zająć kilka lat. Powstaje więc pytanie: co pierwsze ujrzy światło dzienne, szczepionka czy prawda o SARS-CoV-2?

Źródło: BBC/ The Guardian/ Metro UK/ Reuters/CNN

PDF

Zobacz także