Koronawirus: Zakażona pielęgniarka o najtrudniejszych chwilach podczas choroby

Fot. Getty Images/iStockphoto
- Wirus istnieje. Ma bardzo dużą transmisję. Ciąży na nas odpowiedzialność za jego rozprzestrzenianie się - powiedziała Medexpressowi Beata Jendra ze ze Szpitala Psychiatrycznego w Radomiu.
Martyna Chmielewska 2020-10-27 15:10

Martyna Chmielewska: Z epidemią koronawirusa zmaga się służba zdrowia na całym świecie. We wtorek MZ poinformowało o 16 300 nowych zakażeniach. Wiemy, że Pani także była zakażona koronawirusem. Jak do tego doszło ?

Beata Jendra: Nie wiem, jak doszło do zakażenia. Choć stosowałam wszystkie zalecenia epidemiologiczne, to uległam zakażeniu Covid-19. Pierwsze objawy wystąpiły 5 października. Czułam się rozbita, miałam drapanie w gardle, pobolewały mnie mięśnie. Po dwóch dobach obudziłam się w nocy z zimnymi dreszczami i bólami mięśni, które wymagały leczenia. Miałam gorączkę, 37 st. C. Zaniepokoiło mnie to, gdyż wszelkie infekcje przechodziłam bez podwyższonej temperatury. Następnie wystąpiła mnogość objawów takich jak: zmęczenie, ogólne rozbicie, braku apetytu, nudności, ciężki oddech, nadmierna potliwość. Najbardziej doskwierały mi silne bóle głowy, które przechodziły w migrenowe bóle, eliminujące mnie całkowicie z życia codziennego. W szóstej dobie nastąpiła całkowita utrata węchu i smaku.

M.Ch.: Mija czwarty tydzień od ustąpienia objawów choroby. Jak się Pani czuje?

B.J.: Czuję się coraz lepiej, aczkolwiek „wyczuwam u siebie chorobę”. Cały czas mam zatkane zatoki, szybciej się męczę. Mam zaburzenia równowagi. Lekarka powiedziała, że zaburzenie równowagi to rzadki, specyficzny objaw Covid-19. Nie jestem jeszcze gotowa do aktywności zawodowej.

M.Ch.: Czy bez problemu wykonano u Pani test na koronawirusa? Czy długo musiała Pani czekać na wynik testu?

B.J.: Lekarz rodzinna nie robiła żadnych problemów ws. wykonania testu. Skierowała mnie na wymaz. Udałam się do szpitala na Józefowie. W placówce były kolejki. W związku z tym, że jestem ze służby zdrowia, nie musiałam długo czekać na wykonanie testu. Wynik okazał się pozytywny.

M.Ch.: Czego się Pani najbardziej obawia w związku z zakażeniem?

B.J.: Dowiedziałam się, że u osób, które przeszły koronawirusa mogą nastąpić powikłania zarówno ze strony układu krążenia, jak i oddechowego. I tego się obawiam. Po upływie miesiąca lub dwóch zamierzam się gruntownie przebadać, wykonać rentgen płuc, pójść na wizytę do kardiologa. Chcę kontrolować swój stan zdrowia.

M.Ch.: Co było dla Pani najtrudniejsze podczas pobytu na kwarantannie?

B.J.: Najtrudniejsze chyba były dla mnie cztery dni w pierwszej fazie choroby, które mnie całkowicie wyłączyły z życia. Miałam ochotę tylko spać. Nie miałam siły wstać nawet do łazienki czy wykonać podstawowe czynności. Natomiast w drugiej fazie choroby najtrudniejsza była izolacja domowa. Na szczęście prócz rodziny mam przyjaciół i dobrych znajomych, którzy utrzymywali ze mną kontakt telefoniczny. Dzięki temu nie czułam się osamotniona.

M.Ch.: Mówi się, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Czy walka z koronawirusem wzmocniła Panią w jakiś sposób?

B.J.: Uspokaja mnie fakt, że przebieg choroby mam za sobą. Wirus istnieje. Ma bardzo dużą transmisję. Ciąży na nas odpowiedzialność za jego rozprzestrzenianie się. Izolacja jest jedynym sposobem przerwania łańcucha transmisji. Przestrzegajmy zaleceń. Okażemy w ten sposób szacunek osobom, które na co dzień dbają o nasze zdrowie, pracują w warunkach podwyższonego ryzyka.

PDF

Zobacz także