Agregować, jak to łatwo powiedzieć…
Published June 22, 2026 09:09
Premier oczekuje, że jeszcze w czerwcu parlament skieruje ustawę do podpisu Prezydenta RP. A że poziom, bardzo subtelnie mówiąc, niezadowolenia Donalda Tuska z sytuacji, do której rękę przyłożyli jego partyjni koledzy i podwładni, osiąga poziomy z dawna niewidziane, bardzo wątpliwe, by ewentualne poprawki miały szansę uzyskać większość. Szybkie uchwalenie ustawy może nie jest racją stanu, ale na pewno gwarancją braku eskalacji napięcia politycznego, przynajmniej wewnątrz koalicji.
Ustawa nie podoba się środowisku lekarskiemu, co nie jest żadnym zaskoczeniem. Pojawiają się głosy o jej niekonstytucyjności, których nie rozwiewa argument, że nie dotyczy ona przecież tylko lekarzy, ale wszystkich pracowników ochrony zdrowia. Jeszcze mocniej wybrzmiewają obawy o możliwe ujawnienie danych, łącznie z wysokością zarobków. Oczywiście, głosy o jawności zarobków są grubo przesadzone – na żadnym etapie nie rozważano „ujawnienia zarobków medyków”, ale z drugiej strony zawsze pozostaje obawa o tzw. czynnik ludzki, który przecież trzy lata temu ujawnił się w postaci ministra zdrowia i jego bliskich współpracowników, którzy dostarczyli Adamowi Niedzielskiemu dane wrażliwe dotyczące jednego z lekarzy. Są precedensy, a czynnik ludzki ma to do siebie, że jest kompletnie nieprzewidywalny. Zwłaszcza, jeśli czuje się bezkarny.
Samo zbieranie umów o zarobkach pracowników ochrony zdrowia nie wzbudziło w Sejmie żadnych kontrowersji – Prawo i Sprawiedliwość wstrzymało się od głosu, bo poprawki klubu przepadły – ale nikt nie zgłosował przeciw, nawet posłowie Konfederacji. To może być zresztą jedna z przesłanek na poparcie tezy, że Karol Nawrocki również przychyli się do zdania, że państwo musi mieć wiedzę operacyjną na temat tego, ile w publicznym systemie faktycznie zarabiają medycy. Nawet jeśli medykom się to nie podoba.
- Będziecie mieli dane, i co dalej? – dopytywali resort zdrowia posłowie. Odpowiedź trudno uznać za precyzyjną, zapewne dlatego, że dopracowanej koncepcji po prostu nie ma. Koncepcji, czyli nie hasła „najpierw dane, potem ograniczenia” (co zapowiedziała wiceminister Katarzyna Kęcka), ale spójnego rozwiązania, które uwzględni prawdopodobne, wręcz pewne, konsekwencje ewentualnych decyzji i będzie zawierać sposoby przeciwdziałania tym „NOP-om” (niepożądanym objawom podecyzyjnym), które mogłyby się okazać dla systemu i pacjentów po prostu niebezpieczne.
Na razie politycy serwują bogate portfolio pomysłów: zakaz pracy łączenia pracy w sektorach publicznym i prywatnym, precyzyjny tachograf pracy lekarzy w dyspozycji NFZ (łącznie z koniecznością odnotowywania pracy w prywatnym systemie), ograniczenia odsetka budżetów szpitali na koszty pracy, głębokie zmiany w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych, górna granica stawek dla lekarza.
Jeśli każdą z tych koncepcji traktować jako lek, ordynujący powinni pamiętać o dwóch zasadach. Po pierwsze, niektóre specyfiki wchodzą ze sobą w szkodliwe interakcje lub znoszą swoje działanie. Po drugie, polipragmazja to problem, nie rozwiązanie.
Topics
ustawa / wynagrodzenia / PESEL / zarobki lekarzy / ochrona zdrowia / medycyna / lekarze / Małgorzata Solecka / felieton









