Subskrybuj
Logo małe
Wyszukiwanie
Szczyt Zdrowie 2023

Zarządzanie zdrowiem w miejscu pracy

MedExpress Team

Medexpress

Opublikowano 16 sierpnia 2023 08:00

Zarządzanie zdrowiem w miejscu pracy - Obrazek nagłówka
W Polsce pracuje, według danych GUS, 58 proc. osób między 15. a 65. rokiem życia. Blisko 17 mln osób mogłoby, a raczej powinno, podlegać w znacznie większym stopniu niż obecnie przemyślanym i skoordynowanym działaniom prozdrowotnym, w których ważną rolę mają do odegrania pracodawcy – wynika z przebiegu dyskusji „Zarządzanie zdrowiem w miejscu pracy”, jaką eksperci odbyli podczas czerwcowego Szczytu Zdrowie 2023.

Otwierając dyskusję, dr hab. Grzegorz Juszczyk z Zakładu Zdrowia Publicznego WUM zwrócił uwagę, że w ostatnim czasie wyraźnie rośnie problem absencji chorobowej, zaś jednym z najpoważniejszych wyzwań w obszarze zdrowia publicznego jest fakt, że choć Polska wyraźnie w ciągu ponad trzech dekad nadrobiła dystans wobec krajów Europy Zachodniej pod względem długości życia, to w tym kluczowym wskaźniku mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia, ale przede wszystkim – cały czas mocno odstajemy, jeśli chodzi o średnią oczekiwaną długość życia w zdrowiu, która dla kobiet wynosi w tej chwili 64 lata, a dla mężczyzn – 60 lat. – Po pandemii pogorszenie stanu zdrowia deklaruje ok. 1,7 mln Polaków, w tym milion kobiet – wskazał.

Jakie znaczenie dla gospodarki ma stan zdrowia pracowników? Dr hab. Mateusz Jankowski, prof. Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego zwrócił uwagę, że odpowiedź „bardzo duże” jest o tyle prawdziwa, co niewyczerpująca. – Musimy sobie jasno powiedzieć, że niezależnie od granicy wieku emerytalnego będziemy musieli pracować dłużej niż 60 lat kobiety i 65 lat mężczyźni. To wymusi zmieniająca się demograficzna rzeczywistość – podkreślał. Jednym ze wskaźników, że gospodarka nie wytrzyma bez starszych pracowników jest utrzymujące się na rekordowo niskim poziomie – 3 proc. – bezrobocie. – Bezrobocia praktycznie w Polsce nie ma, co dla przedsiębiorców, dla gospodarki, jest ogromnym wyzwaniem. Firmy coraz częściej nastawiają się na zatrzymywanie pracowników powyżej 50. roku życia.

To „zatrzymywanie” wymusza również nowe podejście do zdrowia pracowników. – Przed pandemią stwierdzenie, że zdrowie pracownika jest zyskiem firmy mogło się wydawać dziwaczne. Dziś jest oczywistością. Pracownicy, którzy przebywają na zwolnieniach lekarskich są dla pracodawców olbrzymim kosztem. Oczywiście dla państwa i jego finansów również – mówił ekspert, przypominając, że w 2022 roku 240 mln dni chorobowego pochłonęło 27 mld zł (11 mld zł wypłacili pracodawcy).

Coraz większym problemem, również na skutek pandemii, jest stan zdrowia psychicznego. Depresja, wypalenie zawodowe dotykają coraz większe grupy pracowników, nie tylko zresztą, jak mówił ekspert, w Polsce. – Według szacunków wypalenie zawodowe w Stanach Zjednoczonych pociąga za sobą 411 mld USD strat dla gospodarki. Trzech na czterech pracujących deklaruje, że odczuwa zmęczenie jeszcze przed przystąpieniem do pracy – zwracał uwagę.

Piłka, można powiedzieć, jest w tej chwili po stronie pracodawców. Aleksander Roda, prezes TU ZDROWIE SA zwracał uwagę, że od lat 90. ub. w. pracodawcy współfinansują system ochrony zdrowia. Początki były ściśle związane z medycyną pracy i rozbudową wokół niej firm abonamentowych. – Można powiedzieć, że stały się one ofiarą własnego sukcesu, bo w tej chwili nawet posiadając „dobry” abonament wcale nie jest się łatwo dostać do lekarza – mówił. W drugiej kolejności do gry przystąpiły towarzystwa ubezpieczeniowe, w tym – TU ZDROWIE, które powstało trzynaście lat temu. – Dziś mamy umowy z ponad tysiącem firm, a zainteresowanie pracodawców naszą ofertą rośnie.

Bo, jak mówił, dziś podstawowy abonament to o wiele za mało. Pracodawcy rozbudowują je o pakiety stomatologiczne, rehabilitacyjne, a nawet ubezpieczenia szpitalne. – Dużym zainteresowaniem cieszą się też programy zdrowotne. Oferujemy na przykład program „Mój onkolog”, który ma 70 proc. ubezpieczonych. W ramach tego programu zapewniamy diagnostykę do dziesięciu dni, która potwierdza lub wyklucza podejrzenie nowotworu.

W ostatnich latach wyraźnie wzrosło – a raczej pojawiło się – spore zainteresowanie programami profilaktycznymi. Firmy inwestują w nie niejako obok swojej stałej oferty zdrowotnej, jaką gwarantują pracownikom. Uczestniczący w panelu zgodzili się, że jest to również jeden z efektów pandemii COVID-19 i świadomości, że zwiększyła ona znacząco dług zdrowotny, który nie zawsze w systemie publicznym jest w porę zauważany.

Również dlatego, że – jak podkreślał dr n. med. Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH - Państwowego Instytutu Badawczego – „zbiory danych dotyczących każdego z nas są bardzo rozproszone”, a przed ich analizami trzeba je zintegrować. – Te wszystkie rekordy łączy PESEL, ale nie ma w tej chwili instytucji, która ustawowo byłaby uprawniona do dokonywania takiej integracji – podkreślił. Na razie nie działa, jak powinna, integracja na platformie P1, z którą wiązano duże nadzieje: dane są niekompletne i jeszcze „przez jakiś czas”, zdaniem byłego wiceprezesa NFZ, dane tam gromadzone będą w dużym stopniu bezużyteczne. Lub przynajmniej mało przydatne.

Ekspert przypomniał też, że choć Polska ma realny problem z parametrem długości życia w zdrowiu, nie jest w tym osamotniona, bo wiele krajów – również Europy Zachodniej – odnotowuje dysproporcje między średnią oczekiwaną długością życia a długością życia w zdrowiu. – Polacy w zdrowiu czują się, dopóki pracują. Przejście na emeryturę zwykle zmienia ten stan rzeczy – skonstatował.

Czy stąd wniosek, że praca sprzyja zdrowiu? Na pewno sprzyjać powinna. Prof. Jarosław Pinkas, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego tłumaczył, jak ważne są „zdrowe wybory” w miejscu pracy – dobra, nieobciążająca psychicznie atmosfera, właściwe relacje, ale też całkiem przyziemnie – oferta stołówki czy automatów z przekąskami, które mogą oferować niezdrowe produkty lub przeciwnie – wartościowe. – Marzę, żeby firmy zatrudniały edukatorów zdrowotnych i budowały świadomość zdrowotną pracowników – mówił, dodając, że mogliby do tego przyłożyć rękę ubezpieczyciele, oferując takim firmom opusty przy składkach. Prof. Pinkas wskazał również, że należałoby już w tej chwili wyciągnąć dane dotyczące absencji chorobowej z poziomu poszczególnych firm i sprawdzić, czy są pracodawcy, gdzie są te wydatki wyraźnie mniejsze, a następnie dokonać analizy, jakie środki zostały zastosowane, że pracownicy chorują mniej. – Wiem, że takie firmy są. Pracodawcy już zrozumieli, że również na poziomie przedsiębiorstw zdrowie nie jest kosztem tylko inwestycją.

Jak dodał prof. Mariusz Gujski, kierownik Zakładu Zdrowia Publicznego WUM, w dużej części do zmiany świadomości przyczyniła się pandemia – wtedy firmy przekonały się, że wydatki np. na testowanie pracowników czy zapewnienie środków ochrony indywidualnej się szybko zwracają, bo nie dochodzi do zakażeń i nie trzeba przerywać działalności. – W tej chwili dla pracodawców, w obliczu praktycznie nieistniejącego bezrobocia, jest utrzymanie pracownika. Ale też utrzymanie pracownika rzeczywiście obecnego w pracy, bo problemem nie jest tylko absentyzm, ale i prezenteizm, gdy do wypełniania obowiązków stawiają się osoby zatroskane zdrowiem swoich bliskich lub wręcz swoim – zwracał uwagę. Jak mówił, z tego powodu wielu pracodawców zapewnia pracownikom pakiety zdrowotne również dla rodzin, zaś samym pracownikom starają się zapewnić nie tylko kompleksową opiekę medyczną, co jest już w dużym stopniu interwencją naprawczą, ale też rozwiązania prozdrowotne, i to wykraczające poza tradycyjną kartę do klubu fitness.

Dr hab. Mateusz Jankowski tłumaczył, że specjaliści w dziedzinie zdrowia publicznego, którzy chcą kształtować pożądane postawy pracodawców, powinni pamiętać o trzech fundamentalnych zasadach. Po pierwsze, personalizacji na poziomie firm i na poziomie ich pracowników. Bo firmy różnią się między sobą, podobnie jak branże. Trzeba zrozumieć ich specyfikę – mówił. Trzeba też uwzględnić różnorodność samych pracowników, ich różne potrzeby i oczekiwania. Bo choć zdrowie jest jedno, na poszczególnych etapach życia są wyraźne różnice w tym, co znaczy dbanie o nie. – Na przykład młodzi pracownicy, rodzice małych dzieci na pewno potrzebują zapewnić im szczepienia, bo one wyraźnie zmniejszają absencję chorobową – podawał przykład.

Pracodawców nie można też przekonywać globalnie, że trzeba dbać o zdrowie pracowników. Zamiast tego należy przedstawiać propozycje działań popartych wiedzą naukową. – Proponować rozwiązania, które po wdrożeniu przyczynią się do budowy kapitału zdrowotnego firmy.

I wreszcie – ewaluacja. – Jeśli chcemy zachęcać pracodawców do podejmowania takich działań, musimy mówić językiem korzyści. Pokazywać przykłady, w których inwestycja w zdrowie się zwróciła – nawiązywał do propozycji prof. Pinkasa. – Zwrot może nastąpić w różnych perspektywach czasowych – przypominał.

– Ponad połowa Polaków uważa, że dobra praca jest ważna dla zdrowia. Więcej wskazań ma tylko udane życie rodzinne – mówił z kolei dr hab. Piotr Wachowiak, prof. SGH, rektor Szkoły Głównej Handlowej. Jednak, jak pokazują duże, ogólnopolskie badania, taka praca nie jest powszechnym doświadczeniem, bo większość z nas swojej pracy nie lubi. Polacy – być może na razie tylko intuicyjnie – dobrze diagnozują wpływ pracy na stan swojego zdrowia. Niemal połowa badanych deklaruje, że przy zmianie pracy będzie poszukiwać takiego pracodawcy, który wykaże się troską o zdrowie pracowników a czterech na dziesięciu uważa, że gdyby pracodawcy bardziej dbali o dobrostan zdrowotny pracowników, ci bardziej angażowaliby się w pracę. 20 proc. z nas deklaruje, że jeśli takiej dbałości ze strony firmy nie stwierdzą, będzie to impuls, by zmienić pracodawcę. Również ta, zmieniająca się, świadomość pracowników – zdaniem eksperta – będzie katalizatorem tworzenia się nowego podejścia firm do ich (współ)odpowiedzialności za zdrowie populacji. Niezależnie od tego, jak podkreślał, konieczna jest równoległa edukacja zdrowotna – zarówno pracowników, jak i menedżerów, by obie strony coraz bardziej uświadamiały sobie, że zdrowie jest bogactwem, kapitałem całej firmy. I gospodarki. Jak podkreślał ekspert, zdrowie nie jest „zasobem”, lecz „kapitałem”. – Zasób się wykorzystuje, w kapitał się inwestuje – wskazywał fundamentalną różnicę.

– Wszystkie badania po pandemii wskazują, że najbardziej pożądanym przez pracowników benefitem jest benefit zdrowotny – wtórował Aleksander Roda, który jednocześnie zaznaczył, że nie jest rolą pracodawców zastępowanie publicznego systemu ochrony zdrowia. – Już w tej chwili robią oni bardzo dużo.

Pracodawcom, zdaniem dr Bernarda Waśko, trzeba dać wędkę, z której – w jego ocenie – na pewno zrobią dobry użytek. – Abonamenty powstały dzięki korzyściom podatkowym. Potem korzyści podatkowe mocno ograniczono, ale trendu nikt nie mógł już powstrzymać – mówił. W jego ocenie aktywność pracodawców na polu ochrony zdrowia na pewno wspomaga system publiczny, choć raczej w perspektywie krótkoterminowej, przynajmniej jeśli chodzi o profilaktykę. – Szczepienia przeciw grypie tak, bo one szybko dają efekt w postaci zmniejszonej absencji. Jak przekonać pracodawców, by motywowali choćby pracownice do wykonywania badań profilaktycznych w obszarze onkologii? Być może zaliczanie takich działań do kosztów podatkowych byłoby rozwiązaniem – zastanawiał się, zyskując wsparcie m.in. Aleksandra Rody. – Brakuje takiego rozwiązania. Część firm wręcz upycha badania profilaktyczne w medycynę pracy, a system powinien zachęcać do ponoszenia przez pracodawców takich wydatków – mówił przedstawiciel branży ubezpieczeń zdrowotnych.

– Brakuje nam zdecydowanie kompetencji zdrowotnych, health literacy. Średnia oczekiwana długość życia naszych dzieci przez to jest krótsza, niż naszego, rodziców, pokolenia – podkreślał prof. Mariusz Gujski. Dlatego, w jego ocenie, kluczową kwestią jest edukacja zdrowotna na wszystkich szczeblach i we wszystkich wymiarach, bo tylko ona może przełożyć się na poprawę parametrów zdrowotnych. – To jest właściwy czas, by mówić też o zdrowotnej odpowiedzialności biznesu, która może być wyróżnikiem firm na rynku – podsumował dr Mateusz Jankowski.

Zobacz także