„Smak Zdrowia”:

Choroba, która nie istnieje

Aneta Matul

Opublikowano 12 grudnia 2018, 10:32

Fot. Getty Images/iStockphoto
Aneta Matul

Opublikowano 12 grudnia 2018, 10:32

Po raz pierwszy terminu fibromialgia (FMS) użyto w roku 1976, zaś 14 lat później Amerykańskie Towarzystwo Reumatologiczne (ACR) podało oficjalną klasyfikację tej jednostki chorobowej, uznając ją za przewlekłą niezapalną chorobę reumatyczną tkanek miękkich. Światowa Organizacja Zdrowia WHO „zaakceptowała” FMS w roku 1992.

Fibromialgia wciąż jednak budzi ogromne kontrowersje – jedni uważają ją za chorobę cywilizacyjną, wynikającą z nagromadzenia stresów, nadmiernego tempa życia i związanej z tym eksploatacji fizycznej i psychicznej, inni twierdzą, że za tym terminem kryją się różnego rodzaju problemy psychiczne, a co za tym idzie, nie ma mowy o konkretnej chorobie.

Boleśnie przekonują się o tym chorzy starający się o orzeczenie inwalidztwa czy o świadczenia socjalne, a około 10–20 proc. z nich nie jest w stanie wykonywać żadnej pracy. Mówiąc wprost: fibromialgia nie istnieje. Trwają spory, nikt nie wykrył mechanizmu powstawania choroby (wśród przyczyn wymienia się uwarunkowania genetyczne, inne choroby, czynniki psychiczne, zakażenia), a także skutecznej metody jej leczenia… Wiadomo za to, że dziesięciokrotnie częściej chorują na fibromialgię kobiety, najczęściej między 30. a 55. rokiem życia, a dolegliwości nasilają się z wiekiem.

Z badań wynika, że choroba częściej dotyka osoby po ciężkich, traumatycznych przeżyciach, szczególnie w dzieciństwie. Szacunkowe dane mówią o 3–6 proc., ale niektóre źródła podają nawet 10 proc. populacji naszej planety, która może być dotknięta fibromialgią! Przyznają się do niej gwiazdy, np. Morgan Freeman czy Lady Gaga, angażująca się w badania nad FMS i walcząca o traktowanie przez środowiska lekarskie fibromialgii jako choroby. Ofiarą choroby jest także Sinead O’Connor, od lat zmagająca się z ciężką depresją, która fibromialgii towarzyszy niemal zawsze.

Boli mnie całe ciało

Tak w skrócie można by opisać główny objaw fibromialgii: to trwający nieraz miesiącami ból w całym niemal układzie ruchowym, po obu częściach ciała, charakteryzujący się symetrycznie rozmieszczonymi 18 punktami wrażliwymi na ucisk. Miejsca te nazwano punktami spustowymi, uciskowymi, bolesnymi lub tkliwymi (są na kolanach, pośladkach, potylicy, dolnej części kręgosłupa szyjnego, kości ramiennej, mięśniach czworobocznych i nadgrzebieniowych, w okolicach drugiego żebra) i ich uciskanie jest najważniejszą metodą na zdiagnozowanie fibromialgii.

O chorobie mówi się, jeśli przynajmniej 11 z 18 punktów spustowych reaguje bólem na ucisk wywierany z siłą około 4 kilogramów przez urządzenie zwane dolorymetrem. Inne cechy charakterystyczne to ogólne i długotrwałe uczucie zmęczenia, i to nieraz tak nasilonego, że uniemożliwia ono podejmowanie jakichkolwiek działań, chory może mieć ograniczoną samodzielność! Pojawia się też wrażenie sztywności ciała, zwłaszcza w godzinach porannych, a także niemożność odpoczynku: nawet długi i teoretycznie spokojny sen go nie zapewnia, wstajemy tak samo zmęczeni, jak w chwili położenia się do łóżka. W niektórych przypadkach pojawia się suchość w ustach, mrowienie lub drętwienie mięśni, niemiarowe bicie serca, dolegliwości żołądkowe, zespół niespokojnych nóg, zespół napięcia przedmiesiączkowego, nadwrażliwość skóry, wysypki, bóle głowy przypominające migreny i uczucie zimna w kończynach.

Od specjalisty do specjalisty

Fibromialgia jest wciąż zespołem chorobowym nie do końca rozpoznanym. Może być chorobą neurologiczną (wynikającą z niewyjaśnionego nieprawidłowego przetwarzania bodźców w centralnym układzie nerwowym), reumatologiczną, psychiczną, a może łączyć w sobie elementy wszystkich tych schorzeń… Choć bolą i mięśnie, i stawy, to ból nie wynika z ich stanów zapalnych czy ogólnie pogorszonej kondycji. Chorym bardzo często towarzyszą zaburzenia psychiczne, lęki, depresje, ale fibromialgia przydarza się również ludziom, którzy takich problemów nie mają. W dodatku, choć wiadomo o częstej zależności między depresją a fibromialgią, często nie ma pewności, która z dolegliwości pojawiła się pierwsza, a która była następstwem.

W organizmie osoby chorej stwierdza się nieco podwyższony poziom tak zwanej substancji P (neuroprzekaźnik), zaś obniżony serotoniny i somatomedyny C (mediator działania hormonu wzrostu). W przypadku substancji P można założyć, że w pewien sposób decyduje o bólach, gdyż może odpowiadać za przekazywanie bodźców bólowych. Niższy poziom serotoniny też może wzmacniać wrażliwość na ból i przyczyniać się do spadku nastroju, ale próby leczenia idące w tym kierunku nie przynoszą żadnych rezultatów. Często w chorobie zaburzony jest rytm wydzielania melatoniny, kortyzolu i DHEA „hormonu młodości”), poza tym badania snu wykazują nakładanie się fal charakterystycznych dla osób wyczerpanych psychicznie, a także zakłócenia w fazie NREM (sen wolnofalowy, w którym następuje głęboki wypoczynek), przerywanej przez nagłe aktywności mózgu. Ale to też nie mówi nic o przyczynach choroby. Badania wykazują też niski przepływ krwi w okolicy wzgórza mózgu, niedomaganie osi przysadkowej, zaburzenia w funkcjonowaniu cytokin (rodzaj białek).

Taki stan rzeczy (plus to, że u każdego pacjenta objawy mogą się różnić) powoduje ogromne problemy z postawieniem diagnozy: pacjent się skarży, a badania nie wykazują praktycznie żadnych zmian chorobowych. Nie ma ran, śladów, blizn, stanów zapalnych... Przeciętnie chory na fibromialgię musi przed postawieniem diagnozy odwiedzić w ciągu kilku lat około 15 specjalistów!

Pigułki, masaże i… trawka

Nie znając przyczyn choroby, trudno zalecić jakieś konkretne leczenie. Fibromialgia sama w sobie nie powoduje kalectwa, nie wpływa na długość życia, za to znacząco obniża jego jakość. Najczęściej podaje się środki przeciwbólowe, niesteroidowe leki przeciwzapalne, leki rozluźniające mięśnie i glikokortykosteroidy, ale efekty są krótkotrwałe i dość mizerne. Lepsze przynosi podawanie leków antydepresyjnych, co daje mocny argument dla lekarzy uważających fibromialgię za rodzaj ukrytej depresji, oraz preparatów przeciwpadaczkowych. Wielu chorym potrzebna jest pomoc psychologa.

Niezłe efekty wydają się mieć terapie oparte na metodach naturalnych – fizykoterapia (masaże, wizyty u kręgarzy, elektryczna stymulacja nerwów, hydroterapia), pobyty w kabinach deprywacyjnych, floatingowych (poprawiają one jakość snu, przywracają fazę REM, według ostatnich badań poprawa może być stała i dzięki terapii chorzy budzą się wypoczęci), podawanie biowzmocnionych ekstraktów z liści stokrotki, liści winogron, oliwek, ananasa, ziół działających nasennie, przeciwbólowo i uspokajająco (rumianek, dziurawiec, imbir, kozłek lekarski).

Doradza się uzupełnianie w diecie niedoborów magnezu, witamin i minerałów, których chorym często brakuje i których braki mogą decydować o natężeniu bólu. Odradzane są natomiast produkty wysokoprzetworzone, kofeina oraz nadmiar cukru. Ważna dla chorych powinna być higiena snu, a więc aktywność fizyczna, a po niej rozluźnienie się, zrelaksowanie przed snem, a także kładzenie się o tej samej porze, zadbanie o komfort snu (zatyczki do uszu, zaciemnienie, brak elektroniki w sypialni, odpowiednia temperatura i nawilżenie). Nieraz potrzebna jest zmiana trybu życia czy choćby hobby, bo monotonne, powtarzające się czynności (praca na taśmie produkcyjnej, ale i np. szydełkowanie), podobnie jak zupełny bezruch, nasilają ból. Zmniejsza go natomiast niezbyt forsowna, ale urozmaicona aktywność fizyczna, np. lekka gimnastyka.

Spore emocje, zwłaszcza w środowisku lekarskim, wzbudza akupunktura, u niektórych pacjentów znacząco poprawiająca jakość snu i zmniejszająca bóle, różnorodne techniki relaksacyjne, ćwiczenie tai-chi, a przede wszystkim korzystanie z konopi indyjskich, które według wielu chorych skutecznie łagodzą niemal wszystkie objawy choroby.


Źródło: „Smak Zdrowia” 11/2018 (czasopismo dostępne w wybranych aptekach i placówkach medycznych)

Pobierz ten artykuł w formacie .pdf

Tematy

Smak Zdrowia / fibromialgia
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28