Ekspert: Niska liczba zachorowań nie jest nam dana raz na zawsze

Fot. Getty Images/iStockphoto
Medexpress 2021-07-02 09:51

Niska liczba zachorowań nie jest nam dana raz na zawsze. Możemy liczyć na ok. trzy miesiące przerwy między kolejnymi falami zachorowań na COVID-19 - mówił w czwartek podczas konferencji dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19.

Samorząd lekarski zorganizował konferencję, by podsumować stan pandemii i przedstawić wnioski na przyszłość. Dr Grzesiowski podkreślał, że choć nadal utrzymuje się tendencja spadkowa dotycząca liczby zachorowań i zgonów z powodu COVID-19, pojawiają się już pierwsze sygnały wzrostu, bo mamy większą mobilność, bo wiele osób zapomniało o profilaktyce. Kolejnej fali zachorowań, której możemy spodziewać się, jego zdaniem, w połowie września lub na początku października.

Ekspert NRL podkreślał, że aby mówić o wytycznych na przyszłość trzeba dokonać bilansu przeszłości i teraźniejszości - podkreślił. - Bilans nie jest zwycięski: 150 tys. nadmiarowych zgonów, 15 mln zachorowań. To bilans porażki w walce z wirusem – powiedział, podkreślając że nie możemy lekceważyć skutków – dla obywateli, ale też dla systemu ochrony zdrowia – tego, że wiele osób zmaga się i będzie jeszcze zmagać przez wiele tygodni, miesięcy a może i lat z przewlekłymi dolegliwościami po przebytym COVID-19. Zdaniem Grzesiowskiego takiej skali pandemii można byłoby uniknąć, gdybyśmy przyjęli aktywną, a nie pasywną czy też reaktywną strategię walki z wirusem. Gdyby państwo zapobiegało zakażeniom, a nie jedynie obserwowało, jak przyrastają i dostosowywało infrastrukturę – często zresztą tylko na papierze – do rosnącej fali zachorowań. - Zbyt późno podejmowane decyzje, zbyt opieszale wprowadzane ograniczenia, nieskuteczny sposób zarządzania najcięższymi przypadkami, czyli wymuszone organizowanie łóżek covidowych, nie skończyło się pomyślnie - wskazał. Powiedział, że konieczne jest więc „właściwe przygotowanie szpitali do kolejnej fali zachorowań, wyznaczenie wcześniej szpitali covidowych i wyposażenie ich odpowiednio, a także wprowadzenie podziału na szpitale covidowe i te, które będą mogły normalnie funkcjonować i leczyć pacjentów z innymi schorzeniami”.

Dr Grzesiowski podkreślał, że w kolejnej fali powinniśmy rozwiązać problem braku jednolitych stanowisk ekspertów medycznych dotyczących wytycznych terapeutycznych i diagnostycznych, co w znaczący sposób poprawiłoby jakość opieki nad pacjentami z COVID-19. Na poziomie organizacyjnym, jego zdaniem, wskazane byłoby powołanie Centrum Zarządzania walki z pandemią, bo nadal, po ponad roku nie mamy ośrodka, który byłby ośrodkiem decyzyjnym, mamy tylko pojedyncze osoby, które informują nas o decyzjach.

Pozytywnie ocenił natomiast wdrożenie systemu ochrony granic, jako ważnego elementu zapobiegania szybkiemu rozprzestrzenianiu się wirusa. - Jeśli wpuścimy dużo ludzi z wirusem, to będziemy mieli to, co się stało wiosną ubiegłego roku. Musimy pilnować granic: kwarantanna po przyjeździe, testy. Z tego nie powinniśmy rezygnować - powiedział

Dr Grzesiowski podkreślał, że „jedyną sprawdzoną metodą prewencji pozostają powszechne szczepienia, które są skuteczne, mimo pojawienia się nowych wariantów koronawirusa”. Podkreślił, jak ważna jest inwestycja w szczepienia, w dowolną formę promocji. Największy nacisk powinien być jednak położony na edukację, bo wiele osób nie rozumie, jaką chorobą jest COVID-19. - Ktoś, kto nie boi się choroby, nie testuje się, ani się nie leczy ani się nie szczepi – stwierdził.

Ekspert zaprezentował dane, pokazujące stopień zaszczepienia zawodów medycznych. Okazuje się, że w niemal wszystkich wynosi on blisko 90 proc. albo nawet ponad. Niechlubnym wyjątkiem są felczerzy, ale ze względu na ich znikomą liczbę (kilkaset osób, w dodatku są to pracownicy zza wschodniej granicy), nie ma to większego znaczenia dla całości sytuacji. Jest duża szansa, że w ciągu kilku tygodni odsetek zaszczepionych lekarzy – to najlepiej chroniąca siebie przed wirusem grupa zawodowa – zbliży się do 95 proc.

Dr Grzesiowski zapewnił, że szczepionki Pfizer, AstraZeneca i Moderna w niemal równym stopniu chronią przed śmiercią i ciężkim przebiegiem choroby spowodowanej zakażeniem koronawirusem, nawet w przypadku wariantu Delta. Dodał, że „jest natomiast problem ze szczepionką firmy Johnson&Johnson, bo tu mamy jedną dawkę i już w tej chwili mówi się, że najprawdopodobniej będzie potrzebna druga dawka”. Dodał też, że w świecie naukowym rozważa się czy podać drugą dawkę tej szczepionki czy należałoby zaproponować tym osobom doszczepienie szczepionką RNA, co byłoby z punktu widzenia immunologicznego najbardziej korzystne. Podobne rozważania dotyczą ewentualnej trzeciej dawki dla osób, które przyjęły szczepienie w schemacie dwudawkowym: przy czym ci, którzy zostali zaszczepieni preparatami mRNA, być może powinni przyjąć jako trzecią szczepionkę wektorową, by pobudzić układ odpornościowy w nieco odmienny sposób.

PDF

Zobacz także