Gardias: To nie jest normalne, by ktoś był trzy, czy cztery doby w pracy!

Dorota Gardias
FOT. GRZEGORZ DABROWSKI / AGENCJA GAZETA
O przepracowanych lekarzach z Dorotą Gardias, przewodniczącą Forum Związków Zawodowych rozmawia Alicja Dusza.
Alicja Dusza 2017-09-21 06:45

Kilka tygodni temu w Medexpressie informowaliśmy o kolejnym lekarzu, który zmarł w trakcie dyżuru. To drugi w ostatnim czasie taki przypadek nagłośniony przez media. Czy Pani zdaniem, takie sytuacje będą się zdarzać częściej, przez to, że lekarze są przepracowani?

Tak. To druga sytuacja, o której wiemy, która wyszła na jaw. Jest mi ogromnie przykro. Związki zawodowe 15 lat temu, kiedy wchodziły pierwsze umowy cywilno-prawne dla lekarzy, mówiły, że to będzie zmierzać w złą stronę. Od kilku lat obowiązuje również dyrektywa o czasie pracy, obejmująca zawód lekarza i lekarza dentysty, którzy mają odpowiednią przerwę w liczbie godzin, ale ta dyrektywa absolutnie nie przyjęła się w Polsce. Nie jest przestrzegana, a powinna być obowiązkiem. Podobne sytuacje będą pojawiały się w przypadku pielęgniarek, które pracują również na umowach cywilno-prawnych, ale krócej niż lekarz. To stanowi ogromne niebezpieczeństwo dla pacjentów, nie tylko pracowników. I obawiam się, że takich przypadków będzie więcej.

Prezes NIL powiedział, że potrzebna jest dyskusja o normach czasu pracy. Czy uważa Pani, że są potrzebne zmiany?

Dzisiaj pracuje komisja kodyfikacyjna mająca ekspertów, którzy przygotowują nowy Kodeks Pracy. Tam mamy naprawdę zagwarantowany dobry czas pracy – 8 godzin dziennie, ktoś nie bez kozery ustanowił kiedyś tygodniową liczbę godzin pracy. I to jest słuszne. Przykład techników rentgenowskich, którzy kiedyś pracowali 5 godzin dziennie na umowę o pracę i byli chronieni, bo nasz sprzęt był stary i niebezpieczny dla zdrowia z powodu promieniowania. Ale, jeżeli pracownik taki przechodził na umowę cywilno-prawną to już mógł pracować 24 godziny. Czyli od formy zatrudnienia zależy bezpieczeństwo. Gdyby były przestrzegane przepisy, to nie miałyby miejsca takie sytuacje, że ktoś umiera z przepracowania. To nie jest normalne, by ktoś był trzy czy cztery doby w pracy! Szef Naczelnej Rady Lekarskiej zwraca uwagę na to i zachęca do rozmowy na ten temat. Ale gdyby były przestrzegane przepisy przez wszystkie kolejne rządy, to do takiej sytuacji by nie doszło. Przecież pracodawca dokładnie wie, ile godzin pracownik może być w pracy i to on odpowiada za pracowników i pacjentów oraz za błąd lekarza czy pielęgniarki. Uważam i będę uważać, że w systemie ochrony zdrowia wszędzie powinny być umowy o pracę. Do tego jest Kodeks Pracy.

Czyli Pani zdaniem pracownicy nie powinni zgadzać się pracować na kontraktach?

Tak, takie jest moje zdanie. Ale wiem od pracowników, bo sama jestem przewodniczącą zakładowej organizacji pielęgniarek i położnych w Słupsku, że pracodawca oferuje więcej na umowę cywilno-prawną niż na etacie i w ten sposób stawia pracownika pod ścianą. Ludzie chcą pracować, ale też godnie zarabiać. Na szczęście niedługo, mam nadzieję, umowy o dzieło i zlecenia będą ozusowane. Pielęgniarki i lekarze nie powinni przechodzić na kontrakty, odmawiając takiej formy zatrudnienia. Podam przykład lekarza, który złamał nogę będąc na kontrakcie. Nie powinien przychodzić do pracy, ale przychodzi, bo na kontrakcie nie może pójść na zwolnienie L4. Ale co z niego za przedsiębiorca, skoro jest wynajęty przez szpital do pracy i na dodatek powinien mieć własny sprzęt do pracy. Do tego sprowadza się umowa cywilno-prawna, która powstała na potrzeby nieudolności kolejnych rządzących, którzy nie potrafią rozwiązać tego problemu.

Lekarze twierdzą, że pracują tak dużo ze względu na niskie zarobki. Zgadza się z tym Pani?

I tak, i nie. W zależności od pazerności człowieka. Są też pracoholicy. Jedni idą do pracy z chciwości, inni bo wpadli w nałóg pracy i nie wychodzą ze szpitala, ale nie z potrzeby zarobku. Jeszcze inni są przymuszani przez pracodawcę. Taki lekarz bierze kolejny dyżur na siebie z poczucia odpowiedzialności za pozostawionych chorych. W systemie zdrowia jest teraz taki trend, że lekarz zajmuje się przede wszystkim dokumentacją, rozszerzoną niebotycznie, zamiast mieć czas na zajmowanie się po ludzku pacjentem, bo ktoś sobie wymyślił ewidencjonowanie w ten sposób leczenia.

Co się jeszcze musi wydarzyć, żeby pomyśleć o lepszym finansowaniu pracowników medycznych, o tym że jest ich za mało? Skoro już zdarzają się sytuacje, że lekarze umierają na dyżurach, a rządzący uważają, że nie ma problemu.

Chyba potrzebna jest edukacja. Zamiast reklam proszku stacje powinny informować jak bezpiecznie powinno opiekować się pacjentem, dlaczego tak się nie dzieje. A kiedy rozmawiamy o ochronie zdrowia? Rozmawiamy w trakcie kampanii wyborczych, kiedy przyszła partia rządząca opowiada, jak oni rozwiążą problemy ochrony zdrowia. Za moment wejdzie sieć szpitali i będziemy mieli wtedy ograniczony dostęp do lekarza, bo jeśli mówi się, że będą mniejsze środki przeznaczane na szpitale, to też będziemy mieli ograniczony dostępu do lekarzy. Cudu pan Radziwiłł nie zrobi! I krytykując go dalej, powiem, że przed objęciem tej funkcji, będąc po stronie społecznej, miał inne podejście do systemu. Dziś nie poznaję tego Radziwiłła, który stoi teraz po drugiej stronie i buduje system. Nie jest to już ten kolega Konstanty, który wtedy myślał o swoich koleżankach i kolegach. Teraz lepiej jest dzielić Polaków i unikać problemów takich jak ten, że lekarz umarł z przepracowania.

PDF

Zobacz także