Koronawirus. Wyjechać na wakacje czy lepiej zostać w domu? Dr Grzesiowski odpowiada

dr n. med. Paweł Grzesiowski
O planowaniu wakacji, szczepieniu przeciw COVID-19 oraz teoriach spiskowych związanych z koronawirusem - opowiedział Medexpressowi dr Paweł Grzesiowski, wykładowca Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP, prezes Fundacji „Instytut Profilaktyki Zakażeń”.
Medexpress 2020-06-29 11:38

Martyna Chmielewska: Koronawirus wywrócił do góry nogami wakacyjne plany Polaków. Wiele osób zastanawia się czy wyjechać na wakacje, czy zostać w domu. Co mógłby Pan doradzić takim osobom?

Paweł Grzesiowski: Uważam, że wakacje należy planować na krótki okres czasu (na najbliższy miesiąc, najwyżej na dwa). Po drugie, trzeba wybierać miejsca , gdzie nie będzie tłumu i tłoku, złej jakości powietrza, a także będzie można zachować dystans. Na wakacje jeździmy w ulubione miejsca. Wyobraźmy sobie np. kurort nadmorski czy górski, gdzie zjadą się ludzie ze wszystkich województw. Jeśli spotkamy się wszyscy w jednym miejscu wakacyjnego wypoczynku, to sytuacja może być trudna. Porównałbym to do wesela. Ostatnio zdarzyły się pierwsze przypadki zachorowań poweselnych. Ludzie przyjechali na wesele z wielu stron Polski i niestety doszło do zakażeń. Planując wyjazdy, musimy mieć to na uwadze (w szczególności jeśli w naszym gronie znajdują się osoby powyżej 60 roku życia lub osoby z przewlekłymi chorobami). Powinniśmy z ich powodu zachować szczególną ostrożność. Dla tych osób „kupujemy czas”. Dziś mamy skuteczny lek przeciwko koronawirusowi. Mamy również skuteczny nowy lek przeciwzapalny, który zmniejsza śmiertelność. Choć minęły dopiero trzy miesiące, to już dysponujemy zestawem leków, który redukuje o jedną trzecią śmiertelność. Są to niezmiernie ważne miesiące. Jeżeli przez kolejne trzy miesiące unikniemy zachorowań, to możliwe że we wrześniu będziemy mieli kolejny zestaw leków czy sposobów terapeutycznych, które jeszcze bardziej obniżą śmiertelność z powodu tej choroby. A przecież o to nam chodzi.

M.Ch. Wiemy, że powstało wiele teorii spiskowych na temat koronawirusa. Pojawiają się głosy, że to spisek firm farmaceutycznych, które chcą zarobić na szczepionce, że to wymysł rządzących, by podporządkować sobie społeczeństwo. Są też głosy, że wirus celowo został wypuszczony z Chin. Przybywa także niewierzących w koronawirusa. Co Pan o tym sądzi?

P.G.: Należałoby przewidzieć taką reakcję społeczeństwa. Ludzie na początku są przestraszeni z powodu nowego i nieznanego zjawiska. Zaczyna się proces tzw. erozji zaufania do wiedzy, nauki i do oficjalnych komunikatów. Nie dziwi mnie to Wygląda to trochę tak, jak przy kwestionowaniu sensowności szczepień. Proszę zauważyć, że im skuteczniejsza szczepionka, tym szybciej zaczyna budzić antyszczepionkowe poglądy. Jeśli szczepionka spowoduje szybkie zniknięcie choroby (bo stajemy się odporni), to kolejne pokolenie stwierdza, że nie musi się szczepić skoro nie ma tej choroby. Taka sama sytuacja miała miejsce w Polsce z koronawirusem. Gdyby w Polsce umarło 30 tysięcy osób, to w każdej rodzinie byłaby zmarła osoba. Nie byłoby wątpliwości, że jest to ciężka choroba. W Polsce z powodu koronawirusa zmarło 10 razy mniej ludzi, dlatego wiele osób nie spotkało kogoś, kto z jego powodu ucierpiał. I zaczyna się kwestionowanie. Pamiętajmy, że dzięki lockdown’owi w marcu uniknęliśmy 90 procent zakażeń. Nie udało się tego dokonać Włochom, Anglikom czy Hiszpanom. Dzięki wczesnemu lockdown’owi, niesamowitej dyscyplinie i znakomitej komunikacji społecznej (wszystkie media mówiły: zostań w domu) uniknęliśmy masowych zakażeń. Dziś nie komunikujemy: „załóż maskę” kiedy jesteś blisko kogoś, albo „umyj ręce” kiedy dotykałeś przedmiotów.

M.Ch.: Czy Pana zdaniem powinny być obowiązkowe szczepienia przeciwko koronawiurusowi?

P.G.: To jest bardzo poważne pytanie. Można je postawić dopiero wtedy, kiedy będzie szczepionka. Szczepionka, jeżeli udałoby się pozyskać 30 milionów jej dawek, powinna być bezpłatna. Być może powinniśmy rozważać jej obowiązkowe podanie w grupach ryzyka. W Polsce jeżeli szczepionka jest obowiązkowa tzn. że państwo ją refunduje i organizuje, to mamy obligację do wykonania tego zlecenia. Natomiast istnieją sytuacje chociażby zdrowotne, indywidualne przeciwwskazania do szczepienia z powodu których można być zwolnionym z tego obowiązku. Jeżeli zorganizujemy szczepienia i one nie zostaną podane w ilości co najmniej 70 procent populacji, to nie będą miały sensu. Jeśli będziemy mieli kilka milionów dawek szczepionki, (a nie 30 milionów ), to trzeba będzie wybrać grupy do szczepienia kwalifikowane w pierwszej kolejności. Wtedy sytuacja może być jeszcze trudniejsza. Może okazać się, że jest więcej chętnych niż dawek. Wtedy obowiązkowość nie będzie miała już sensu. Już dziś powinniśmy zadbać o to, by szczepionka była za darmo w powszechnym dostępie. W drugiej kolejności powinniśmy zastanawiać się kogo szczepić z obowiązku, a kogo fakultatywnie na życzenie. Podkreślam, że nie mówimy o szczepionkach przymusowych, podawanych siłą, bez zgody pacjenta. Pacjent zawsze ma prawo odmówić zabiegu medycznego. Musi tylko podać przyczynę. Jeśli jest ona racjonalna, to oczywiście jest uwzględniana.

PDF

Zobacz także