Blogosfera Medexpressu

Krzysztof Bukiel: Społeczny projekt naprawy OZ – komentarz aktualny


Dr Krzysztof Bukiel 2021-03-31 08:40
Parę dni temu premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że gdyby zrealizowano zamierzenia poprzedniego rządu (a obecnej opozycji) o komercjalizacji szpitali, to teraz nie miałby kto leczyć Polaków chorych na Covid 19. Przekonuje o tym, zdaniem premiera, fakt, że w walkę z koronawirusem zaangażowały się jedynie szpitale państwowe, i państwo jako takie, a nie szpitale prywatne.

Wywód pana premiera nie ma – oczywiście - merytorycznych podstaw. Gdyby w Polsce były wyłącznie prywatne szpitale i gdyby państwo odpowiednio zapłaciło tym szpitalom za zorganizowanie i przeprowadzenie leczenia chorych na Covid-19 to, działając „dla zysku”, zrobiłyby one to samo, co obecnie zrobiły szpitale publiczne tylko – najprawdopodobniej – lepiej, taniej i sprawniej. Trudno jednak, aby robiły to na własny koszt, zastępując państwo w zakresie finansowania walki z epidemią. Obecne – nie prywatne - szpitale też nie robiły tego na własny koszt, ale na koszt państwa, od którego otrzymały odpowiednie środki na ten cel.

Fakt, że premier Morawiecki nie zadał sobie trudu, aby zastanowić się czy to co mówi ma merytoryczne podstawy świadczy, że jego cel był inny niż przekazanie prawdy. Przedstawiciele rządu po raz kolejny wykorzystali walkę z epidemią dla uzasadnienia wprowadzenia w Polsce państwowej, budżetowej, centralnie sterowanej służby zdrowia. Wcześniej czynił to parę razy minister zdrowia przy okazji wymiany dyrektorów szpitali. Rządzący nie chcą podejmować jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji w tym zakresie, a jedynie zrealizować idee fixe prezesa partii rządzącej.

To bardzo źle wróży publicznej ochronie zdrowia w Polsce, bo taki model lecznictwa już mieliśmy i właśnie dlatego, że był dramatycznie niewydolny, odeszliśmy od niego w roku 1999, wprowadzając kasy chorych. Jednak nie to jest najgorsze, że obecny rząd chce wrócić do skompromitowanych koncepcji, ale to, że nigdzie wokół, wśród największych partii politycznych nie widać jakiejś sensownej alternatywy. Parę dni temu PO przedstawiła coś, co nazwała planem reformy ochrony zdrowia pod tytułem „Uzdrowimy Polskę”, a co jest – w istocie – kolejną próbą doraźnych, wyrywkowych i propagandowych działań takich, jak stworzenie sieci stu szpitali „bezlimitowych”, przeprowadzenie powszechnych badań zdrowia Polaków, uruchomienie oddziałów „rehabilitacji pocovidowej” itp. Trudno też znaleźć jakieś sensowne propozycje kompleksowego programu naprawy publicznego lecznictwa wśród innych ugrupowań. Zresztą niemal wszystkie one już rządziły i udowodniły, że nie chcą, ani nie wiedzą jak zbudować sprawny, wydolny system publicznej ochrony zdrowia. Gdyby zatem oddać tę sprawę politykom, należałoby podsumować: beznadzieja przy braku alternatywy.

Wniosek nasuwa się sam: Trzeba znowu sięgnąć do sił społecznych i zaproponować społeczny projekt naprawy publicznej ochrony zdrowia w naszym kraju. Może niewielu wie, ale tradycja projektów społecznych w tym zakresie jest w Polsce bogata. Nawet program kas chorych powstał poza rządem – w tzw. Społecznej Komisji Zdrowia przy NSZZ Solidarność. (Nawiasem mówiąc dzisiejszy NSZZ Solidarność byłaby chyba głównym przeciwnikiem tego projektu). Dopiero gdy wybory wygrała AWS związana z NSZZ Solidarność, program społeczny stał się programem rządowym. Swój program społeczny opracował swego czasu też prof. Zbigniew Religa (jeszcze jako senator), a także OZZL (dostępny na stronie: https://ozzl.org.pl/images/dokumenty/ustawa_o_PUZ_25102005.pdf ). Nasz projekt zyskał poparcie szeregu organizacji ze środowiska medycznego i spoza niego.

Zasadniczą zaletą programu społecznego jest jego merytoryczność wynikająca z niezależności od doraźnych politycznych celów, układów, powiązań. Można mieć nadzieję, że taki program nie będzie „schlebiał” tym czy innym podmiotom, grupom społecznym czy zawodowym, a jego jedynym celem będzie zbudowanie systemu sprawnego=wydolnego, efektywnego i „propacjenckiego”. Oczywiście pod warunkiem, że twórcy tego programu nie potraktują go wyłącznie jako odskocznię do dalszej kariery – zwłaszcza politycznej. Zatem – do dzieła!

PDF

Zobacz także