Epidemia koronawirusa: Marcin Jachimiak: Sfrustrowani pacjenci wyżywają się na medykach

- Pacjenci są sfrustrowani działaniem systemu, dużymi kolejki spowodowanymi brakiem medyków i środków finansowych. Nazywają nas mordercami, ludźmi bez serca i sumienia, a nie tych, którzy wydają arbitralne decyzje, czyli polityków, ministrów, pracowników resortów - powiedział Medexpressowi ratownik medyczny, pielęgniarz Marcin Jachimiak.
Martyna Chmielewska 2021-01-15 11:00

Martyna Chmielewska: Epidemia koronawirusa ciągle trwa i wiele wskazuje na to, że szybko się nie skończy. Na całym świecie odnotowano już ponad 93 mln zakażeń. Z jakimi problemami boryka się Pan podczas pandemii?

Marcin Jachimiak: Największym problemem jest totalny chaos organizacyjny spowodowany ciągłymi zmianami wytycznych, brakiem długodystansowych planów, wprowadzaniem rozwiązań z dnia na dzień bez wcześniejszego przygotowania. Ministerstwo Zdrowia, sanepid i NFZ wydają arbitralne decyzje nakazowe, które mamy wykonać. Nikt nie przejmuje się tym, czy mamy ku temu warunki lokalowe, środki pieniężne, materiały i odpowiednią liczbę personelu. Zostajemy postawieni przed faktem dokonanym. Poza tym jest bardzo zauważalny przyrost liczby pacjentów w każdym sektorze, od przychodni, przez karetkę po szpitale. A nas medyków jest coraz mniej.

M.Ch.: Kolejnym problemem jest dezinformacja pacjentów...

M.J.: Tak. Ludzie nie rozumieją, dlaczego nie mogą wejść do przychodni i posiedzieć wraz z 30 innymi osobami w kolejce pod gabinetem, nie rozumieją dlaczego muszą odbyć teleporadę zanim zostaną zaproszeni przez lekarza do przychodni na wizytę osobistą, nie rozumieją idei e-skierowań, e-recept, całego działania systemu. Niestety swoje frustracje wyładowują głównie na rejestratorkach, pielęgniarkach, położnych i ratownikach medycznych czyli na tej właściwej pierwszej linii i frontu. My nie tworzymy tego systemu. Niestety w nim pracujemy i nie mamy wpływu na decydentów.

M.Ch.: Czy w placówkach brakuje środków ochrony osobistej? Czy wszystkie procedury i wytyczne są jasne dla pesronelu medycznego?

M.J.: Brakuje nam środków ochrony osobistej odpowiedniej jakości. Brakuje też jasnych procedur i wytycznych. Przychodnie nie otrzymały dodatkowych funduszy, nie mają za co kupić masek, fartuchów, większej ilości środków do dezynfekcji. Nie mają pieniędzy na zatrudnienie większej liczby personelu. Medycy nie chcą pracować bez zabezpieczenia i tu błędne koło się zamyka. Tworzy się niepotrzebne napięcie, frustracja i wzajemne wymuszanie miedzy właścicielami przychodni, którzy nie chcą jej zamknąć czy dostać kary za zaprzestanie wykonywania procedur, a medykami którzy nie godzą się na rolę mięsa armatniego i ryzyka zawleczenia COVID-19 do domu, pozarażania rodziny.

M.Ch.: Wbrew pozorom przychodnia w dobie epidemii jest o wiele niebezpieczniejszym miejscem pracy niż szpital zakaźny….

M.J.: Tak. W szpitalu personel jest przeszkolony, zgrany, ma odpowiednie nawyki, środki ochrony osobistej. Jest świadomy tego, że opiekuje się zakażonym pacjentem. W przychodniach nie odbywają się szkolenia z zakresu epidemiologii. Personel nie ma przydatnych nawyków. Środki ochrony osobistej (o ile wogóle są) mają bardzo niską jakość. Dają jedynie złudne poczucie ochrony. A pacjenci? Pacjenci bywają różni. Często kłamią. Potrafią przyjść do przychodni bez maski, kłócić się, żądać badania, świadomie narażać nas na niebezpieczeństwo, wiedząc że mają stwierdzony Covid-19. Czasami mieszkają z zakażoną osobą. Później martwimy się o własne rodziny. Zastanawiamy się, czy nas nikt nie zaraził.

M.Ch.: Co jest dla Pana najtrudniejsze podczas pandemii?

M.J.: Najtrudniejszy jest bardzo ograniczony kontakt z rodziną i przyjaciółmi. Większości z nich nie widziałem prawie rok. Jest mi przykro z powodu nieodpowiedzialnego zachowania ludzi, błędnych decyzji rządu, teorii spiskowych, wypowiedzi polityków.

M.Ch.: Na co pacjenci najbardziej się skarżą w związku z epidemią koronawirusa?

M.J.: Relacje z pacjentami są gorsze. Maska, zaparowane okulary, przyłbica „przeżarta” środkami do dezynfekcji sprawiają, że stajemy się bardziej anonimowi. Komunikacja niewerbalna jest na słabym poziomie. Dodatkowo gorzej słyszymy, więc nasz ton rozmowy z pacjentem wygląda czasami jakbyśmy na niego krzyczeli. Staramy się wszystko robić jak najsprawniej, tzn tak żeby zmieścić się w 15 minut. Nie ma czasu na zwykłe ludzkie rozmowy. Niestety brakuje go również na porządny wywiad medyczny. Pacjenci najbardziej skarżą się na ,,zamknięte przychodnie i szpitale" oraz kolejki. Skarżą się na medyków. Twierdzą, że brakuje im empatii. Nie rozumieją, że mamy 10-15 minut na to, aby: przeprowadzić wywiad, zbadać, pomyśleć, postawić diagnozę, zalecić leczenie. To robota na 40-60 minut. Dlatego nie możemy sobie pozwolić na dłuższą rozmowę, której oni często potrzebują. Nie mamy czasu, żeby dokładnie przyjrzeć się ich zdrowiu. Nie rozumieją, dlaczego prywatnie do lekarza-kardiologia można dostać się za 2 dni, a na NFZ za pół roku.

M.Ch: Czy pacjenci są agresywni wobec medyków?

Pacjenci są sfrustrowani działaniem systemu dużymi kolejki spowodowanymi brakiem medyków i środków finansowych. Wyżywają się na nas a nie na decydentach. Nazywają nas mordercami, ludźmi bez serca i sumienia, a nie tych, którzy wydają arbitralne decyzje, czyli polityków, ministrów, pracowników resortów. Wyzywają nas od najgorszych medyków, czyli ludzi którzy stają na rzęsach, kopią się z tym chorym systemem, pracują ponad siły za marne grosze, by pomóc, a wiecznie z każdej strony są szykanowani.

M.Ch.: Jakie są Pana największe obawy w związku pandemią?

M.J.: Od lat pracujemy w warunkach jak na wojnie. Brakuje medyków. System był w agonii od co najmniej kilkunastu lat. Myślę, że upadł on mniej więcej jesienią poprzedniego roku. Ludzie masowo umierają i będą umierać nie z powodu realnej pandemii, a z powodu upadku systemu, braku środków, miejsc, opóźnionej diagnostyki ,a przede wszystkim medyków. Nie będziemy budować więcej sklepów spożywczych, szkół, żłobków. Będziemy budować więcej cmentarzy i kostnic. Już tak się dzieje. Obawiam się, że medycy nie wytrzymają psychicznie ciągłych obelg, wylewania na nich brudów, frustracji pacjentów, kłamstw w mediach na temat ich zarobków, pracy ponad siły w warunkach urągających, łamiących przepisy BHP, życia w biedzie. Za granicą czeka ich godne życie. Obawiam się, że stracą pasję, chęć do pracy. Nie wytrzymają psychicznie. Staną się tymi zgorzkniałymi, wypalonymi zawodowo pracownikami ochrony zdrowia albo wyjadą tam, gdzie zaczną ich cenić. Załamanie systemu spowodowane brakiem medyków dotknie nas wszystkich, szczególnie tych mniej zamożnych. Jeśli rząd nie wprowadzi zmian, to za pięć lat kolejki będą trzy razy dłuższe. Jakie to będzie miało skutki? Możemy sobie tylko wyobrazić.

PDF

Zobacz także