Subskrybuj
Logo małe
Szukaj

Między szpitalem a domem. Pacjenci z niewydolnością oddechową poza systemem

MedExpress Team

Medexpress

Opublikowano 2 kwietnia 2026 13:46

W Polsce ponad 13 tys. pacjentów wymaga domowej wentylacji mechanicznej, ale finansowanie publiczne obejmuje jedynie część z nich. Reszta trafia do tzw. nadwykonań lub pozostaje w szpitalach, które nie są miejscem docelowej opieki.
Między szpitalem a domem. Pacjenci z niewydolnością oddechową poza systemem - Obrazek nagłówka
Fot. Getty Images/iStockphoto

Z tego artykułu dowiesz się:

  1. Ogromna liczba pacjentów wymaga domowej wentylacji mechanicznej, jednak publiczne finansowanie obejmuje tylko część z nich, co prowadzi do długich kolejek w szpitalach.
  2. Brak wystarczających funduszy ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia powoduje, że pacjenci, którzy powinni być leczeni w domu, pozostają w szpitalach, co obciąża cały system ochrony zdrowia.
  3. Świadczeniodawcy zmuszeni są do przyjmowania pacjentów ponad limit, co jest nie tylko rozwiązaniem medycznym, ale także etycznym i ekonomicznym, jednak obecnie nie jest to już zrównoważony model działania.
  4. Wzrost liczby pacjentów z przewlekłymi chorobami oraz starzejące się społeczeństwo sprawiają, że bez systemowych zmian problem będzie narastał, zagrażając zarówno zdrowiu pacjentów, jak i stabilności systemu opieki zdrowotnej.

Domowa wentylacja mechaniczna to świadczenie ratujące życie, przeznaczone dla pacjentów z przewlekłą niewydolnością oddechową, którzy nie są w stanie oddychać samodzielnie w wystarczającym stopniu. Trafiają do niej m.in. chorzy z zaawansowanymi chorobami płuc, schorzeniami neurologicznymi czy powikłaniami po hospitalizacjach. W wielu przypadkach są to osoby całkowicie zależne od respiratora lub stałej tlenoterapii. Z medycznego punktu widzenia ich miejsce nie jest jednak w szpitalu. Po ustabilizowaniu stanu zdrowia powinni być leczeni w domu. Tymczasem jak alarmuje Ogólnopolski Związek Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej z każdym tygodniem rośnie liczba chorych kwalifikowanych przez szpitale do wentylacji domowej, którzy nie mogą znaleźć świadczeniodawcy gotowego ich przyjąć. W większości województw tworzą się już kolejki pacjentów oczekujących na oddziałach szpitalnych na objęcie opieką domową.

System, który nie nadąża za rzeczywistością

Skala potrzeb rośnie od lat. Ma to związek ze starzejącym się społeczeństwem oraz większą wykrywalnością i przeżywalnością pacjentów z chorobami przewlekłymi. – Od wielu lat liczba tych pacjentów wzrasta. Plany NFZ-u na finansowanie świadczenia od dawna są niedoszacowane i zbyt niskie – mówi Maciej Sikora, członek zarządu Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej. Świadczeniodawcy opiekują się ponad 13 tysiącami pacjentów wymagających wentylacji domowej, a finansowanie publiczne obejmuje niewiele ponad 8 tysięcy z nich. – Od wielu lat świadczeniodawcy opiekują się większą liczbą pacjentów niż Narodowy Fundusz Zdrowia planuje finansować, tym samym według Narodowego Funduszu Zdrowia tych pacjentów po prostu powinno być mniej. Ale nie jest... – zaznacza przedstawiciel Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej. Przypomnijmy, że są to pacjenci, którzy bardzo często są respiratorozależni, tlenozależni, którzy bez aparatury i bez opieki będą powoli umierać.

Nadwykonania jako stały element systemu

Różnica między realną liczbą pacjentów a finansowaniem od lat była „zasypywana” przez świadczeniodawców, którzy przyjmowali chorych ponad limit. Było to rozwiązanie nieformalne, ale powszechnie stosowane – zarówno ze względów medycznych, jak i organizacyjnych. – Świadczeniodawcy starają się przyjmować wszystkich pacjentów, żeby nie tworzyły się problemy w szpitalach. Po drugie z powodów etycznych. To lepiej dla pacjenta jest, żeby był leczony w domu – mówi Sikora. Nie bez znaczenia jest także ekonomika systemu. Leczenie w domu jest wielokrotnie tańsze niż hospitalizacja, a jednocześnie pozwala odciążyć oddziały. – Opieka domowa jest kilkukrotnie nawet kilkunastokrotnie mniej kosztowa niż pobyt w szpitalu – zaznacza. Ten model przestał jednak działać w momencie, gdy nadwykonania przestały być w pełni finansowane.

Punkt krytyczny: brak rozliczeń i decyzji

W 2024 roku Narodowy Fundusz Zdrowia zapłacił jedynie część nadwykonań, co znacząco obciążyło świadczeniodawców. – Narodowy Fundusz Zdrowia zdecydował się zapłacić tylko 70% nadwykonań – przypomina Sikora. W kolejnym roku problem nie został rozwiązany, a zaległości zaczęły narastać. W praktyce oznacza to, że podmioty medyczne przez wiele miesięcy finansują opiekę nad pacjentami z własnych środków, nie mając pewności, czy i w jakiej wysokości otrzymają zwrot. Często są to małe rodzinne firmy. – Świadczeniodawcy od kilkunastu miesięcy kredytują ochronę zdrowia i nie mają pojęcia kiedy otrzymają środki – podkreśla M.Sikora. W tej sytuacji część z nich zdecydowała się ograniczyć przyjęcia nowych pacjentów, aby nie pogłębiać strat.

Pacjenci między systemami

Efekty tej decyzji są widoczne w całym systemie ochrony zdrowia. Pacjenci, którzy powinni trafić do opieki domowej, pozostają w szpitalach. – Część pacjentów leży w szpitalach na oddziałach szpitalnych, blokując łóżko dla kogoś innego – mówi Sikora. Inni, nie widząc możliwości dalszego leczenia, decydują się na wypis, co niemal zawsze kończy się szybkim pogorszeniem stanu zdrowia i powrotem do szpitala. – To jest dla nas oczywiste, że ci pacjenci wrócą do szpitala w ciągu kilku tygodni w znacznie gorszym stanie – zaznacza. Pojawiają się także sygnały o odmowach przyjęć do szpitali, właśnie z powodu braku możliwości zapewnienia dalszej opieki.

Co można zrobić

Środowisko świadczeniodawców wskazuje trzy kluczowe kierunki działań. Pierwszym jest dostosowanie finansowania do rzeczywistej liczby pacjentów. - Od dawna wiemy, że pacjentów jest 30–40% więcej, a NFZ daje nam plany mniejsze o 30–40%– mówi Sikora. Drugim elementem jest wdrożenie nowego modelu opieki, który – według szacunków – mógłby obniżyć koszty nawet o ponad 20 proc., a jednocześnie zwiększyć dostępność świadczeń. Trzecim – uregulowanie zaległych płatności, bez czego dalsze funkcjonowanie wielu podmiotów staje się niepewne.

Nowy model świadczenia opracowany przez AOTMiT w 2023 roku:

  • porządkuje ścieżkę kwalifikacji i przeprowadzanych okresowo kontroli,
  • wprowadza telemonitoring, umożliwiający szczegółową kontrole terapii,
  • obniża koszty świadczenia, pozwalając objąć opieką większą liczbę pacjentów,
  • poprawia bezpieczeństwo i dostępność dla pacjentów.

Problem, który będzie narastał

Bez zmian systemowych skala problemu będzie rosła. Starzenie się społeczeństwa i czynniki środowiskowe będą zwiększać liczbę pacjentów wymagających wsparcia oddechowego. Jeśli system nie zostanie dostosowany do realiów, liczba pacjentów pozostających poza opieką lub pozostających w szpitalach będzie się powiększać – z konsekwencjami zarówno dla nich, jak i dla całego systemu ochrony zdrowia. Jak informuje Ogólnopolski Związek Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej, "Pomimo wielokrotnych próśb kierowanych do Ministerstwa Zdrowia wciąż nie ma gotowości do spotkania i rozmów o rozwiązaniu narastającego problemu. Brak dialogu uniemożliwia wdrożenie działań systemowych, które mogłyby zatrzymać narastający kryzys. Od września ubiegłego roku Związek regularnie alarmował resort zdrowia o narastającym problemie."

Związek deklaruje pełną gotowość do współpracy ze wszystkimi instytucjami zaangażowanymi w system ochrony zdrowia. Skuteczne rozwiązanie obecnego kryzysu będzie możliwe wyłącznie po:

  • rozliczeniu świadczeń za 2025 r.,
  • uporządkowaniu zasad finansowania na 2026 r. i kolejne lata,
  • wdrożeniu nowego modelu opieki.

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie o pracę za darmo

Lub znajdź wyjątkowe miejsce pracy!

Najciekawsze oferty pracy (przewiń)

Zobacz także