Subskrybuj
Logo małe
Wyszukiwanie
banner
Pielęgniarka z COVID-19

Zginął mój wymaz na koronawirusa. Pobrała mi go niekompetentna osoba

MedExpress Team

Martyna Chmielewska

Opublikowano 22 czerwca 2020 13:22

Zginął mój wymaz na koronawirusa. Pobrała mi go niekompetentna osoba - Obrazek nagłówka
Fot. Getty Images/iStockphoto
- Najtrudniejsza podczas kwarantanny z powodu zakażenia koronawirusem była pewnego rodzaju dezinformacja ze strony sanepidu i biurokracja - powiedziała Medexpressowi pielęgniarka Renata.

Martyna Chmielewska: Epidemia koronawirusa ciągle trwa. Mamy już 32 227 zakażonych osób. 1 359 zmarło. Wiemy, że jest Pani jedną z pielęgniarek, która została zakażona koronawirusem. W jakich okolicznościach do tego doszło?

Pielęgniarka: Do zakażenia doszło najprawdopodobniej na oddziale zakaźnym, na który zostałam przeniesiona z oddziału pediatrycznego szpitala podczas epidemii koronawirusa. A wszystko dlatego, że brakowało w nim personelu. Pod koniec marca zaczęłam tam pracę. Zaraziłam się koronawirusem w połowie kwietnia. 19 kwietnia zauważyłam u siebie objawy sugerujące COVID-19. Zrobiłam test. Wyszedł dodatni.

M.Ch.: Czy miała Pani problem ze zrobieniem testu?

Pielęgniarka: Nie miałam z tym problemu. Na oddziale zakaźnym co tydzień pracownicy mieli pobierane wymazy, ponieważ mieli bezpośredni kontakt z pacjentami. Jeśli pracownik źle się czuł, to bez problemu wykonywano mu test.

M.Ch.: Jak Pani zareagowała na wynik testu?

Pielęgniarka: Wybrałam pracę na oddziale zakaźnym. Byłam świadoma konsekwencji decyzji. Lęk jest zawsze. Nie boi się tylko głupi. Mieszkam z mężem i synem. Byliśmy świadomi tego, że mogę zarazić się koronawirusem. Gdy okazało się, że mam dodatni wynik testu, przeszłam razem z mężem i synem na kwarantannę.

M.Ch.: Czy miała Pani typowe objawy dla konronawirusa takie jak: katar, gorączka, bóle mięśni?

Pielęgniarka: Na początku byłam osłabiona. Tłumaczyłam to przemęczeniem w pracy. Miałam bóle mięśni i stawów. Dopiero, gdy po pewnym odpracowanym dyżurze nocnym, zauważyłam, że mam zaburzenia węchu i smaku ( nic nie czułam nawet przy toaletach dorosłych pacjentów), zrozumiałam, że mogę być zakażona COVID-19. Wykonałam test. Wynik okazał się pozytywny. Choć minęło już dwa miesiące od zakażenia koronawirusem, to nadal nie odzyskałam węchu. Powoli powraca mi smak. Wyczuwam ostre, kwaśne, słodkie smaki.

M.Ch.: Co było dla Pani najtrudniejsze podczas choroby?

Pielęgniarka: Najtrudniejsza była pewnego rodzaju dezinformacja ze strony sanepidu i biurokracja. Chodzi o to, że osoby mieszkające z zakażonym należy poinformować o tym, że powinny się od niego odizolować. Jeśli wszyscy przechodzą kwarantannę w tym samym mieszkaniu, to w efekcie osoba zakażona może wcześniej opuścić dom niż osoby z nią mieszkające.

Zakażony COVID-19 powinien przebywać w izolacji przez 21 dni. Osoby mieszkające z chorym powinny przebywać w dwutygodniowej kwarantannie. Jeśli po dwóch tygodniach wyjdą ujemne wyniki zarówno u osoby chorej, jak i mieszkających z nią osób, to przedłuża się wszystkim izolację o kolejne dni. Gdyby współmieszkańcy odizolowali się od zakażonej na samym początku, to krócej przebywaliby na kwarantannie. Źle czułam się z powodu dezinformacji. Było to o wiele gorsze niż choroba, którą udało mi się w miarę łagodnie przejść. Gdybym spanikowała, to znalazłabym się w szpitalu. Chciałabym przy okazji podziękować mojemu lekarzowi rodzinnemu, który zapewnił mi dobrą opiekę.

Podczas izolacji wymagano ode mnie dostarczenia do zakładu pracy zaświadczenia z sanepidu. Nie mogłam tego zrobić, bo przebywałam na kwarantannie. Poza tym w szpitalu, w którym pracuję powinno być zanotowane, że jestem zakażona. Takie informacje powinny być przekazywane między instytucjami. Niestety sanepid nie daje zaświadczenia osobom izolowanym. Może je tylko wydać lekarz rodzinny. Musiałam telefonicznie dopełniać różnych formalności.

Problemem podczas izolacji stanowiło wynoszenie śmieci. Mieszkam w bloku. Dopiero pod koniec kwarantanny zgłosiła się do mnie firma, która miała odbierać śmieci. Przez 20 dni nikt ich nie odbierał.

M.Ch.: Czy osoby, które przyjechały do Pani pobrać wymaz, były odpowiednio przygotowane?

Pielęgniarka: Myślę, że jedna z osób, która przyjechała pobrać mi wymaz, nie miała zielonego pojęcia o pobieraniu wymazu. Pracując w służbie zdrowia, wiedziałam,że wymaz pobiera się bardzo głęboko, nawet w okolicy tchawicy. Mam wąski przełyk. W takiej sytuacji bierze się szpatułkę, żeby zajrzeć głęboko do gardła. Niestety zawsze przyjeżdżały osoby bez szpatułek. Twierdzili, że nikt im ich nie daje. Wtedy wykorzystywano łyżkę. Wkładano ją do gardła, aby pobrać wymaz. Uważam, że było to nieprofesjonalne.

M.Ch.: Czy zgłosiła Pani ten problem?

Pielęgniarka: Tak. Rozmawiałam z sanepidem, ponieważ po tym incydencie mój wymaz zaginął. Zwróciłam uwagę osobie, która go pobierała. Uważam, że powinna być przeszkolona. Planowałam napisać skargę w tej sprawie….

M.Ch.: Jakie skutki psychiczne i fizyczne spowodował u Pani koronawirus?

Pielęgniarka: Jestem osłabiona. Nadal nie czuję w pełni zapachu i smaku.

M.Ch.: Czy sąsiedzi panią hejtują?

Pielęgniarka: Nie. Są bardzo mili. Sąsiadki przynoszą mi truskawki w ramach rekonwalenscencji.

M.Ch.: Czy zamierza Pani wrócić do pracy?

Pielęgniarka: Tak. Pod koniec czerwca zamierzam wrócić do pracy?

M.Ch.: Z jakimi problemami borykają się pielęgniarki podczas epidemii?

Pielęgniarka: Każdy obawia się dezinformacji ze strony pacjenta. Często chorzy nie informują, że miały kontakt z osobą zarażoną. Ostatnio miałyśmy wyłączony oddział wewnętrzny z pododdziałem kardiologii z powodu pacjenta, który miał prawdopodobnie kontakt z zakażonym, ale się do tego nie przyznał. Został zakażony personel i pacjenci. Wywieziono do szpitala zakaźnego 7 osób , w tym jednego lekarza i resztę pielęgniarek. Są to trudne sytuacje. Jeśli wiemy, że mamy do czynienia z zakażonym pacjentem, to personel się odpowiednio zabezpiecza.

M.Ch.: Jakie ma Pani obawy w związku z epidemią koronawirusa w Polsce?

Pielęgniarka: Wszyscy musimy przez to przejść. Musimy zachować spokój i logicznie myślenie. Niestety, gdy zostały poluzowane obostrzenia, przestaliśmy nosić maseczki. Jeśli kogoś choroba nie dotknęła, to myśli, że nic mu nie będzie. W Szwecji nie było obostrzeń. Jest tam inaczej wychowane społeczeństwo. Panują tam inne warunki klimatyczne. Boję się jesieni i zimy. Myślę, że kolejna fala epidemii przyjdzie na jesieni, kiedy będzie już chłodniej. Epidemia jeszcze nie przycichła. Dowodem tego jest sytuacja na Śląsku. Jest tam epicentrum zachorowań. Wcześniej takim epicentrum było Mazowsze, region grójecki. Za mało robimy testów. Są błędne wyniki testów. Zdarzały się sytuacje, że wyszły dodatnie wyniki testów u pracowników oddziału pediatrycznego. Później okazało się, że to pomyłka. Ludzie w laboratoriach nie są przygotowani na tak dużą liczbę wykonywanych testów. Pandemia nauczy nas dbania o samych siebie.

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie już za 4 zł dziennie*.

* 4 zł netto dziennie. Minimalny okres ekspozycji ogłoszenia to 30 dni.