Śledztwo w sprawie dźgnięcia ratownika nożem umorzone. To kuriozalne - odpowiada szef OZZRM

177810304
Fot. Thinkstock/Getty Images
Martyna Chmielewska 2020-06-26 13:59

25 marca br. doszło do dramatycznej sytuacji na złotoryjskim odcinku autostrady A 4. Mężczyzna w karetce dźgnął kilka razy nożem ratownika medycznego. Sprawca nie odpowie za swój czyn. Według biegłych psychiatrów i psychologa, w chwili zdarzenia 37-latek był niepoczytalny. Prokuratura Rejonowa w Złotoryi umorzyła więc śledztwo w sprawie usiłowania dokonania zabójstwa, ale wystąpiła do sądu z wnioskiem, by mężczyzna trafił do zamkniętego zakładu psychiatrycznego - poinformował portal e-legnickie.pl.

Z opinii biegłych psychiatrów i psychologa wynika, że 37-latek, który dźgnął nożem ratownika medycznego, w każdej chwili może znów kogoś zaatakować.

- Mający tutaj zastosowanie przepis kodeksu karnego stanowi, że sąd orzeka pobyt w odpowiednim zakładzie psychiatrycznym, jeżeli jest wysokie prawdopodobieństwo, że podejrzany popełni ponownie czyn zabroniony o znacznej społecznej szkodliwości, m.in. w związku z chorobą psychiczną, i tutaj z taką sytuacją mamy do czynienia - mówi Lidia Tkaczyszyn, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Jak informuje portal e-legnickie.pl posiedzenie sądu w tej sprawie jeszcze się nie odbyło. 37-latek od chwili zatrzymania przebywa w tymczasowym areszcie. Na jak długo trafi do zakładu psychiatrycznego?

- Ten czas stosowania środka zabezpieczającego nie jest z góry określony. Jest to stosowanie środka w warunkach zamkniętych, cały czas pod kontrolą sądu i tylko na podstawie orzeczenia sądu, poprzedzonego niezbędnymi opiniami - w tym przypadku psychiatrów i psychologa- jest możliwe uchylenie tego środka. - wyjaśnia Lidia Tkaczyszyn.

Przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych Piotr Dymon powiedział w rozmowie z Medexpressem, że jest wstrząśnięty z powodu umorzenia śledztwa wobec pacjenta, który dźgnął ratownika nożem.

- To kuriozalne. Nie wiem, jak to się dalej potoczy. Na pewno ratownicy będą się bali jechać ponownie do tego pacjenta. Poddaje to w wątpliwość sens naszej pracy. Personelu medycznego nie powinno się bezkarnie atakować - wyjaśnił.

Dodał, że najbardziej agresywne są osoby pod wpływem dopalaczy, alkoholu, psychicznie chore oraz pacjenci, którzy nie mogą uzyskać pomocy w placówce medycznej. - Ci ostatni wzywają pogotowie i wyładowują swoje złe emocje na ratownikach medycznych. Należy zachować ostrożność wobec takich pacjentów - powiedział. - Gdy jadę do osób po używkach, staram się nie stać do nich tyłem. Obserwuję ich zachowania. Jeśli pacjent jest agresywny, to wzywamy policję i dopiero wtedy przystępujemy do działań - dodał.

Zdaniem szefa OZZRM należy wprowadzić zmiany w prawie, aby wzmocnić bezpieczeństwo wśród ratowników medycznych. - W ubiegłym roku rozważano możliwość ustawowego wprowadzenia kamer zainstalowanych na kombinezonach ratowników. Kamery nasobne, podobne do tych, które ma policja mogłyby zwiększyć bezpieczeństwo ratowników medycznych. Ponadto należy wprowadzić kary dla osób, które napadają na personel. Nie może być tak, że osoba, która napada na ratownika medycznego po kilku miesiącach zostaje uznana za niepoczytalną - powiedział Dymon.

- Choć oo kilku lat staramy się wprowadzić zmiany w prawie, to na razie nasze działania są bez efektu. Agresja pacjentów wobec personelu medycznego jest coraz większa, dlatego mam nadzieję, że w końcu nastąpią zmiany w prawie - dodał.

Przypomnijmy, do ataku na ratownika medycznego doszło 25 marca br. Ekipa pogotowia wiozła 37-latka do szpitala psychiatrycznego w Bolesławcu. Na złotoryjskim odcinku autostrady A 4 pacjent nożem ugodził kilka razy jednego z ratowników medycznych. Ekipie pogotowia udało się mężczyznę wypchnąć z karetki. Kilka godzin później sprawca został zatrzymany przez legnickiego policjanta, który po służbie wracał do domu.
Ranny ratownik medyczny trafił do szpitala w Bolesławcu, gdzie przeszedł operację.

Źródło: https://e-legnickie.pl/

PDF

Zobacz także