Stwardnienie rozsiane: Jak skrócić ścieżkę pacjenta od objawów do diagnozy

Fot. MedExpress TV
O diagnozowaniu SM i zmianach, jakie wywołała pandemia rozmawiamy z prof. Haliną Bartosik-Psujek, wojewódzką konsultant w dziedzinie neurologii i przewodniczącą Sekcji Stwardnienia Rozsianego i Neuroimmunologii Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.
Medexpress 2021-02-24 09:23

Pani Profesor, w jakim czasie od wystąpienia pierwszych objawów SM pacjent powinien zostać zdiagnozowany? Jak ważny jest czas w przypadku stwardnienia rozsianego?

Bez wątpienia diagnoza powinna być postawiona najszybciej jak to możliwe. Jeżeli pacjent ma typowe objawy neurologiczne, postawimy ją szybko. Natomiast, jeżeli objawy nie są charakterystyczne, nietypowe dla początku stwardnia rozsianego, to rozpoznanie może być stawiane z dużym utrudnieniem, co przekłada się na wydłużenia okna czasowego. Zatem, diagnoza powinna być postawiona jak najszybciej, ale postawiona prawidłowo i trafnie. Uważa się, że pacjent powinien być zdiagnozowany w przeciągu kilku tygodni od wystąpienia pierwszych objawów. Z doświadczenia wiem, że tak się dzieje, jeżeli pacjent ma poważne i typowe objawy neurologiczne i trafia od razu do szpitala. Jeżeli choroba zaczyna się delikatnymi i niecharakterystycznymi objawami, wtedy to rozpoznanie stawia się trudniej, dłużej i rzeczywiście musi być zwiększona uwaga diagnostyczna, aby nie postawić błędnego rozpoznania. Badania z ostatnich lat pokazały, że w Polsce rozpoznanie stwardnienia rozsianego trwa długo. Pojawiło się kilka prac oceniających czas od pojawienia się pierwszych objawów do postawienia diagnozy. Ten czas systematycznie maleje, ale mediana to ponad 7 miesięcy. To stanowczo za długo.

A jak wypadamy w tej kwestii na tle Europy i jak sytuuje to Polskę na tle rekomendacji międzynarodowych?

W ciągu ostatnich lat rekomendacje międzynarodowe zmieniły się. W 2019 roku powstał europejski dokument ekspertów z dziedziny stwardnienia rozsianego, który mówi, że optymalnym czasem do postawienia diagnozy powinny być maksymalnie 4 tygodnie. To jest optimum, do którego powinniśmy dążyć i które jest możliwe przy typowym obrazie klinicznym choroby. Na tle Europy nie wypadamy więc najlepiej. Ale jak popatrzymy na różnego rodzaju opracowania z realnych danych klinicznych, to również w innych krajach europejskich czas ten zdecydowanie przekracza 4 czy 6 tygodni. W środowisku neurologicznym prowadzimy bardzo dużo działań, aby szybsze postawienie rozpoznania tej choroby były możliwe. To są działania wielokierunkowe. Przede wszystkim edukacyjne, kierowane do lekarzy rodzinnych, neurologów pracujących w poradniach oraz oddziałach neurologicznych, nie tylko zajmujących się pacjentem ze stwardnieniem rozsianym. Chcemy uwrażliwić wszystkich na każdym etapie procesu diagnostycznego na potrzebę szybszego rozpoznania.

Wiemy już, że w 2020 r. tych rozpoznań było mniej. Czy jest szansa, by w tym roku włączyć do systemu pacjentów niezdiagnozowanych w minionym roku?

2020 r. był bardzo trudny dla nas wszystkich, dla każdego chorego i całej służby zdrowia. Tych rozpoznań było niewątpliwie mniej z różnych powodów: z racji ograniczeń, różnego rodzaju epidemiologicznych trudności w uzyskaniu porady czy szybkości wykonywania badań, z powodu też lęku pacjentów przed kontaktem ze szpitalem. To wszystko przełożyło się na to, że było znacznie mniej stawianych rozpoznań stwardnienia rozsianego. Ale już od połowy 2020 roku pracujemy normalnie. Większość poradni neurologicznych, a na pewno wszystkie prowadzące programy lekowe, pracują w pełnym wymiarze. Jestem przekonana, że osoby, które czekają i nie zostały włączone do leczenia z różnych przyczyn, w roku 2021 mają szansę na leczenie. Podobna sytuacja jest z diagnostyką. Jeżeli ktoś ma rzeczywisty problem neurologiczny, występują objawy neurologiczne, to czas gra na jego niekorzyść, o czym każdy neurolog wie doskonale. Jestem przekonana, że wszystkie trudności z roku 2020 będą w obecnym wyrównane.

Od pewnego czasu eksperci neurolodzy podejmują temat „złotego miesiąca do diagnozy” wzorowanego na „złotej godzinie w udarze”. Czy wprowadzenie neurologicznej karty diagnostyki SM może przybliżyć nas do diagnozowania SM w ciągu miesiąca?

Jest to możliwe przy typowych, wyraźnych objawach. I warto wykorzystać taką ścieżkę dla chorego. To są najczęściej młodzi ludzie, którzy w sytuacji pojawienia się jakiegoś deficytu, objawów neurologicznych rzeczywiście wymagają szybkiej diagnostyki. I wówczas przyspieszenie im przede wszystkim dotarcia do poradni neurologicznej, specjalisty neurologa (od lekarza POZ czy z pogotowia ratunkowego), wysłanie pacjenta na badanie metodą rezonansu magnetycznego, jest bardzo istotne. To moment kluczowy, który może przyspieszyć diagnostykę. A druga sytuacja, to kiedy pacjenci mają ciężkie objawy neurologiczne już od samego początku. Tacy pacjenci trafiają do oddziałów neurologicznych szpitala i tam jest już przeprowadzana pełna diagnostyka i stawiane rozpoznanie. Sądzę, że jeżeli wykorzystamy te wszystkie ścieżki, zarówno poprzez poradnie, jak i szpital, to przyspieszenie postawienia rozpoznania będzie możliwe.

Pani Profesor, jak wykorzystać wiedzę i doświadczenia wynikające z funkcjonowania szybkiej ścieżki diagnostycznej, funkcjonującej np. w onkologii, dla wprowadzenia optymalnych rozwiązań w SM?

W onkologii ścieżka szybkiej diagnostyki onkologicznej, choć miała swoje problemy i zawirowania, generalnie sprawdziła się. Myślę, że jest szansa na to, by pacjent neurologiczny z takiego pierwszeństwa i wypracowanych już zasad skorzystał. Podkreśliłabym tu jeszcze jedną rzecz, że powinna być rozszerzona możliwość badań diagnostycznych dla poradni neurologicznych. Niektóre badania różnicujące w grupie chorób autoimmunologicznych są niemożliwe do wykonania w poradni. Pacjent musi być przyjęty do szpitala, aby wykonać przeciwciała przeciwko akwaporynie 4 czy anty-MOG, a to już skróciłoby czas, a pacjent uniknąłby hospitalizacji. Są więc tu dwie kwestie: czas (niewątpliwie bardzo ważny) i kwestia rozszerzania możliwości badan diagnostycznych w poradniach neurologicznych, a co za tym idzie inna opłata za wizyty specjalistyczne służące do diagnostyki, czyli kwestia wprowadzenia produktu lepiej opłacanego, dobrze finansowanego, żeby diagnostyka przeprowadzona została na poziomie poradni, a niekoniecznie w szpitalu.

PDF

Zobacz także